Do końca roku zostało kilka tygodni. Kruk zapowiada, że będzie on bardzo dobry zarówno pod względem spłat z portfeli, wielkości inwestycji, jak też zysku netto. Zarząd jedną nogą jest już jednak w 2023 r. — planuje zwiększone zakupy wierzytelności za granicą i nowe źródła finansowania inwestycji, a prezes zapewnia, że nie opuści spółki aż do… emerytury.
Znowu rekord
Wyniki po trzech kwartałach — chociaż były rekordowe — to dla Kruka już historia. Czwarty kwartał, zazwyczaj bardzo pracowity dla spółki i branży, to przygrywka do 2023 r., który zapowiada się równie owocnie.
— Uczestniczymy w bardzo wielu przetargach, cash flow i strumień spłat jest niezagrożony. Wszystko idzie zgodnie z planami, a nawet lepiej. To jest rok, który zaskoczył nas pozytywnie w paru elementach. Cały czas rośniemy, mamy gotówkę, nie potrzebujemy jej od akcjonariuszy — zapewnia Piotr Krupa, prezes Kruka.
Przyznaje, że choć sytuacja na rynku zdobycia pieniędzy się zmienia, to fundamenty Kruka są na tyle mocne, że jeszcze nie widać tego w wynikach.
— Dziś zakładamy, że 2023 będzie dobrym rokiem z rekordową wartością zysku. Z jednej strony mamy rekordowe inwestycje, z drugiej goni nas jednak rosnący koszt finansowy i koszty operacyjne w związku z wysoką inflacją i stopami procentowymi — mówi Michał Zasępa, członek zarządu Kruka.
Przechylona szala
Spłaty z portfeli nabytych przez Kruka we wcześniejszych okresach były rekordowe. Wyniosły 1,93 mld zł za trzy kwartały i były o 19 proc. wyższe w skali roku, a już ponad połowa pochodziła z rynków zagranicznych. Kruk odrobił trudną lekcję za granicą, a obecnie biznes rozwija się bardzo dobrze. Również w październiku spłaty przekroczyły oczekiwania.
— Rozbudowujemy głównie rynki hiszpański i włoski. To trend, który będzie utrzymany. Są to na tyle duże rynki, że widzimy tam dużo przestrzeni do inwestycji — mówi Piotr Krupa.
Od stycznia do końca września Kruk zainwestował w nowe portfele wierzytelności 1,35 mld zł, o 45 proc. więcej niż rok wcześniej. Najwięcej wydał we Włoszech — 445 mln zł oraz w Hiszpanii — 388 mln zł. Inwestycje w Polsce stanowiły 18 proc. zainwestowanych w tym czasie kwot.
— Kruk jest już firmą międzynarodową i za trzy, cztery lata udział biznesu w Polsce w bilansie będzie malał — do około 30 proc. — uważa prezes.
Obecnie polskie pakiety stanowią 43 proc. wartości bilansowej wszystkich należących do grupy. To jednak będzie się zmieniać, bo w przyszłym roku spółka także postawi na inwestycje głównie poza Polską. Ich wartość w tym roku raczej przebije rekordowe 1,7 mld zł z ubiegłego, a niewykluczone, że sięgnie nawet 2 mld zł.
— W przyszłym roku chcemy powtórzyć ten rząd inwestycji. Prawdopodobnie struktura byłaby podobna — 60 proc. Włochy i Hiszpania, a 40 proc. Polska i Rumunia — mówi Michał Zasępa.
Skandynawski kierunek
Kruk utrzymuje bezpieczne wskaźniki zadłużenia — dług netto/EBITDA gotówkowa wynosi 1,8x, a dług netto/kapitał własny 1,0x. Wrocławska spółka ma też dostępne, a niewykorzystane linie kredytowe w bankach na kwotę prawie 970 mln zł. Jest także aktywna na polskim rynku obligacji. W związku z ambitnymi planami inwestycyjnymi dodatkowym źródłem finansowania w przyszłym roku mogą stać się także obligacje w euro na rynkach szwedzkim i norweskim.
— Rynek skandynawski bardzo dobrze zna branżę, bo ze Skandynawii pochodzi duża część naszych konkurentów. Jest to rynek płynny i duży, odpowiadający naszym potrzebom. Nasi brokerzy mówią, że Kruk będzie dobrze przyjęty. Warunki wejścia na ten rynek są dużo bardziej elastyczne niż na londyńskim dużym rynku euroobligacji — twierdzi Michał Zasępa.
Grupa nie wyklucza emisji obligacji także w Polsce, jeśli tylko warunki rynkowe będą dogodne.

Jedyny i na zawsze
Kilka lat temu Kruk robił przegląd opcji strategicznych, chciał nawet ściągnąć spółkę z giełdy, ale nie dogadał się z funduszami, głównie w kwestii poziomu zadłużenia.
— Dziś mogę powiedzieć, że bardzo dobrze zrobiłem, bo Kruk ma obecnie mały lewar, niskie zadłużenie, zarabia pieniądze i nie martwi się o obsługę długu. Wręcz przeciwnie — zastanawiamy się, jak wykorzystać fakt, że mamy do dyspozycji około 1 mld zł na nowe transakcje i dostęp do finansowania — mówi prezes.
Nie zamierza wychodzić z biznesu windykacyjnego, a tym bardziej ze swojej spółki aż do emerytury.
— Dla mnie Kruk to jedyna miłość biznesowa. Jesteśmy na rynku kapitałowym i to na razie się nie zmieni — twierdzi Piotr Krupa.
