Pierwsza połowa tego roku była dla menedżerów notowanego na warszawskim parkiecie Asbisu prawdziwym koszmarem. Geopolityka wylała na rozpalony do czerwoności biznes cypryjskiego dystrybutora IT kubeł lodowatej wody. Co prawda w trzecim kwartale spółce udało się uniknąć strat, ale była zmuszona obniżyć prognozę wyników na ten rok. Zamiast zapowiadanych 4-5 mln USD chce zarobić 1-2 mln.
— Nasza sytuacja w trzecim kwartale jest lepsza. Widać, że plan naprawczy przynosi efekty. Cały rok chcemy zamknąć na plusie — mówi Marios Christou, dyrektor finansowy Asbisu. To oznacza, że spółka będzie musiała odrobić ponad 4 mln USD straty, które miała na koniec września.
Według przedstawicieli dystrybutora, jest to jak najbardziej realne z uwagi na to, że w tej branży koniec roku jest okresem żniw. Dołek, w który wpadł Asbis, to efekt znaczącej ekspozycji dystrybutora na rynek państw b. ZSRR. Rok temu ten region (w szczególności Rosja i Ukraina) generował blisko 40 proc. przychodów.
Kryzys na Ukrainie spowodował, że rynek sprzętu IT w Rosji i państwach ościennych się załamał. W efekcie biznes Asbisu na Ukrainie skurczył się o połowę, a w Rosji o jedną czwartą. Spółka stara się przerzucić jak najwięcej sprzedaży do Europy Środkowej — w tym roku największe zwyżki notuje w Polsce (o 136 proc.), na Słowacji (o 30 proc.) i w Rumunii (o 17 proc.). Sytuacja, w której znalazł się Asbis, może doprowadzić do tego, że nie wypłaci dywidendy z tegorocznego zysku.
— Jesteśmy spółką dywidendową i nasza polityka w tym obszarze zakłada regularne dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. Jednak w tym roku nasz zysk będzie niewielki, co stawia pod znakiem zapytania wypłatę dywidendy — mówi Marios Christou. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w styczniu, kiedy spółka będzie układała budżet na 2015 r. [MGA]