Rozwój sytuacji na Ukrainie potwierdza, iż za rozkład państwa odpowiada Leonid Kuczma. Odchodzący prezydent robi wszystko, aby nie oddawać władzy — najlepiej w ogóle (kombinuje zmiany konstytucyjne i własne premierostwo typu kanclerskiego), a przynajmniej jak najdłużej. Stąd właśnie jego postulat, aby unieważnienie wyborów prezydenckich objęło... obie tury, co oznaczałoby konieczność powtarzania kalendarza wyborczego.
Postępująca agonia rządzącej ekipy przybiera formy karykaturalne, u nas znane z okolic sejmowej komisji śledczej. Kiedy wczoraj Rada Najwyższa Ukrainy wyraziła wotum nieufności gabinetowi Wiktora Janukowycza (tytułującego się prezydentem elektem), premier zareagował na to... zaskarżeniem do Sądu Najwyższego drugiej tury wyborów, potem gwałtownie zachorował i dostał wysokiej gorączki, następnie równie gwałtownie ją zbił i jednak stawił się na obradach kolejnego okrągłego stołu.
Bezpośrednio po sfałszowanych wyborach pisałem w komentarzu o możliwej... secesji tej części Ukrainy, która nie pogodzi się z prezydencką przegraną. W następnych dniach owa postawiona na wyrost publicystyczna hipoteza nagle zaczęła oblekać się w polityczne ciało! Co prawda pęknięcie państwa jest niemożliwe, ale zmiana jego wewnętrznego ustroju w kierunku federalizacji — jak najbardziej! Rada obwodowa w Doniecku już wyznaczyła na 9 stycznia referendum — ale ostrożne, konsultacyjne — w sprawie utworzenia Federacji Ukraińskiej.
Spośród sygnałów nadchodzących z Ukrainy, koniecznie trzeba odnotować apel Związku Przemysłowego Donbasu, bardzo zaniepokojonego wiszącym nad państwem kryzysem gospodarczym. Biznes apeluje o opamiętanie do całej klasy politycznej — i obozu Juszczenki, i wywodzącego się z Donbasu premiera Janukowycza. Największym paradoksem jest okoliczność, że ukraińską gospodarkę na razie ratuje niewysoki — według kryteriów WTO — poziom jej urynkowienia. To inercja sektora państwowego oraz asekuranctwo kadry zarządzającej chwilowo chroni Ukrainę przed głębszym gospodarczym odreagowaniem kryzysu politycznego. Ale tylko do czasu...