Nie ma ani jego pomników, ani ulic jego imienia. Dlaczego? Przecież książę Franciszek Drucki-Lubecki, minister skarbu Królestwa Polskiego, to sprawca niebywałego cudu gospodarczego.
Galicyjski historyk Szymon Askenazy sumuje konkretnie: książę Franciszek Antoni Ksawery Drucki-Lubecki „zastał kasy puste, zostawił w nich 30 milionów, zastał skarb przywalony deficytem, zostawił w aktywach 50 milionów”. Fakt: czas, gdy skarb i finanse Królestwa Polskiego dzierżył Lubecki, pozostał bodaj jedynym w naszej historii, gdy budżet państwa odnotowywał — zamiast deficytu — wyraźną nadwyżkę.
Nasiąkanie
Drucki-Lubecki nie przeszedł do historii w chwale jednak nie tylko dlatego, że czci się w Polsce ludzi szabli, a nie kielni — budowniczych czasu pokoju. Zawiniła jego wielka słabość: lojalność wobec carów. Współczesny Lubeckiemu Kajetan Koźmian, stwierdził bez ogródek, że książę jest człowiekiem o „polskim może sercu, lecz o moskiewskiej głowie”. W nieco krzywdzącej opinii tkwi ziarno prawdy. Trudno, by książę, oddany w dzieciństwie na wychowanie do petersburskiego Korpusu Kadetów, nie nasiąkł rosyjskim stylem bycia, a przynajmniej — myślenia.
W 1798 roku pod Suworowem odbył kampanię włoską przeciw Napoleonowi. Późniejszy biograf Lubeckiego, Stanisław Smolka, podkreślił, że „traf tylko zrządził, że młody muszkieterski praporszczyk nie prażył ogniem własnych rodaków, co w >ziemi włoskiej< krew przelewali za Polskę”. W 2 lata później, na własną prośbę opuścił jednak szeregi armii rosyjskiej i wrócił na rodzinną Litwę. Tu małżeństwo z Polką przybliżyło go do spraw krajowych.
Przy carze
Nie podzielał zachwytu nad Napoleonem i widział przyszłość Polski w ścisłym związku z Rosją. W 1812 roku, gdy Wielka Armia ruszyła na Rosję, zredagował carowi Aleksandrowi I odezwę do Polaków, zapowiadającą wskrzeszenie — pod berłem Romanowów — zależnego od Rosji państwa, w którego granicach znajdą się ziemie zagarnięte przez Rosję w I i II rozbiorze oraz terytorium Księstwa Warszawskiego.
Z górnolotnych zapowiedzi pozostało po klęsce Napoleona w 1815 roku kadłubowe Królestwo Polskie, którego pomysłodawcą — wraz z księciem Adamem Czartoryskim — był Lubecki. Królestwo nie w pełni odpowiadało aspiracjom Polaków, ale miało być samodzielnym bytem politycznym i gospodarczym w granicach Imperium Rosyjskiego — z konstytucją, parlamentem, własną armią i monetą, związanym unią personalną z Rosją (car przyjął tytuł króla polskiego). Skrawek ziem polskich car traktował jak poligon do eksperymentu liberalnych reform, które z czasem zamierzał zastosować i w Rosji. Imperatorowi szybko jednak przeszła ochota na liberalne nowinki. A po kilku latach okazało się, że polski eksperyment jest zbyt kosztowny... Bardziej nawet niż buntownicza natura Polaków i patriotyczne spiski, zła sytuacja gospodarcza Królestwa, leczącego rany po wojnach napoleońskich, nasuwała carowi myśl o rezygnacji z jego odrębności. Dwaj ministrowie finansów — Tadeusz Matuszewicz i Jan Węgleński — nie byli w stanie zmienić tego stanu rzeczy: Królestwo Polskie stawało się bankrutem.
Sanator
Za finanse państwa zabrał się książę Drucki- Lubecki. Mianowany przez cara w 1821 roku ministrem skarbu miał odpowiedzieć swemu protektorowi na jego groźnie brzmiące pytanie: czy „Królestwo Polskie może w teraźniejszej swej organizacji wydołać z własnych funduszów politycznemu cywilnemu bytowi, którym było obdarzone, lub też ma, niemożność swą oświadczywszy, ulec zaprowadzeniu porządku rzeczy więcej zastosowanemu do swojej szczupłości”. Słowem: albo Królestwo Polskie stanie na własnych nogach pod względem gospodarczo-finansowym, albo stanie się gubernią.
Lubecki dał się już poznać jako zręczny negocjator w rokowaniach z Prusami, uwalniając Królestwo od spłaty długu z czasów Księstwa Warszawskiego. Jako faworyt Aleksandra Lubecki nie narzekał na brak wrogów: nie lubili go zarówno członkowie Rady Stanu, czyli rządu Królestwa, jak i wielki książę Konstanty, urzędujący w Belwederze brat cara i głównodowodzący armią Królestwa też czy senator Nowosilcow. Lubecki potrafił jednak skutecznie — i w Warszawie, i w Petersburgu — niwelować intrygi dygnitarzy carskich. Czynił to poprzez osobiste i bezpośrednie kontakty najpierw z carem Aleksandrem, potem z Mikołajem I.
Żelazna konsekwencja
Programowi Lubeckiego, z którym przystępował do sanacji finansów Królestwa, nie można odmówić patriotyzmu. W rozmowie z przyjacielem i współpracownikiem, Ludwikiem Platerem, świeżo upieczony minister stwierdził, że Polsce potrzeba trzech rzeczy: szkół, przemysłu i handlu oraz fabryk broni. Uzdrowienie finansów zaczął Lubecki od reorganizacji systemu podatkowego, wprowadził monopol skarbowy (solny, tytoniowy i spirytusowy), przynoszący wnet ponad 30 proc. wpływów do budżetu.
Wobec niefrasobliwości poprzedników narosły zaległości podatkowe, z którymi nowy minister uporał się za pomocą wynalazku przedpłat. Wielokrotnie nie wahał się użyć przemocy. Ociągający się z powinnościami fiskalnymi wobec państwa musieli liczyć się z egzekucjami wojskowymi, co w praktyce oznaczało stacjonowanie żołnierzy w dobrach dłużnika, aż ten wywiązał się ze świadczeń. Dzięki tak drastycznym posunięciom w ciągu pierwszych 3 lat urzędowania książę zyskał równowagę budżetu, a nawet nadwyżkę dochodów nad rozchodami. Cel ten został jednak osiągnięty kosztem rzesz konsumentów artykułów codziennej potrzeby.
Książę minister rozwinął inwestycje w przemyśle. W nim widział dźwignię rozwoju cywilizacyjnego kraju, środek mnożenia bogactwa narodowego. Był rzecznikiem szczególnej roli państwa — jako inicjatora nowych inwestycji. To on wprowadził do języka polskiego pojęcie etatyzmu. Otaczał troską nowe gałęzie przemysłu. Już w pierwszym roku istnienia Królestwa dała znać o sobie protekcyjna polityka państwa: podtrzymano — przyznane jeszcze w Księstwie Warszawskim — przywileje dla „cudzoziemskich przemysłowców”.
Stanisław Staszic, szef Departamentu Przemysłu i Kunsztów Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, popierał imigrację fabrykantów i rzemieślników do późniejszego okręgu łódzkiego oraz rozbudowę rządowego przemysłu górniczo-hutniczego w Zagłębiu Staropolskim i nowo powstającym — Zagłębiu Dąbrowskim. Polityka ta nabrała rozmachu, gdy Lubecki sprowokował przenosiny departamentu przemysłu do swej Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu. Z kasy państwowej asygnował środki na propagandę imigracji fachowców, opłacał nawet agentów wysyłanych w tym celu za granicę. Powstały — z inicjatywy Lubeckiego — w 1828 r. państwowy Bank Polski, angażował się w inwestycje przemysłowe w dolinie rzeki Kamiennej w Kieleckiem. Wiele fabryk po latach upadło, ale zakłady starachowickie oraz huta w Ostrowcu Świętokrzyskim istnieją do dziś.
Trudną sytuację w rolnictwie (utraty rynków zachodnioeuropejskich, a zwłaszcza angielskiego) starał się Lubecki załagodzić, powołując do życia Towarzystwa Kredytowe Ziemskie, które — po raz pierwszy — zastosowały na ziemiach polskich kredyt hipoteczny. Sięgnięcie do kieszeni ludności, a przede wszystkim — stanu szlacheckiego, ukrócenie korupcji urzędników nie przysparzało księciu ministrowi zwolenników. Już u schyłku Królestwa, na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Listopadowego odbył się sąd nad Lubeckim w sejmie, atakowano zwłaszcza jego politykę podatkową. Ale 83 głosami przeciwko 12 izba poselska opowiedziała się za odrzuceniem skargi.
Patriota — na swój sposób
Jak podkreśla współczesny nam historyk Ryszard Kołodziejczyk, mimo szczerej lojalności wobec carów, nie stronił Lubecki od kontaktów ze środowiskami patriotycznymi, gościł nawet w petersburskim apartamencie Adama Mickiewicza, tuż po tym jak poeta odbył karę za działalność filarecką; więcej, uratował życie swemu adwersarzowi i bezlitosnemu krytykowi Maurycemu Mochnackiemu, gdy ten — obwiniony niesłusznie o zamach na dyktatora powstania gen. Chłopickiego (i zagrożony rozstrzelaniem) — szukał schronienia u Lubeckiego. Ale w późniejszych wspomnieniach Mochnacki, ideowy przywódca radykałów, nie okazał wdzięczności, kwitując Lubeckiego: „był to minister i tylko minister, człowiek niepospolity, ale nie-Polak”.
Powstanie oznaczało dla Lubeckiego zniszczenie wszystkiego, co budował przez niemal 10 lat ministrowania. Za wszelką cenę usiłował zastopować ruch powstańczy, a przynajmniej go opanować i skierować na tory legalizmu; nie był w tym osamotniony, generalicja i sfery arystokratyczno-ziemiańskie oraz nieliczna wówczas burżuazja były zdecydowane opanować ruch powstańczy i nie dopuścić do jego przekształcenia w ogólnonarodowe wystąpienie przeciwko Rosji. Zarówno Chłopicki, jak i Czartoryski wraz z Lubeckim, czynili wiele, by wygasić ruch powstańczy i ułożyć się z carem.
Lubecki najpierw negocjował z wielkim księciem Konstantym, nim ten — z wiernymi oddziałami — opuścił Warszawę. W grudniu 1830 roku udał się w ostatnią misję do Petersburga, ale nic już nie zdołało uśmierzyć gniewu cara Mikołaja I wywołanego buntem Polaków, a jego detronizacja przez polski sejm w 1831 roku na dobre przekreśliła nadzieje na powrót do sytuacji sprzed listopada 1830 r. Lubecki pozostał już w Petersburgu, gdzie zmarł w roku 1846.
Pragmatyk
Mimo lojalności i złudzeń wobec rosyjskich władców, jego pragmatyzm pozwolił podjąć udaną próbę usamodzielnienia gospodarczego Królestwa Polskiego od Rosji. Bez fiskalizmu Lubeckiego, jego usilnych zabiegów o sanację finansów kraju nie byłoby ani Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, ani Banku Polskiego — głównych narzędzi nowej polityki gospodarczej rządu. Ani przedtem, ani potem nie spotkamy w historii Polski równie dynamicznego, świadomie kreowanego programu rozwoju gospodarczego kraju. Efekty tej polityki miały przetrwać przez cały wiek XIX mimo zmiany kursu w polityce caratu, mimo upadku kierownictwa Banku Polskiego w 1842 r.
Polityka Lubeckiego podniosła cywilizacyjnie Królestwo — także przez dopływ ludzi, myśli i technologii z Zachodu. Ci przedsiębiorczy ludzie z Europy Zachodniej zapewne nie przyjechaliby tu inwestować, gdyby nie wizja zysków, wynikających z ogromnych rozmiarów i możliwości tkwiących w rynku rosyjskim, którego przedsionkiem były ziemie polskie oraz wynegocjowane przez Lubeckiego zniesienie barier celnych między Rosją a Królestwem.
Paradoksalnie: w napiętej atmosferze trzeciego dziesięciolecia XIX wieku, pełnej podejrzliwości i szykan, w czasach dyktatury Belwederu, zakłamania, cenzury, ograniczania i tak papierowej demokracji w Królestwie, gospodarka kraju wydźwignęła się na nigdy przedtem nieznany poziom. Zmodernizowano też strukturę zarządzania przemysłem i handlem, wyłoniły się podstawy nowoczesnej biurokracji i fiskalizmu.
U progu XX stulecia miało się okazać, że — mimo powstań i represji — stała się Kongresówka najbardziej rozwiniętym i uprzemysłowionym skrawkiem Polski, a Warszawa, choć przekształcona w twierdzę, najnowocześniejszym i największym polskim miastem. Duża w tym zasługa księcia Druckiego-Lubeckiego, jedynego chyba urzędnika państwowego w naszych dziejach, któremu udało się nie zaszkodzić gospodarce.
