Do tej pory uwaga wszystkich koncentrowała się na Grecji i Włoszech, ale Hiszpania, Portugalia, a nawet Francja i Belgia nie zostają zbyt daleko w tyle. Kryzys mógłby się rozprzestrzenić na te państwa, gdyby problem zbyt długo pozostał nierozwiązany. Deficyt sektora publicznego w 2010 r. we Francji wyniósł 7,1 proc., w przypadku stosunku zadłużenia do PKB wynoszącego 82,3 proc. oczekuje się zaś dalszego wzrostu w tym roku. Choć kraj ten jest uważany za jeden z silniejszych w strefie euro, do ewentualnego załamania rynku francuskich obligacji bynajmniej nie brakuje zbyt wiele.
Decydenci strefy euro nie pozostają jednak bezradni. Można dopuścić do ogłoszenia niewypłacalności tam, gdzie będzie to niezbędne, choć z pewnością nie jest to rozwiązanie politycznie akceptowalne. Można też zapewnić jeszcze większy stopień integracji strefy euro, czyli sprawić, by wspólnota przeistoczyła się w bardziej kompletną unię gospodarczą ze wspólną polityką monetarną i fiskalną, a także bardziej aktywnym Europejskim Bankiem Centralnym (ECB). Obecnie w strefie euro brakuje unii fiskalnej, co oznacza, że istnieje jeden bank centralny i aż 17 ministrów finansów próbujących przeprowadzić własne gospodarki przez czasy kryzysu. Unia monetarna prawdopodobnie powinna ewoluować w kierunku pełnej unii fiskalnej oraz mieć możliwość przetrwania przez dłuższy czas. To pozwoliłoby na prowadzenie bardziej skoordynowanej polityki gospodarczej, a także na emisję euroobligacji. Jest to jednak rozwiązanie nie do przełknięcia dla niektórych państw, zwłaszcza Niemiec. Jeżeli jednak kryzys będzie trwać znacznie dłużej, może się okazać, że będzie to jedyna opcja, jaka pozostała.
MADS KOEFOED
strateg Saxo Banku