Właściwie każdy, komu „na sercu” leży dobro finansów publicznych, z pożądaniem zerka na OFE. Hasło obniżenia deficytu jest jak najbardziej rozsądne, dlaczego więc nie zacząć od „najprostszych rozwiązań” i siegnąć po miliardy zgromadzone w OFE? Nie zamierzam bronić instytucji OFE w obecnym kształcie, ale już nasze pieniądze przez nią zarządzane takiej obrony wymagają.
Przykładów, że można to zrobić, mamy już kilka. Najpierw węgierska nacjonalizacja funduszy, a teraz ratowanie cypryjskiego systemu bankowego przy udziale pieniędzy przyszłych emerytów. Wszystkie te przypadki mają jeden wspólny mianownik — trudna sytuacja gospodarcza i pilna potrzeba znalezienia szybkiego i najczęściej najłatwiejszego rozwiązania.
Jaka z tego lekcja płynie dla Polski? Im więcej pieniędzy w OFE, tym większa pokusa ich nacjonalizacji. Nawet jeżeli nie będą temu towarzyszyć uzasadnienia typu „ratujemy kraj przed bankructwem”, to zawsze można nas przekonać, że dzisiaj Polska bardziej potrzebuje szybkich dróg czy nowoczesnych szpitali, a jeżeli tak, to przecież „nie możemy marnować” setek miliardów złotych na kontach w OFE.
Brzmi mało przekonująco? Jeżeli tak, to jest druga grupa argumentów — argumenty budżetowe, z których korzysta obecnie minister finansów. To nawet bardziej racjonalna argumentacja. Trudno bowiem nie zgodzić się z tezą, że „dzięki” OFE dług państwa wzrasta — nadal trzeba bowiem na bieżąco wypłacać emerytury, a jednocześnie pieniądze, które dotychczas temu służyły, trafiają teraz do OFE. Jednak obok tego antyargumentu jest również kilka, które nakazują nieco większą ostrożność w podejściu do OFE.
Po pierwsze — OFE w dużym stopniu odpowiadają za płynność giełdy. Po drugie — są bardzo znaczącym akcjonariuszem: szacuje się, że OFE posiadają prawie 15 proc. wszystkich akcji notowanych w Warszawie. Po trzecie — to dzięki nim spółki są w stanie pozyskiwać kapitał na rozwój, a państwo nie ma większych problemów ze sprzedawaniem akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw i znalezieniem nabywców na swoje papiery skarbowe. W końcu rzecz fundamentalna — to dzięki OFE mamy dodatkową gwarancję wypłaty emerytur.
Nie oznacza to oczywiście, że sposób funkcjonowania OFE nie wymaga zmian. Lepiej jednak rozmawiać o wysokości kosztów, efektywności zarządzania, kierunkach lokat, wysokości składek itd., niż zastanawiać się, kto, kiedy i w jaki sposób powinien „przejąć” pieniądze gromadzone dotychczas w funduszach kapitałowych.
Na koniec rzecz najważniejsza — wydaje się, że jedyną metodą, aby uchronić nasze pieniądze przed zagospodarowaniem ich przez budżet, jest potwierdzenie ich statusu. Przecież państwo nie odważy się zabrać nam naszych prywatnych pieniędzy zainwestowanych w funduszach inwestycyjnych, akcjach, obligacjach czy zdeponowanych na lokatach bankowych. Czy możemy uznać, że pieniądze zgromadzone w OFE mają taki sam status i dotyczą ich takie same prawa własności? Zastanawiający jest brak szerszej dyskusji na ten temat.
KRZYSZTOF NOWAK
członek zarządu Mercer Polska