Kto odpowiada za błędy w prospekcie

LESZEK KOZIOROWSKI, wspólnik w Kancelarii Gessel Koziorowski
opublikowano: 2012-11-23 00:00

Komentarz prawnika

Fundusze powinny wnikliwie analizować prospekt emisyjny przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnej, a nie dopiero wtedy, kiedy poniosą stratę”. Pozornie niewinne zdanie padło z ust rzecznika KNF w „Pulsie Biznesu” z 21 listopada 2012 r. Niestety — padło jako komentarz do dyskusji o zarzutach co do prawdziwości i rzetelności danych podanych w prospekcie emisyjnym i odpowiedzialności za nie.

Rzecznik KNF zdaje się sugerować, że inwestorzy finansowi powinni założyć, iż każdy prospekt emisyjny może zawierać nieprawdziwe dane i wobec tego muszą spędzić więcej czasu na analizie prospektu pod kątem wyszukania nieprawdziwych informacji. Absurd? Jeżeli nie, to kontynuując dyskurs na tym samym poziomie, sugeruję, aby opłaty pobierane od instytucji rynku kapitałowego nadzorowanych przez KNF nie zasilały KNF, tylko trafiały do wskazanych przez rzecznika KNF funduszy. Demagogia? Dokładnie taka sama, jaką zaprezentował rzecznik KNF.

Zatem jak powinno być? Inwestorzy analizując prospekt przyjmują, że zawarte w nim dane są prawdziwe, rzetelne i kompletne, gdyż są pod szczególną ochroną przepisów prawa, ochroną cywilną, administracyjną i najdalej idącą karną, gdyby ktokolwiek z osób odpowiadających za prospekt skłamał.

Takie założenie jest konieczne, gdyż odbiorcy prospektu mają nikłe możliwości zapoznania się z jakimikolwiek innymi dokumentami, dotyczącymi faktów w nim opisywanych. Skoro nie mają możliwości weryfikowania dokumentów źródłowych, to jak mieliby zbadać prawdziwość danych zawartych w prospekcie. System od samego początku został skonstruowany inaczej i opiera się na odpowiedzialności ex post, jeżeli twórcy prospektu zdecydowali się „nieprecyzyjność” w przekazaniu informacji dla inwestorów.

Także w przypadku KNF ustawodawca słusznie zauważył, iż organ ma niewielkie szanse na materialną weryfikację prospektu, dlatego też upoważnia KNF do badania prospektu pod kątem spełniania wymogów zamieszczenia wymaganych informacji i daje narzędzia do „rozliczenia” emitenta na każdym etapie oferty, jak też po jej zakończeniu, jeżeli dane w prospekcie okazałyby się nieprawdziwe.

Dlaczego w takim razie KNF dopiero wiele miesięcy po zakończeniu emisji zdecydowała się na analizę nieprawidłowości w prospekcie? Czyż kierując się słowami rzecznika KNF „nie powinna wnikliwie analizować prospekt emisyjny” przy jego zatwierdzaniu?

Nie mogę także powstrzymać się od pytania, czy tylko inwestorzy finansowi powinny wychwytywać ewentualne nieprawdziwe dane w prospekcie?

Przecież inwestorami są także osoby fizyczne. Nie znajduję w przepisach prawa usprawiedliwienia dla odmiennego traktowania tej grupy inwestorów. Kierując się sugerowaną przez rzecznika KNF dyrektywą interpretacyjną, oni również powinni więcej uwagi poświęcić znajdowaniu w prospekcie sprzeczności lub braków. Ciekawe, co na to Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych?