Giełdowe spółki meldują, czy Polacy zaczęli zaciskać pasa
Nie ma dnia, by przeciętny Polak nie spotkał się z ostrzeżeniami przez kryzysem, który nas lada chwila dosięgnie, lub z radami, jak najlepiej sobie z nim poradzić. Dziś wszelkie aspekty spowolnienia gospodarczego i kryzysu finansowego obecne są w każdej gazecie, stacji telewizyjnej i radiowej. Konsumenci są bombardowani informacjami o trudniejszym dostępie do kredytów czy o planowanych zwolnieniach. Może to wpłynąć na ich wydatki w IV kwartale i ograniczyć zyski spółek giełdowych w najlepszym okresie, gdy Polacy kupują komputery pod choinkę, nowe narty czy artykuły spożywcze na suto zastawione świąteczne stoły.
Masowych zwolnień jeszcze nie ma, bezrobocie jest bardzo niskie, pensje też są dużo wyższe niż rok temu. Teoretycznie więc Polacy powinni wydawać więcej pieniędzy niż przed rokiem. Spółki handlowe i usługowe obawiają się jednak efektu samospełniającej się przepowiedni. Same obawy o przyszłość mogą sprawić, że pieniądze zamiast do sklepów trafią do banków lub do skarpety. Wtedy zamiast gotówki w kasie pozostaną zapasy w magazynach.
Rezultaty z ubiegłego roku to najlepszy dowód, jak ważny jest IV kwartał dla giełdowych spółek. Przychody Ambry, dystrybutora napojów alkoholowych, wzrosły o 186 proc. w porównaniu z III kwartałem 2007. Intersport, sieć sklepów sportowych, miała w tym czasie wynik lepszy o 73 proc. Przychody Komputronika, sieci sklepów komputerowych, wzrosły o 66 proc. Sprzedaż mocno skoczyła, ale zyski jeszcze bardziej. Czysty zarobek Oponeo (internetowy sprzedawca opon) w IV kwartale, w porównaniu do wcześniejszych trzech miesięcy, wzrósł o 460 proc., Komputronika — o 350 proc., North Coast (importer i dystrybutor produktów spożywczych) — o 247 proc. Monnari (sklepy z damską odzieżą) wypracowało wynik lepszy o 209 proc. Travelplanet, internetoweme biuro podróży, dzięki wynikom z IV kwartału zdołał w zeszłym roku wyjść nad kreskę. Zarobek Intersportu z IV kwartału przewyższył o 7 proc. wynik roczny. W przypadku Amiki (producent sprzętu AGD) było to 93 proc., a w meblowym Forte — 36 proc.
Tymczasem wskaźnik klimatu konsumenckiego mierzony przez Pentor po raz pierwszy od wielu lat ma wartość ujemną (odczyt listopadowy). Spytaliśmy więc giełdowe spółki, które z reguły przeżywały eldorado w końcówce roku, czy boją się o wyniki tegorocznych przedświątecznych żniw. Z reguły chętnie opowiadały o swoich obawach i nadziejach. Niektórzy w kryzysie upatrują nawet dużej szansy na skokowy wzrost wyników. Wszystko zależy od oferty i branż, w których działają. Eksperci uspokajają: dopiero przyszłe święta mogą być postne.
Komentarzy szukaj obok i na s. 21-23.
Producenci i handlowcy:
na razie źle nie będzie
Andrzej Falkowski
kierownik Katedry Psychologii Marketingu w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej
Na razie Polacy nie odczuwają kryzysu w sferze realnej. Słyszą jedynie o tragediach w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, USA czy w Irlandii. Człowiek z natury jest jednak egocentrykiem i stosuje różnorakie mechanizmy obronne, jak choćby taki: to się dzieje tam, a nie tu, więc wcale u nas nie musi się pogorszyć.
Zachowania konsumentów nie zmienią się zbytnio, dopóki społeczeństwo realnie nie odczuje, że pieniądze w portfelu topnieją. Kryzys słyszany to nie to samo, co odczuwany. Szczególnie w okresie przedświątecznym emocje przesłaniają racjonalne myślenie, które wyprzedziłoby realia i skłoniło do oszczędzania. Silnym bodźcem jest tu środowisko, czyli np. świąteczne wystroje sklepów. Impulsem do zakupów mogą być też np. raporty wieszczące szybki spadek wartości złotego. Ludzie widzą rosnący kurs dolara czy euro i antycypują wzrost cen, np. sprzętu RTV. To jest dla nich bardzo namacalne.
Niektórzy (np. Toyota) opierają swoje strategie marketingowe właśnie na specyficznej obecnej sytuacji rynkowej i skłaniają do przyspieszenia decyzji zakupowych, strasząc podwyżkami od nowego roku. Ogólnie jednak dużo trudniej będzie w najbliższym okresie producentom i sprzedawcom jednostkowo droższych dóbr (np. mieszkań, mebli, samochodów, nart, wycieczek), ponieważ w stosunku do nich ludzie z natury zachowują się bardziej racjonalnie.
Obkupimy się z rozpędu
Piotr Kalisz
starszy ekonomista Banku Handlowego
W Polsce, w odróżnieniu od wielu innych krajów, sprzedaż detaliczna wciąż ma się dobrze. Wspomagają ją agresywne obniżki cen, na przykład samochodów. Sądzę, że wysoka dynamika sprzedaży może dociągnąć do końcu roku siłą rozpędu z ostatnich kwartałów. Wszystko jest jednak kwestią, kiedy nadejdzie realne spowolnienie (teraz cierpią głównie tylko inwestycje i eksporterzy).
Uważam, że koniec roku powinien być jeszcze dość dobry, a dopiero potem nastąpi znaczne obniżanie się dynamiki sprzedaży detalicznej. Gospodarstwa domowe niepokoją się obecnie i być może wydadzą na święta trochę mniej, niż by mogły. Ale wciąż będzie to i tak dość dużo. Pamiętajmy, że pensje cały czas zwiększają się (rezultat negocjacji sprzed kilku miesięcy), a zatrudnienie jest wysokie.
Adrian Boczkowski