Kto widełkami wojuje, ten...

Eugeniusz Twaróg
26-06-2009, 00:00

Koniec kłucia widełkami walutowymi. Bo klient pójdzie do kantoru. Albo, co gorsza, do konkurencji.

1 lipca można samemu spłacać kredyt w walucie. To dla banków okazja do… zdobycia klientów

Koniec kłucia widełkami walutowymi. Bo klient pójdzie do kantoru. Albo, co gorsza, do konkurencji.

3,13 zł — tyle wczoraj kosztował frank szwajcarski w Dom Banku. A w kantorze 3,02 zł. Od przyszłej środy po takim kursie będą mogli go kupować i spłacać swój dług hipoteczny nie tylko klienci Dom Banku. 1 lipca wchodzi w życie rekomendacja SII, która daje możliwość kredytobiorcom spłaty kredytu w walucie, w jakiej został zaciągnięty, w kasie banku bądź przelewem.

Żegnaj monopolu

— Możliwość wyboru źródła wymiany waluty odbiera bankowi monopol na taką operację i może zniechęcić go do nadmiernego rozszerzania spreadów — wyjaśnia Marta Chmielewska-Racławska z Komisji Nadzoru Finansowego.

Bo czego by nie mówiły banki, możliwość swobodnego w zasadzie ustalania ceny kupna i sprzedaży waluty to dla nich poważne źródło dochodu. Andrzej Powierża z DM Handlowy szacuje, że rocznie mogło to być około 350 mln zł. Tak było jednak do czasu, gdy sprzedaż kredytów walutowych, głównie we franku, szła pełną parą.

— Z nowej produkcji pochodziło około 90 proc. dochodów. Tylko 5 proc. generował portfel już udzielonych kredytów — mówi Andrzej Powierża.

Od przyszłego tygodnia źródło wpływów ze spreadu jeszcze się zmniejszy, ponieważ klienci nie będą już uzależnieni od tabeli kursów walut w swoim banku. Andrzej Powierża nie spodziewa się jednak exodusu klientów do kantorów. Ocenia, że co czwarty kredytobiorca zdecyduje się spłacać dług na własną rękę.

Drogi przelew

Niektórzy, nawet gdyby chcieli, nie odejdą, ponieważ po prostu im się to nie opłaci.

— Kluczowe znaczenie ma to, czy bank prowadzi obsługę kasową w walucie, czyli czy przyjmuje gotówkę — mówi Katarzyna Sadowska z Expandera.

Niestety, część banków prowadzi obsługę kasową, ale tylko w złotych (Lukas), inne nie prowadzą kas (mBank), kolejne nie mają oddziałów (Santander), a jeszcze inne mają oddziały, ale nie prowadzą w ogóle rachunków walutowych (GE Money Bank Polska). W każdym przypadku klient będzie musiał otworzyć rachunek walutowy (czasem w obcym banku) i zapłacić za stosunkowo drogi przelew walutowy.

Ale nawet jeśli bank prowadzi kasy i ma w ofercie rachunki walutowe, to i tak trzeba będzie mocno przekalkulować, czy warto kupować franki w kantorze. Poważnym ograniczeniem jest koszt aneksu do umowy, który część banków wymaga od klienta, który chce sam spłacać kredyt. W Millennium jest to aż 500 zł.

Zero wstrętów

Na drugim biegunie są takie banki jak PKO BP, który nie tylko żadnych wstrętów kredytobiorcom nie czynią, ale idą im na rękę. Kto ma tutaj kredyt, może za darmo otworzyć rachunek walutowy (podpięte jest do niego darmowe konto internetowe iPKO), za darmo wpłacić pieniądze w kasie i zrobić darmowy przelew na konto złotowe. Co ciekawe — rachunek walutowy jest oprocentowany.

Podobne rozwiązanie szykuje Deutsche Bank PBC, z tym że kredytobiorca nie będzie musiał iść do kantoru po franki, ponieważ bank sprzeda mu walutę po korzystnym kursie.

Najciekawsze rozwiązanie przygotował jednak Raiffeisen. To bank, który ma chudy portfel kredytów hipotecznych — około miliard złotych, a rekomendację SII chce wykorzystać do zdobycia nowych klientów. Jak? Niedługo zaoferuje rachunek złotowy (w cenie 0-19 zł miesięcznie) i darmowy walutowy. Posiadacz konta będzie mógł kupić franki po kursie Raiffeisena, który należy do jednych z niższych na rynku, i przelać pieniądze do banku, w którym ma kredyt. Koszty przelewu zostaną mu zwrócone.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Kto widełkami wojuje, ten...