Kuczyński: gra Rostowskiego to prawdziwa maestria

DI
opublikowano: 18-07-2013, 17:17

Dlaczego zachwyca się ministrem finansów? Stawia na OFE czy ZUS? Takie pytanie stawiamy analitykowi Piotrowi Kuczyńskiemu, którego kilka lat temu czytelnicy pb.pl wybrali guru rynków finansowych.

Zobacz więcej

Piotr Kuczyński (fot. Puls Biznesu, Grzegorz Kawecki)

Marek Wierciszewski, Puls Biznesu: W jednej ze swoich wypowiedzi jako najgorszego ministra finansów dwudziestolecia wskazał Pan Zytę Gilowską. Jak na tym tle ocenia Pan Jacka Rostowskiego?

Piotr Kuczyński: Staram się nie wypowiadać w kontekście politycznym. Mam swoje uwagi do działań rządu. Podwyżka VAT była bezsensowna, a podniesienie wieku emerytalnego zostało przeprowadzone bez wystarczających konsultacji i mogło zaskoczyć te osoby, którym do emerytury pozostał krótki okres czasu. Ale prowadzenie przez ministra Rostowskiego gry z rynkami to prawdziwa maestria. Moim zdaniem on miał pełną świadomość, że założenia budżetu są nierealne. Jednak jesienią ubiegłego roku sytuacja rynkowa była tak trudna, że miał wybór między oszukaniem inwestorów a katastrofą, jaką byłoby zarówno zaplanowanie wyższego deficytu, jak i głębokie cięcia wydatków. A że wszyscy biją w niego jak w bęben? No cóż, taka jego rola.

Przytacza Pan argument, że gdyby nie wieloletnie dopłaty do OFE, dług publiczny byłby dzisiaj o wiele niższy. Naprawdę wierzy Pan w to, że politycy nie wydaliby lekką ręką pieniędzy, które spadłyby im z nieba?

Nie wiem. To pytanie z natury „co by było, gdyby…”. Pewnie część by wydali, ale to tylko podejrzenie. Odpowiedź zależy od tego, jaką ma się opinię o politykach. Pan powie, że wydaliby wszystko, a ja powiem, że może 30 proc. i poszłoby to na drogi.

Gdyby miał Pan poradzić swojej rodzinie, zaleciłby Pan im raczej pozostanie w OFE czy powrót do ZUS?

Ja wybrałem ZUS, a mój syn jest dorosłym człowiekiem i potrafi sam podjąć tą decyzję. Generalnie jestem przeciwny przymuszaniu wszystkich Polaków do ponoszenia ryzyka rynkowego, a do tego sprowadza się obecny system. W 2011 r. byłem za zmniejszeniem składki do OFE. A emisje obligacji przez rząd po to, by je kupowały OFE, to już zupełnie kuriozalna sytuacja. Przy obecnym poziomie składki 90 proc. emerytury i tak będzie wypłacał ZUS, więc tak naprawdę można rzucić monetą, czy zostać w OFE, czy wrócić do ZUS. Kto wie, jak przez najbliższe kilkadziesiąt lat będą zachowywały się rynki? Nawet jeżeli waloryzacja w ZUSie sięgnie 50 proc., a OFE zarobią 100 proc., to różnica w wysokości emerytury nie przekroczy kilkudziesięciu złotych.

Nie przekonuje Pana argument, że w OFE są realne aktywa i realne pieniądze, a w ZUSie nie ma nic, bo bieżące składki są od razu wydawane na wypłaty dla obecnych emerytów?

Tak, to prawda. W OFE są akcje i obligacje. Co prawda w momencie sprzedaży akcje mogą mieć inną wartość niż dzisiejsza wartość rynkowa, a obligacje to zobowiązania Państwa. Jednak rzeczywiście są bardziej pewne niż zobowiązania ZUS wobec przyszłych emerytów. Politycy mogą przecież zawsze zdecydować o zmniejszeniu emerytur lub ograniczeniu waloryzacji.

Czy przy postępującym starzeniu się społeczeństwa ZUSowi nie grozi załamanie? Na emeryturę dopiero zaczyna przechodzić powojenny wyż demograficzny, a tymczasem już teraz wydatki ZUSu na emerytury są o połowę wyższe niż wpływy ze składek.

Jeżeli demografia się nie poprawi, to nie ulega wątpliwości, że emerytury będą niskie. Ale OFE nie są żadnym rozwiązaniem, bo – jak już powiedziałem – będą odpowiadały tylko za 10 proc. wysokości emerytury. Receptą jest dbałość o demografię. Wspieranie dzietności jest możliwe przez stworzenie warunków, żeby matki nie bały się rodzić, a młodzi mieli mieszkania. Prawdziwy problem możemy mieć dopiero za 15 lat. A ja nie widzę żadnego planu rządu, zmierzającego do tego, żeby gospodarka stała się bardziej innowacyjna, tak aby zagwarantować sobie wzrost gospodarczy.

Czy zamiast przejmować aktywa OFE rząd nie powinien raczej walczyć z deficytem, tnąc wydatki?

Reforma OFE i cięcia to zupełnie różne sprawy. W tym roku ona i tak niczego nie zmieni, jeśli chodzi o deficyt. Jeśli chodzi o przyszły rok, to wszystko będzie zależało od tego, ilu Polaków przejdzie z OFE do ZUSu. Tym, co reforma osiągnie, będzie zmniejszenie zadłużenia dzięki umorzeniu obligacji, przy – miejmy nadzieję – jednoczesnym obniżeniu progów ostrożnościowych. Te rozważania są jednak zupełnie przedwczesne, zważywszy że nie wiemy, jaki będzie ostateczny kształt systemu.

Nie obawia się, że za sprawą reformy emerytalnej wzrośnie uzależnienie Polski od zagranicznego kapitału?

Zawsze byłem zdania, że wychodzenie za granicę z emisjami długu może się źle skończyć. Po umorzeniu obligacji z OFE udział zagranicy może wzrosnąć powyżej 50 proc. Dlatego powinno się propagować kupowanie obligacji jako formę oszczędzania. Moim zdaniem zyski z obligacji powinny być zwolnione z podatku Belki. To zwiększyłoby udział krajowego kapitału w rynku rządowego długu.

Jakie byłoby zatem optymalne rozwiązanie?

Ja sam jestem za szwedzkim modelem. Każdy ma tam do dyspozycji część składki w wysokości 2,5 proc. wynagrodzenia i może to inwestować w normalne fundusze inwestycyjne. W naszych warunkach najlepszym wariantem byłoby pozostawienie starych aktywów w OFE i objęcie dobrowolnością tylko nowych składek. Do tego transfer aktywów z OFE do ZUS powinien najpierw dotyczyć obligacji, a dopiero w dalszej kolejności akcji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu