Jan Kulczyk tworzy międzynarodową firmę działającą w sektorze energetyczno-paliwowym. Zamierza zbudować elektrownię, startuje w procesach prywatyzacyjnych i poszukuje na całym świecie surowców. Spółka Kulczyk Oil Ventures wydobywa gaz ziemny na Ukrainie i ropę w Nigerii. Miliarder chciałby też znaleźć złoto w Afganistanie. Najnowszym pomysłem biznesmena jest wejście w wydobycie węgla kamiennego w Polsce. Spółka Polenergia z grupy Kulczyk Investments (KI) złożyła do Ministerstwa Środowiska wniosek o udzielenie koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża tego surowca „w obszarze Orzesze” na Wyżynie Śląskiej.
— Postępowanie jest w toku — informuje Grzegorz Zygan, dyrektor biura prasowego Ministerstwa Środowiska.
Jedna to za mało
Biuro prasowe Kulczyk Investments odmówiło komentarza tej sprawie. Nie ma jednak wątpliwości, że inwestycja w wydobycie węgla wiąże się z przyszłymi potrzebami energetycznymi grupy, planującej m.in. budowę elektrowni w Rajkowach koło Pelplina.
— Orzesze to bardzo obiecujący region. Jego udokumentowane złoża wynoszą 1 mld ton. Zasoby nadające się do wydobycia sięgają około 0,5 mld. Po dokładnym rozpoznaniu mogą okazać się nieco mniejsze. Koszt prac rozpoznawczych to zaledwie kilkanaście milionów złotych. Jeśli wyniki będą obiecujące, przyjdzie czas na budowę kopalni. Koszt takiej inwestycji to około 300 mln EUR (ponad 1,2 mld zł) — informuje Jerzy Markowski, prezes spółki Śląski Węgiel Żory-Suszec, należącej do KI Energy z grupy Kulczyk Investments.
Były wiceminister przemysłu i handlu oraz gospodarki zna się na rzeczy. Z wykształcenia jest inżynierem górnikiem, a na koncie ma wybudowanie kopalni Budryk (której był dyrektorem) oraz rozbudowę kopalni Sośnica.
Wydobycie węgla w kopalni planowanej na obszarze Orzesze może nie wystarczyć do zaspokojenia potrzeb pomorskiej elektrowni Kulczyka. Łączna moc bloków energetycznych ma wynieść do 2000 MW, a to wymaga dostaw 4-5 mln ton węgla rocznie. Tuż po uruchomieniu nowej kopalni wydobycie może wynieść rocznie 1 mln ton, a dopiero po 10-15 latach eksploatacji można liczyć na 3-3,5 mln ton. Dlatego niezbędne będzie pozyskanie surowca także z innych źródeł. Jan Kulczyk jest jednak zapobiegliwy. W tym roku spółka Śląski Węgiel Rów-Bełcki, także należąca do KI Energy, złożyła wniosek o odpłatne udostępnienie przez skarb państwa dokumentacji geologicznej obszaru „za Rowem Bełckim” (sąsiadującego z obszarem Orzesze). Na czele spółki także stoi Jerzy Markowski.
— Ten rejon jest lepiej rozpoznany geologicznie niż obszar Orzesze. Zanim jednak będzie można rozpocząć eksploatację złoża, upłyną co najmniej dwa lata. Po otrzymaniu dokumentacji od skarbu państwa potrzebne będzie uzyskanie zgód środowiskowych, przygotowanie dokumentacji geologicznej złoża i projektu jego zagospodarowania. To będzie dopiero podstawa złożenia wniosku o koncesję wydobywczą — wylicza prezes Markowski. Koszt budowy tej kopalni również szacuje na minimum 300 mln EUR.
Gra warta świeczki
Prezes dwóch górniczych spółek Jana Kulczyka nie ma wątpliwości, że inwestycja w kopalnie się opłaci. Zwraca uwagę na gotową infrastrukturę okołogórniczą — drogową, kolejową i energetyczną. Okoliczne kopalnie, Bolesław Śmiały czy Budryk, dysponują składowiskami odpadów, z których nowy zakład mógłby korzystać. Były minister nie ma martwi się o popyt. W Polsce mamy deficyt węgla. W ubiegłym roku wydobycie wyniosło 72 mln ton i było uzupełniane dostawami z importu. To 16 mln ton, które — zdaniem Jerzego Markowskiego — warto zagospodarować.
Czy nie prościej jednak sprowadzić węgiel z zagranicy?
— Nie, bo tu nie chodzi o cenę surowca, tylko o stabilność dostaw. Obecnie do Polski trafia węgiel z Rosji, Kolumbii, Czech czy Stanów Zjednoczonych. W każdej chwili te kraje mogą wstrzymać eksport węgla ze względu choćby na własne zapotrzebowanie. Tak było na przykład z Chinami. Proszę zwrócić uwagę, że wnioski o koncesje na rozpoznanie różnych złóż węgla kamiennego złożyło kilkanaście firm — zaznacza Jerzy Markowski.
Odwrót Hindusów
Dwa lata temu budową kopalni węgla koksującego w regionie Orzesze byli zainteresowani Hindusi z koncernu Emami. Jak informowały media, roczne wydobycie miało wynosić 3-4 mln ton, a koszt budowy kopalni — około 350 mln EUR. Z planów nic nie wyszło.
— Przestraszyli się jednak zbyt długich procedur w Polsce i kupili kopalnię w Indonezji — mówi Jerzy Markowski.
Władze regionu nadal chętnie widziałyby tu nową kopalnię. Podkreślają jednak, że na rozpoczęcie eksploatacji węgla trzeba będzie poczekać 8-10 lat.
— Inwestycja wymagałaby zmiany studium zagospodarowania przestrzennego. Sieć dróg jest wystarczająca, potrzebna byłaby natomiast budowa kilku-kilkunastokilometrowego odcinka torów kolejowych. Dziś czynna jest linia kolejowa do Suszca, ale PKP wyłączyła z eksploatacji linię do Żor — podkreśla Andrzej Szafraniec, burmistrz miasta Orzesze.
OKIEM EKSPERTA
Śląskie złoto nadal cenne
STANISŁAW PORĘBA
ekspert z firmy doradczej Ernst & Young
Obecnie największym zagrożeniem dla opłacalności wydobycia węgla kamiennego jest szykowany w Brukseli „podatek węglowy”. Jego wprowadzenie może sprawić, że surowiec straci na atrakcyjności. Z drugiej strony, za kilka lat mogą się pojawić technologie, które umożliwią znaczne zmniejszenie emisji CO2 w energetyce węglowej. Węgiel nadal ma największy udział w dostarczaniu globalnej energii i to z dnia na dzień się nie zmieni. Tym bardziej że dziś wiele krajów po katastrofie elektrowni jądrowej w Japonii odchodzi od energetyki atomowej i wraca do węgla kamiennego. Jego producenci nie muszą się martwić o zbyt. Pytanie, czy w przyszłości cena będzie wystarczająco atrakcyjna.