Kultowa błyskawica

opublikowano: 18-11-2022, 11:15
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Ford lubi operacje na otwartym sercu. Bo jak inaczej nazwać igranie z legendą. Robi to po raz drugi. Lecz tym razem łamie serce. Przynajmniej klientom w naszej szerokości geograficznej.

Amerykańskie gabaryty:
Amerykańskie gabaryty:
F-150 Lightning jak na europejskie warunki jest ogromny. Ma ponad 5,9 m długości i blisko 2,5 m szerokości. Dla porównania: wymiary popularnego w Europie pikapa – Toyoty Hilux – to odpowiednio: 5,3 i niespełna 1,9 m.
FILIP/BLANK

Wielki jak kamienica pikap od Forda – model F-150 – jest hitem sprzedażowym. Oczywiście w USA. Od lat deklasuje rywali w rankingach popularności. I nie chodzi wyłącznie o segment pikapów. Bywało, że seria F wygrywała rankingi popularności modeli, deklasując inne segmenty. F-150 to również najpopularniejszy model Forda. Większość tych aut trafia przede wszystkim na rynek amerykański. I dzieje się tak od 1947 r. Wtedy zadebiutowała linia modelowa F-Series. Obecnie w sprzedaży jest już 14. generacja.

Fordy F zawsze były półciężarówkami. Zawsze przeznaczone do pracy na farmach, w hodowlach, handlu czy budowlance. Jeździli nimi hydraulicy, dekarze, piekarze i wszyscy inni, którym auto było potrzebne nie tylko do przemieszczania się, ale przede wszystkim do pracy. Autu szybko zawieszono metkę samochodowego multitoola. Jeżdżono nim na randki, do kościoła, ale i ciągnięto przyczepy, wożono materiały budowlane, belki, worki i cokolwiek dusza zapragnęła. Kolejne generacje serii F orały pola, ciągnęły przyczepy, odśnieżały, wyrywały pniaki i pokonywały tysiące mil w poszukiwaniu zajęcia dla swojego kierowcy. Niezawodność, dzielność i praktyczność sprawiły, ze seria F obrosła kultem. Spora część Amerykanów, myśląc pikap, myśli właśnie o tym modelu. Auto często jest traktowane nie jak mechaniczna konstrukcja, lecz jak koń, który poza tym, że pracuje, bywa też kumplem, przyjacielem czy nawet domownikiem. Ów kult rozlał się z wiejskich dróg i farm na miasta. Serią F jeździli zarówno żujący tytoń nosiciele przechodzonych kowbojek, jak i ubrani w garnitury mieszkańcy wielkich amerykańskich miast.

Bez zmiany charakteru

Klasyka:
Klasyka:
F-150 Lightning jest nowoczesny, elektryczny i nadziany ekranami, systemami i asystentami. Nie stracił jednak swojego roboczego charakteru. Na pace może przewieźć prawie tonę ładunku i pociągnąć ponad cztery razy cięższą przyczepę.
FILIP/BLANK

Na dzielność i kult zarazem fordowskiej serii F z pewnością miały wpływ również silniki w tych pojazdach. Duże – jak na USA przystało. Wielolitrowe i wielocylindrowe. Były rzędowe szóstki, były V6 i oczywiście na wskroś amerykańskie V8. Nie da się ukryć, że obok multizadaniowości to właśnie V8 poniekąd tworzyło legendę serii F. Ponad rok temu Ford rozpoczął operację na otwartym sercu. Ryzykowną. Zresztą nie pierwszy raz. Podobnie grzebał przy legendzie modelu Mustang. Zaoferował go w odmianie elektrycznej. Wielu złapało się za głowę. No bo jak – niby Mustang, a… z napędem na obie osie, nadwoziem typu crossover i silnikiem elektrycznym? No i tych wielu dotąd trzyma się za głowę, bo Mustang w elektrycznej odsłonie jest jednym z najpopularniejszych elektryków w USA i najpopularniejszym w Polsce. Podobną operację Ford zastosował w serii F. W kultowe zwaliste cielsko F-150 wpakowano napęd elektryczny i podano z nazwą F-150 Lightning. Podobnie jak w przypadku Mustanga tradycyjnie napędzana wersja wciąż jest dostępna. Inaczej niż w przypadku Mustanga elektryczny F-150 nie zmienił charakteru. To cały czas wielgachny pikap do ciężkiej pracy, tyle że bez V8. Teraz ten gigant trafił do Polski, ale dosłownie na chwilę.

Litowo-jonowa moc

Nie dla Europy:
Nie dla Europy:
Największy elektryczny pikap Forda nie pojawi się w europejskiej ofercie. Zdecydowanym na tego typu elektryczne auta mieszkańcom Starego Kontynentu pozostaje czekać na e-odmianę modelu Ranger. Kiedy? Ford tego nie chce zdradzić.
FILIP/BLANK

Elektryczna wersja nowej odsłony legendarnego pikapa przekonała do siebie klientów w USA. I choć pewnie kilku wielbicieli modelu pluło tytoniem i rzucało kapeluszem, mówiąc: „nigdy w życiu! F-150 musi mieć V8!”, nawet oni muszą przyznać, że ten bez silnika ma swoje zalety. Jakie? Pierwsza – prozaiczna i wcale nie najistotniejsza w tego typu autach. To najszybszy F-150 w historii (o szczegółach za chwilę). Druga – dodatkowy pokaźny bagażnik. Trzecia, najistotniejsza, jest taka, że oprócz tego, że zawiezie, przewiezie, pociągnie lub przepchnie, może być też mobilnym magazynem energii, co pozostanie nie bez znaczenia w przypadku pracy na farmie czy w lesie. A i na kempingu się przyda.

Zaglądamy pod maskę? Silnika tam nie ma. Jest za to sporych rozmiarów (mieści… mnie) bagażnik. Za napęd odpowiada… prąd. Silniki generują w zależności od wersji 430 lub 571 KM i (w obu przypadkach) aż 1051 Nm momentu obrotowego (to mniej więcej tyle, ile produkuje V10 z Audi R8). Dzięki temu ważący ponad 2,8 t mastodont torpeduje się od 0 do 60 mil na godzinę (96 km/h) w 4 s! Zgoda, nie w sprincie to auto ma być najlepsze (choć i tak kładzie na łopatki wszystkie inne pikapy). Ma być mocne. I jest. Na pace udźwignie ponad 900 kg i pociągnie przyczepę o masie do 4,5 t. Zasięg? 370 km dla słabszej i 480 km w mocniejszej wersji. Ta druga ma akumulator o pojemności 131 kWh. Samochód podłączony do domowej sieci może dać 9,6 kW mocy awaryjnego zasilania. Kiedy nastąpi awaria dostawy prądu, Lightning przechodzi z trybu ładowania w tryb zasilania. W plenerze można korzystać z Lightninga jak z przenośnego powerbanku generującego moc 2,4 kW. Fordem F-150 można podładować inne auto elektryczne albo, korzystając z gniazdek na pace i pod maską, zasilić elektryczne urządzenia takie jak wiertarka czy szlifierka. Te cechy znacznie ponoszą użytkową atrakcyjność tego pojazdu. Być może aż tak, że spoceni farmerzy przestaną narzekać na brak V8. Poniekąd potwierdzają to liczne ankiety. W jednej z nich prawie 80 proc. klientów zadeklarowało, że F-150 Lightning będzie pierwszym całkowicie elektrycznym pojazdem w ich gospodarstwie domowym.

Zaskoczenie“
Zaskoczenie“
Jeśli auto jest pikapem, waży 2,8 t i jest wielkości kiosku ruchu, po jego aerodynamice spodziewasz się raczej, że będzie głośne i niezbyt szybkie. Lightning cię zaskoczy. Rozpędzi się od 0 do 100 km/h w absolutnej ciszy w nieco ponad 4 s.
FILIP/BLANK

Co z ładowaniem? F-150 Lightning naładuje się w około 50 minut na szybkiej ładowarce (przyjmuje oficjalnie 155 kW). Z domowego gniazdka? Coś około 70 h. Sytuację uratuje domowy wallbox i skróci ten czas do 7-8 h. Średnie zużycie (bez obciążenia i w mieście) wahało się w okolicach 27kWh na 100 km. I teraz najlepsze. Cena. Od 52 tys. USD. To około 250 tys. zł. Testowana przez nas wersja (mocniejszy napęd, bogate wyposażenie) to wydatek około 355 tys. zł A to mniej więcej tyle, ile kosztuje elektryczny Mustang. Już szykowałbym portfel, gdyby nie jedno. Ford złamał mi serce. Tego auta w Polce nie ma. W Europie też. I nie dosyć, że nie ma, to jeszcze… nie będzie.

Pokaz siły

Skala przestrzeni:
Skala przestrzeni:
Brak ogromnego V8 pod maską pozwolił wygospodarować ogromną dodatkową przestrzeń na pakunki albo...dziennikarza, jeśli był niegrzeczny .
archiwum prywatne

Po co Ford przywiózł do Polski F-150 Lightning? To swoisty pokaz siły. I poniekąd odwagi. Ford chce udowodnić, że zelektryfikować – i to z powodzeniem – da się również konstrukcje, które obrosły kultem, bez szkody dla ich kultu. Tak jak mustang na prąd nie tyle ma być kontynuacją legendy mustanga, ile legendą wśród elektryków, tak F-150 Lightning ma okazać się legendą wśród przyszłych elektrycznych pikapów. I to się udaje. Mimo elektrycznego napędu auto jest na wskroś amerykańskie i takie jak poprzednie efki. Jest ogromne, ma elektrycznie sterowane pedały, drabinę (z poręczą!) ułatwiającą wejście na pakę wielkości małego apartamentu. Do tego pełnoprawna tylna kanapa z taką ilością miejsca, że ośmiesza europejskie limuzyny. Jest też rewelacyjne audio, ogromny stolik zamiast żałosnego podłokietnika, do tego kilka gniazdek USB i pokaźnych rozmiarów uchwyty na kubki.

Tak po prawdzie, po kilku godzinach spędzonych za kierownicą tego e-potwora zupełnie się nie dziwię, że nie odwiedzi naszych salonów. Nie jesteśmy rynkiem pikapów – to po pierwsze. Po wtóre, F-150 Lightning nie jest na polskie drogi ani parkingi. Jest szerszy niż dostawczy Fiat Ducato, ma niemal 6 m długości. A to skuteczne utrudnia miejskie manewry i – nad wyraz często – wręcz uniemożliwia parkowanie. Zostaje prywatny import. Wówczas trzeba by kilka rzeczy przerobić (np. instalację do zasilania urządzeń typu wiertarki itp.) oraz uzbroić się w cierpliwość. Bo auto mocno się w USA spodobało. Podczas otwarcia zamówień (na początku tego roku) wyprzedano je na trzy lata do przodu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane