Kupowanie kota w worku

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2009-04-02 00:00

Szok. Fuzja po polsku to transakcja na nosa. Bez wyceny oraz wyliczeń i analizy skutków

Polskie firmy wkraczają

w erę fuzji. Przeprowadzały je do tej pory bez ładu i składu...

Szok. Fuzja po polsku to transakcja na nosa. Bez wyceny oraz wyliczeń i analizy skutków

— wynika z badań BZ WBK.

Kryzys i niskie wyceny — to dwa główne motory, które rozpędzają rynek fuzji i przejęć.

— Liczba projektów z obszaru fuzji i przejęć, które się teraz toczą w Polsce, jest trzy, a może nawet pięciokrotnie większa niż trzy lata temu. Nie wiadomo, ile z nich zakończy się transakcjami, ale można w tym roku oczekiwać ich wiele — mówi Rafał Skowroński, dyrektor departamentu doradztwa w pionie bankowości inwestycyjnej BZ WBK.

Chcą lub muszą

Na razie o fuzjach głównie się mówi. Zdaniem Piotra Wiły, dyrektora pionu bankowości inwestycyjnej BZ WBK, największą przeszkodą jest ograniczony dostęp do kapitału. Bez kredytów trudno kupować. Ale nie tylko to przeszkadza.

— W drugiej połowie roku sporo wydarzy się na rynku fuzji i przejęć. Bardzo dużo rozmawia się o transakcjach, ale są rozbieżności w oczekiwaniach kupujących i sprzedających co do ceny. Za kilka miesięcy obie strony zrozumieją, że muszą spuścić z tonu — mówi Tomasz Rudawski, prezes Access, doradcy przy transakcjach fuzji i przejęć.

Dla firm konsolidacja to szansa. Na rozwój lub przetrwanie.

— Nie narzekamy na brak pracy. Rośnie aktywność polskich firm, a myślenie o rozwoju przez przejęcia jest już dla nich chlebem powszednim. Spory ruch w kierunku konsolidacji jest też wynikiem tego, że firmy wpadły w kłopoty i będą musiały sprzedać część biznesu lub połączyć się, by przetrwać — mówi Tomasz Pasiewicz, partner banku inwestycyjnego Saski Partners.

Kupują w ciemno

Problem w tym, że polskie firmy przejmują bardzo lekkomyślnie — taki wniosek płynie z badań BZ WBK, który przeanalizował 102 transakcje z ostatnich trzech lat.

— Jest w modzie mówienie o tym, jak akwizycje są ważne dla firm. Ale potem proces ogranicza się do zduszenia kosztów, co odbija się na jakości przygotowania transakcji — mówi Piotr Wiła.

— Due diligence to słowo wytrych. W praktyce firmy nie badają dokładnie. Koncentrują się na wybranych aspektach, np. prawnym lub księgowym, a pomijają inne — ekonomiczny czy strategiczny. I potem okazuje się, że kupiły firmę, która ma trupy w szafie — dodaje Rafał Skowroński.

Z badań BZ WBK wynika, że 62 proc. firm z polskim kapitałem nie wyliczyło skutków ekonomicznych przed transakcją, a 36 proc. nie wyliczyło wartości godziwej przejmowanej firmy.

— To szokujące. Jak można kupować i wyznaczać cenę czegoś, czego wartości się nie zna — mówi Rafał Skowroński.

Jednym z powodów jest to, że blisko jedna trzecia firm przy wycenie nie korzystała z żadnego podmiotu zewnętrznego, więc wycena nie może być obiektywna. Polskie firmy nie wnikają w szczegóły, bo im na tym nie zależy.

— Dla polskich firm podstawowym motywem przejmowania jest chęć powiększenia sprzedaży i udziału w rynku. Dla zagranicznych najważniejsza jest jakość: innowacyjność, kadra, wyniki — mówi Piotr Wiła.

Inni eksperci pocieszają, że z fuzjami jest coraz lepiej.

— Na pewno w Polsce jest dużo większy rozdźwięk w jakości procesu przejmowania, niż w Europie Zachodniej. Tam jest pewien standard. U nas transakcje są przeprowadzane bardzo profesjonalnie i na bardzo niskim poziomie — mówi Tomasz Pasiewicz.

— Jest coraz lepiej z jakością. Kiedyś firmy mówiły nam: zróbcie wycenę, a my się dogadamy. Potem: zróbcie transakcję, a my zajmiemy się resztą. Teraz już coraz częściej oczekują pomocy przy scalaniu firm. Rozumieją, że sama transakcja to nie sukces, bo jest nim zintegrowanie dwóch, często bardzo różnych, przedsiębiorstw — mówi Tomasz Rudawski.

...dobry przykład dadzą nam inwestorzy z USA

Kogo by tu przejąć — zastanawiają się firmy w USA. Chętnie zerkają za wielką wodę, w tym na Polskę.

Kryzys nie wszystkich wystraszył. W USA coraz więcej firm uważnie przeszukuje rynek, szukając celów do przejęcia.

— Firmy mają więcej gotówki niż kiedykolwiek. W ostatnich latach rozwijały biznes i akumulowały kapitał. Wstrzymywały się z zakupami, bo wyceny były wywindowane. Duży w tym udział funduszy private equity, które przejmowały wiele firm i podbijały ceny. Teraz wyceny spadły i stały się atrakcyjne. To dobry czas na akwizycje, choć nie jest łatwo o tym myśleć, gdy dociera tak dużo złych wieści — mówi Michael E. Gibbons, dyrektor zarządzający amerykańskim bankiem inwestycyjnym Brown Gibbons Lang Company i prezes sieci niezależnych banków inwestycyjnych Global MA.

Serce inwestorów

Najważniejsze amerykańskie firmy przechodzą od słów do czynów.

— Liczba transakcji fuzji i przejęć w ostatnim kwartale zbliżała się do poziomu sprzed trzech lat. W ciągu 60 dni zamknęliśmy sześć tran-sakcji. Kupujący coraz mniej się boją, a sprzedający pogodzili się z niższymi wycenami. Ceny spadają od 1,5 roku i ludzie już wiedzą, że okazja do sprzedania już była i szybko nie wróci. Jesteśmy w trakcie sprzedaży firmy z przychodami 200 mln USD za połowę kwoty oferowanej 1,5 roku temu — mówi Michael E. Gibbons.

Polskie firmy też mogą znaleźć się na celowniku.

— Dla firm z USA to dobra okazja, by wyjść na rynki zagraniczne. Kryzys i niskie wyceny sprawiają, że można to zrobić taniej i łatwiej niż przez wiele ostatnich lat. Europa, a szczególnie Europa Środkowo-Wschodnia, pozytywnie wyróżnia się na mapie świata. Polska ma szczególne miejsce w sercach amerykańskich inwestorów, a na tle innych krajów bloku sowieckiego wygląda doskonale. Ostatnio powstaje wiele funduszy, a niemal każdy ma w polityce zapisaną możliwość inwestowania w regionie Europy Środkowej i Wschodniej — mówi Michael E. Gibbons.

Rosnące zainteresowanie naszym rynkiem potwierdza Hexagon Capital Advisors, który jest przedstawicielem stowarzyszenia Global MA w Polsce.

— Dostajemy zapytania od zagranicznych inwestorów o możliwość przejęcia polskich firm. Takiego zainteresowania nie widzieliśmy od kilku lat — mówi Rafał Nowakowski, partner zarządzający Hexagon Capital Advisors.

Powrót do korzeni

Zdaniem Michaela E. Gibbonsa, rynek fuzji i przejęć wraca do korzeni. Głównym graczem nie będą fundusze private equity, lecz inwestorzy branżowi.

— Obecnie nie jest łatwo zdobyć finanse z banku na przejęcie, a transakcje bez lewara nie są dla funduszy tak atrakcyjne. W innej sytuacji są inwestorzy branżowi, którzy mają gotówkę. To dla nich okazja, by relatywnie tanio przejąć inne marki, powiększyć udział w rynku lub wejść na nowy, albo przejąć firmę z dobrym kierownictwem. Nie można też zapominać, że przejęcie przy okazji oznacza wyeliminowanie konkurenta — mówi Michael E. Gibbons

Michael E. Gibbons, Brown Gibbons Lang Company: Polska ma szczególne miejsce w sercach amerykańskich inwestorów.

Grzegorz Nawacki

Możesz zainteresować się również: