To był kolejny kiepski tydzień dla polskiej waluty. W piątek rano za euro trzeba było zapłacić aż 4,556 zł — najwięcej w historii notowań europejskiej waluty. Później inwestorzy opanowali emocje, a złoty odrobił część strat. Pod koniec piątkowych notowań za euro płacono 4,523 zł. Do czwartku nic nie zapowiadało takiego spadku notowań złotego. Kurs USD/PLN pozostawał w przedziale 3,91-3,96 a notowania EUR/PLN oscylowały na poziomach 4,48-4,54.
Słabość złotego w stosunku do dolara i euro związana jest z niepewnością inwestorów co do kształtu polskiej polityki fiskalnej w najbliższych latach. W połowie września złoty gwałtownie stracił na wartości po tym, jak rząd odłożył debatę nad średnioterminową strategią finansów publicznych. Celem tej strategii jest spełnienie kryteriów z Maastricht, tak by Polska mogła przystąpić do strefy euro w 2008 r. Główne punkty planu zakładają redukcję deficytu budżetowego do 2,6 proc. PKB w 2007 r. Do tego czasu rząd planuje przejściowe zwiększenie deficytu do 45,5 mld złotych w 2004 roku. Ponadto przewidywane jest osiągnięcie przez dług publiczny krytycznego poziomu 60 proc. PKB.
Wśród analityków przeważa pogląd, że samo przedstawienie strategii nie wnosi nic nowego do polityki budżetowej państwa. Plan ten nie jest dokumentem pokazującym w szczegółowy sposób działania rządu, które muszą być zrealizowane, by uzdrowić finanse publiczne. W strategii mamy scenariusze rozwoju, ale ani słowa na temat, jak osiągnąć najbardziej pożądany scenariusz przyspieszonego wzrostu gospodarczego. Wiemy, że nie będzie dalszego wzrostu fiskalizmu (a więc wzrostu podatków), bo to, zdaniem autorów strategii, może ograniczyć przedsiębiorczość. Jedyne, co można zrobić po stronie dochodowej budżetu, to uszczelnić system. Konieczne są zatem zmiany po stornie wydatkowej. Jednak szczegółów nie ma. Warto zwrócić uwagę, że reforma finansów została odłożona do 2005 r., czyli na czas wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Trudno jest wyobrazić sobie mniej sprzyjający okres na tak poważną i społecznie bolesną reformę. W opinii Hanny Gronkiewicz-Waltz, byłej prezes NBP, odłożenie sanacji finansów publicznych na 2005 r. oznacza zaniechanie reformy.
Zdaniem wicepremiera Jerzego Hausnera, budżet na rok 2004 nie jest ustawą marzeń. Jerzy Hausner podkreśla jednak, że wysoki deficyt związany jest z akcesją Polski do UE. Ponadto wydatki nie przeniosą się bezpośrednio na dochody gospodarstw domowych i tym samym nie zwiększą presji inflacyjnej.