Kurs GPW na dnie i zmierza do ceny z IPO

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2011-03-18 06:16

Gdy jesienią zeszłego roku trwała oferta pierwotna GPW, pojawiały się różne wyceny przyszłego debiutanta. Akcje wyceniano poniżej 40 zł i blisko dwa razy wyższe. W większości inwestorzy uwierzyli w siłę naszego parkietu, a skarb państwa nie miał żadnych problemów ze sprzedażą części swojego pakietu w ramach prywatyzacji GPW. Zapisy złożyło aż 323 tys. drobnych graczy, a w transzy instytucjonalnej popyt wielokrotnie przeważał podaż. Inwestorzy indywidualni kupowali akcje po 43 zł (cena maksymalna), a instytucjonalni — po 46 zł. Ci pierwsi, którzy mają jeszcze akcje, są 7 proc. na plusie. Ci drudzy wychodzą na zero.

Ludwik Sobolewski, prezes GPW, w rozmowie z "PB" zapewnia inwestorów, że nie muszą się martwić o przyszłość giełdy.

„PB”: Najpierw łączyli się lokalni gracze, teraz łączą się najwięksi globalni operatorzy giełd, a nawet parkiety rosyjskie. O fuzjach zaczyna być głośno też w Azji. Nie jest panu smutno, że kolejny raz stoi z boku?

Ludwik Sobolewski, prezes GPW: Byłby to pewnie dowód na manię wielkości. Są inni, którzy mają więcej powodów do zmartwień. Paryż był dotąd ważny, a teraz nowy podmiot, który powstanie po fuzji NYSE-Euronext i Deutsche Börse (DB), będzie oparty o siedziby we Frankfurcie i Nowym Jorku. To na pewno utrudnia realizację ambitnych planów, by Paryż był centrum finansowym rywalizującym jak równy z równym z Londynem, a takie plany ma między innymi rząd francuski. Dla nas te zmiany to szansa. Czuliśmy już coraz bardziej konkurencję ze strony dużych giełd, szczególnie poza Polską, ale po fuzjach będą one już tak duże, że ich priorytetem będą wielkie, globalne korporacje oraz handel instrumentami pochodnymi o najwyższym stopniu płynności. Inni duzi operatorzy, jak np. LSE,  będą chcieli im dotrzymać kroku, zatem  więcej przestrzeni będzie dla nas. GPW ma więcej czasu na budowanie swojej skali biznesu w oparciu o mniejsze z natury spółki z naszego regionu.

Poprzednie fuzje giełd nie odbiły się pozytywnie ani na obrotach, ani na przychodach czy kapitalizacji operatorów. Czy pogoń za skalą biznesu nie jest w tym przypadku wejściem w ślepą uliczkę?

Tak właśnie jest. Co więcej, nie wiem czy twórcy najnowszych fuzji wzięli pod uwagę pewien bardzo ważny aspekt ich decyzji. Im rynek jest większy, bardziej płynny, tym staje się atrakcyjniejszym celem ataku MTF-ów. Paradoksalnie więc fuzje, które z założenia miały być odpowiedzią na szybki rozwój MTF-ów i zagrożenie konkurencją z ich strony, staną się prezentem dla alternatywnych platform obrotu. Już jest dowód: amerykański BATS właśnie ogłosił, że zajmie się europejskimi derywatami. Stało się to zaraz po ogłoszeniu fuzji dwóch gigantów.

Trudno oczekiwać zastopowania rozwoju naszego rynku kapitałowego, więc może warto wykorzystać dany GPW czas na stworzenie własnego MTF-a?

Do tej pory szacowaliśmy, że od prawdziwej konkurencji ze strony MTF-ów dzielą nas 2-3 lata. Wydaje mi się, że ta perspektywa wydłuża się, z korzyścią dla polskiego rynku kapitałowego. Niemniej, myślimy, bez pośpiechu, nad projektem tego typu, który dotyczyłby spółek spoza Polski. To byłoby bardziej uzupełnienie naszej działalności niż obrona.

Fuzja NYSE-Euronext i DB może mieć także inne znaczenia dla GPW – chodzi o nową platformę transakcyjną oraz potencjalne przyspieszenie przejęcia naszego parkietu.

Za technologię ma odpowiadać Nowy Jork ze wsparciem Paryża, więc z punktu widzenia naszej umowy o partnerstwie strategicznym nic się nie zmienia. Prowadzimy prace nad wprowadzeniem platformy UPT (wdrażanie od 2012 r.) i zarówno brokerzy, jak i inwestorzy, mogą spać spokojnie. Docelowa integracja technologiczna Xetry i UPT w ramach nowej grupy kapitałowej wydaje się nieunikniona, by uzyskać synergie kosztowe.

Dynamika wzrostu biznesu GPW w ostatnich latach to powód do gratulacji. Jaki apetyt wobec wyników finansowych ma GPW na lata 2011-2012?

Jestem dobrej myśli, ale mówić mogę jedynie ogólnie. Uważam, że wyniki na wszystkich poziomach będą rosły.

W przypadku globalnych operatorów giełd wyraźnie centrum zysków przesuwa się z rynku akcji na rynek derywatów. Czy ta tendencja będzie mocno widoczna również w przypadku GPW?

Ten proces będzie miał miejsce także na GPW. Trudno jednak powiedzieć, czy będzie to proces o wysokiej dynamice. Udział rynku pochodnego w przychodach będzie się zwiększał, ale to wszystko zależy od rynku bazowego. U nas rynek derywatów na pewno nie będzie oderwany od rynku akcji, a proporcje zostaną zachowane. Strategicznie najważniejszy jest dla nas rynek akcji, również w tym sensie, że tak mocno stawiamy na instrumenty pochodne. Oczywiście w pewnym stopniu już teraz wychodzimy poza zakres notowanych u nas instrumentów, jak chociażby w przypadku futures na waluty, ale na pewno rynek pochodnych będzie rynkiem instrumentów przede wszystkim na produkty bazowe notowane na GPW. Ale to nie jest prognoza i strategia zawężająca, bo teraz jest kwestia, jak rozległy będzie rynek produktów bazowych notowanych przez GPW. To jest kluczowe.

Co jednak z kursem GPW, który tkwi w trendzie spadkowym – nie martwi to pana?

Nie dzieje się jednak nic, co mogłoby zagrozić progresji wyników GPW. Inwestorzy najwyraźniej niezbyt trafnie odbierają pewne zjawiska czy procesy zachodzące w otoczeniu GPW. Rozmawialiśmy już o fuzjach giełd, ale dochodzą do tego chociażby zmiany w systemie OFE. Udział OFE w obrotach GPW nie jest duży [6 proc. – red.], tak więc realizowana obecnie reforma systemu kapitałowego jest szansą na wzmocnienie ważności OFE dla gospodarki. Bo udział OFE w rynku giełdowym jest wyznacznikiem tego, jak istotne są one dla gospodarki, czy też na co im pozwolono, lub też do czego je zmuszono, jeśli chodzi o wywieranie tego pozytywnego wpływu na rynek finansowy i życie gospodarcze w Polsce.

Inwestorów mogą martwić też problemy GPW z nawiązaniem konkurencji na giełdowym rynku obrotu energią…

Prawo umożliwia interpretację zapisów w sposób formalny, restrykcyjny i niezależny od intencji prawodawcy. My optujemy za mądrzejszą i lepszą interpretacją, która służyłaby zapewnieniu konkurencyjności i rozwojowi przejrzystego, giełdowego obrotu energią. Liczę na to, że Urząd Regulacji Energetyki zaaprobuje takie właśnie podejście. Potrzebne jest strategiczne myślenie o przyszłości tego rynku. Jest w pełni produktywne, jeśli będzie się krytycznym wobec aktualnej rzeczywistości.

Czy planuje pan uaktywnić na GPW akcjonariat obywatelski? Z ponad 320 tys. inwestorów indywidualnych na walne zarejestrowało się zaledwie kilku.

Nie ma potrzeby „doglądania” GPW przez każdego akcjonariusza. Zresztą my jesteśmy pod obserwacją opinii publicznej od lata, bo na szczęście giełda w Polsce jest obiektem społecznej atencji. Jak widać, i pokazała ta oferta publiczna GPW, jesteśmy obdarzeni dużym zaufaniem. Niemniej, wyprzedzając wejście w życie odpowiednich Dobrych Praktyk Spółek Giełdowych [propaguje je GPW – red.], od czerwcowego ZWZ umożliwimy udział w zgromadzeniach przez Internet. Przecież sami głosimy hasło reklamujące Catalyst: „Tu widzisz, co dzieje się z Twoimi pieniędzmi”.

Rozpoczął Pan niedawno drugą kadencję na fotelu prezesa GPW i na pewno myśli pan o dalszej przyszłości niż tylko najbliższe kwartały. W jakim miejscu widzi Pan GPW za 10 lat?

Za 10 lat GPW będzie jedną z głównych giełd europejskich. Mamy więc teraz czas na wzrost organiczny. Ale ten wzrost organiczny nie dokonuje się wyłącznie na lokalnym podwórku i nie powinien być tak kojarzony. To jest wzrost, który opiera się i będzie się opierał w coraz większym stopniu, na naszych związkach ze światem globalnego kapitału.

Czy wtedy NYSE-Euronext-DB czy LSE-TMX mogą być już połączone z największymi giełdami azjatyckimi? A może będziemy świadkami powstania jednej, globalnej giełdy?

Moim zdaniem, to był jeden z motywów obecnych fuzji. Wszyscy widzą, że do Azji będzie należał XXI wiek, więc to logiczny ruch. Technologia będzie umożliwiała za 10 lat niezwykłe rzeczy, ale z drugiej strony wątpię, by powstała jedna globalna giełda z jedną platformą obrotu, dającą wszystkim inwestorom dostęp do wszystkich instrumentów finansowych. Na technologii wielu chce zarobić. Spójrzmy na Apple, który dla iPada buduje zamkniętą rodzinę aplikacji. Podobnie może być z giełdami. To, że będzie można w ciągu milisekund zrobić wszystko, nie będzie oznaczało, że zobaczymy całkowitą integrację. Świat nie rozwija się w ten sposób tylko tworzy coraz bardziej skomplikowane obrazy.

Czy pogoń za efektem skali dotknie tez brokerów, którzy zaczną łączyć siły, nawet pomimo obecności w konkurencyjnych grupach kapitałowych?

Jak najbardziej może do tego dochodzić. Na rynku znajdzie się przy tym miejsce dla różnych typów podmiotów. Będą to zarówno butiki inwestycyjne, wyspecjalizowane w obsłudze klientów o określonych profilach, jak i masowi brokerzy. Jestem przekonany, że rynek brokerski zmierza w kierunku jasnego podziału pod względem stosowanych modeli biznesowych.

Rozmawiał Adrian Boczkowski

Wywiad z prezesem Sobolewskim i fragment artykułu o obecnej sytuacji GPW pochodzą z piątkowego "Pulsu Biznesu". Zapraszamy również do lektury tego wydania  "PB".