Kurs Stelmetu odbił od dna

Mateusz Wojtala
opublikowano: 18-07-2018, 22:00

Ten rok miał być przełomowy dla spółki, jednak pogoda zrobiła swoje. Mimo to insiderzy dokupują akcje, a notowania w końcu zaczęły rosnąć

Do kilku rozczarowujących debiutów giełdowych ostatnich lat można z pewnością zaliczyć Stelmet. Podczas oferty publicznej w październiku 2016 r. sprzedawano akcje po 31 zł. Na początku ubiegłego tygodnia po niemal 70-procentowej obniżce cena znalazła się poniżej 10 zł. Pojawiło się jednak światełko w tunelu, bo od tego czasu kurs odbił od dna i urósł o ponad 16 proc. Wzrost napędziły zakupy, dokonane przez głównego akcjonariusza — fundusz Rainbow Fund 2 — posiadającego 80 proc. udziałów, który pod koniec ubiegłego tygodnia kupił akcje za ponad 700 tys. zł. Podczas sesji 16 lipca wydał na ten cel kolejne 250 tys. zł. Analitycy liczyli, że 2018 r. będzie przełomowy dla spółki, zwłaszcza po restrukturyzacji zakładu w Wielkiej Brytanii i wzroście efektywności fabryki w Grudziądzu. Niestety, słaba pogoda w pierwszym kwartale mocno nadszarpnęła wolumeny sprzedaży i w efekcie przełom nie nastąpił. Przychody wyniosły 150,8 mln zł i były o 6,6 proc. niższe r/r, głównie z powodu wyraźnie gorszej sprzedaży architektury ogrodowej, najważniejszego produktu Stelmetu.

— Pojawia się pytanie, czy w kolejnych kwartałach uda się nadrobić stracone wolumeny. W sprawozdaniach widać znacząco niższe koszty, a przychody w drugim i trzecim kwartale powinny rosnąć. Dużym wsparciem będą kursy walutowe, bo 85 proc. produkcji Stelmetu idzie na eksport. Tak więc ostatnie osłabienie złotego, zarówno w stosunku do euro, jak i funta, da wynikom pewien impuls. 5-procentowa poprawa r/r na poziomie EBITDA jest wciąż możliwa do osiągnięcia w drugim kwartale — mówi Jakub Szkopek, analityk Domu Maklerskiego mBanku, który w raporcie z 4 lipca radzi kupować akcje Stelmetu z ceną docelową 20,24 zł (raport dostępny jest na stronie internetowej brokera).

Ekologiczna niespodzianka

Jedynym pozytywnym zaskoczeniem w ostatnich wynikach był segment pelletu, którego sprzedaż wyniosła 23,4 mln zł, czyli o 41,7 proc. więcej r/r. Obecnie można zaobserwować trend, który bardzo silnie wspiera ten obszar działalności. W Polsce funkcjonuje wiele programów zastępowania starych pieców węglowych, co napędza popyt na dużo mniej inwazyjne paliwa ekologiczne. Wynikom tego segmentu dodatkowo pomaga fakt, że Stelmet ma relatywnie niższe ceny zakupu drewna, a ceny pelletu ciągle rosną.

— Patrząc całościowo na spółkę, można sobie zażartować, że powinna się ona w całości skupić się na produkcjipelletu. Niestety, oba obszary są ze sobą mocno powiązane. Z jednego pnia drzewa po obróbce 60 proc. to odpady, które spółka po prostu sprzedaje lub przerabia na pellet. Finalnie w firmie nie zostaje żaden końcowy produkt uboczny — tłumaczy Jakub Szkopek.

Śladami Kolumba

Stelmet od roku planuje wejście na rynek amerykański. Według zapowiedzi przedstawicieli spółki, sprzedaż w trzech stanach miała się rozpocząć jeszcze w tym roku obrotowym (przesunięty w Stelmecie o trzy miesiące wstecz).

— Nie wiązałbym z tym jakichś dużych nadziei. Co prawda materiały przemysłowe z Europy są bardzo cenione w Stanach Zjednoczonych i kojarzone z wysoką jakością i luksusem, ale taka architektura ogrodowa to dla tamtejszych konsumentów produkt egzotyczny. Jest to poza tym nowy i daleki rynek, więc wpływ na wyniki w najbliższym czasie będzie marginalny — uważa Jakub Szkopek.

Jego zdaniem, dużo większą szansą na rozwój stanowią rynki europejskie, na przykład kraje skandynawskie. Jest to głęboki rynek, a drewniana architektura ogrodowa to wśród tamtejszych konsumentów produkt dobrze znany. W Stanach Zjednoczonych nie jest natomiast modny. Przy okazji debiutu giełdowego spółka zapowiadała, że planuje zwiększać swoją obecność w Europie poprzez akwizycje, aby od razu mieć dostęp do sieci sprzedaży.

— Jest to, moim zdaniem, dobra droga i pomysł zakupu jakiegoś małego dystrybutora może wrócić na tapetę, jeśli wyniki ulegną poprawie. Stelmet ma moce wytwórcze na 2-3 lata zwiększania wolumenów, ale trzeba je mieć gdzie sprzedać — dodaje Jakub Szkopek.

Największym zagrożeniem dla spółki, oprócz pogody, będą rosnące koszty pracy. O ile w Grudziądzu to może nie być duży problem, bo w tym regionie utrzymuje się bezrobocie, to w zakładach w Zielonej Górze już tak. Bliskość zachodniej granicy i ucieczka wykwalifikowanej siły roboczej może poskutkować nawet 5-procentowym wzrostem płac przez kolejne dwa lata. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Kurs Stelmetu odbił od dna