TIM chce, by każdy akcjonariusz mógł sam policzyć, ile dywidendy dostanie. Pieniądze do podziału też się znajdą.
Przeżywający jeszcze dwa lata temu trudności finansowe TIM, sieć hurtowni z wyrobami elektrycznymi, staje na nogi. Niedawno spółka podniosła prognozę finansową — z 13 mln do 15 mln zł zysku netto przy przychodach 250 mln zł.
— Wzrosła liczba nowych budów. Przyszły rok może być więc dość dobry — mówi Krzysztof Folta, prezes oraz główny akcjonariusz spółki.
Firma chce awansować na pierwsze miejsce w branży. W ubiegłym roku lider, Alfa Elektro, zanotował sprzedaż 274 mln zł.
— Spółka miała przy tym ponad 10 mln zł straty. My chcemy rosnąć, zachowując rentowność — dodaje Krzysztof Folta.
Dobre wyniki zachęciły spółkę do opracowania strategii dywidendowej. TIM zdecydował się na wypłatę zaliczki na poczet premii z zysku za 2005 r. Trafi ona do akcjonariuszy w połowie listopada.
— Opracowaliśmy wzór, na podstawie którego każdy będzie mógł policzyć sobie, jaką dywidendę może dostać, trzymając nasze akcje — mówi prezes TIM.
Dywidenda będzie równa połowie różnicy między zyskiem netto w danym roku a prognozowanymi nakładami inwestycyjnymi. Jeśli zarząd uzna, że wypłata pieniędzy nie jest korzystna dla firmy, środki nie zostaną „zjedzone”.
— Trafią na fundusz dywidendowy — wyjaśnia Krzysztof Folta.
Spółka nie planuje w najbliższym czasie znaczących inwestycji. Niedawno uruchomiła drugi magazyn centralny w Toruniu. Ma on pomóc w zdobyciu rynku północnej Polski.