Czytasz dzięki

Kwaśniewski poza zasięgiem Dudy

opublikowano: 29-06-2020, 22:00

Na początku tegorocznego wyścigu prezydenckiego nadałem komentarzowi z 21 stycznia tytuł przypomniany poniżej.

Przez pięć następnych miesięcy zupełnie oczywista oczywistość (zapożyczam od klasyka, czyli prezesa) drugiej tury systematycznie się umacniała, mimo zatrzymania się kampanii po wybuchu epidemii COVID-19 oraz próby przeforsowania przez PiS 10 maja przymusowych wyborów kopertowych o zerowej wiarygodności. W piątek 26 czerwca podałem zaś życzliwą radę dla Andrzeja Dudy na ostatnie godziny kampanii: „Przede wszystkim musi się on pozbyć mrzonek o reelekcji już w najbliższą niedzielę”.

Andrzej Duda i Aleksander Kwaśniewski są w stanie zamienić kilka zdań jedynie na PGE Narodowym.
Zobacz więcej

Andrzej Duda i Aleksander Kwaśniewski są w stanie zamienić kilka zdań jedynie na PGE Narodowym. FORUM

Absolutnie się jednak nie pozbył, co wyraźnie przebijało z pełnej zawodu reakcji po ogłoszeniu wyników. Pewne zwycięstwo nad Rafałem Trzaskowskim o mniej więcej 13 pkt proc. oczywiście daje Andrzejowi Dudzie doskonałą pozycję wyjściową przed dogrywką 12 lipca. Ale nawet w triumfalnej propagandzie władców kraju słychać wątek żalu, że nie udało się postawić kropki nad i od razu 28 czerwca. Andrzej Duda odczuwa głęboki kompleks wobec osiągnięcia Aleksandra Kwaśniewskiego z 2000 r., który osiągnął reelekcję za pierwszym podejściem, zdobywając aż 53,90 proc. ważnych głosów. Jego nadróbka nad poprzeczką wyniosła zatem nie jakieś tam setne ułamki, lecz prawie 4 pkt proc. Dla obecnego lokatora Pałacu Prezydenckiego to absolutnie nieosiągalne Himalaje skuteczności…

Naturalnie trzeba uwzględnić kilka okoliczności wyborów z 2000 r. Przede wszystkim całkiem posypała się ówczesna koalicja rządowa. Unia Wolności popełniła kardynalny błąd, w ogóle nie wystawiając kandydata prezydenckiego. Na wolne pole wszedł Andrzej Olechowski, który zajął drugie miejsce, ale wynik 17,30 proc. dawał satysfakcję właściwie jemu samemu. Natomiast Akcja Wyborcza Solidarność forsowała beznadziejną kandydaturę Mariana Krzaklewskiego, który przegrał nawet z Olechowskim. W tych okolicznościach urzędujący prezydent okazał się kandydatem z zupełnie innej półki, chociaż sukces już w pierwszej turze… zaskoczył jego samego. Poza słabymi rywalami kluczem do sukcesu okazało się bardzo znaczące poszerzenie pierwotnego elektoratu z 1995 r. i skuteczne odklejenie łatki piewcy PRL. To właśnie lewicowy prezydent Aleksander Kwaśniewski osobiście załatwił u podobnie lewicowego Billa Clintona przyjęcie Polski w 1999 r. — w pakiecie z Czechami i Węgrami — do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. W jubileuszowym 2000 r. przewodził narodowej pielgrzymce do Jana Pawła II, co później bardzo się opłaciło przed referendum unijnym. Przede wszystkim zaś umiejętnie budował przez całą pierwszą kadencję wizerunek prezydenta koncyliacyjnego i łagodzącego społeczne spory, a nie dokładającego jeszcze drwa pod kotłem konfliktów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane