Kwestia szacunku

Japoński jacht na oceanie niemieckiej wody. Jeśli zatonie, to stylowo. Będzie to nieprzeciętna katastrofa. I zaufaj mi — będziesz za nim tęsknić.

Piłka nożna to taka gra, w której za piłką biega 22 facetów, a na końcu i tak wygrywają Niemcy — powiedział przed laty brytyjski piłkarz Gary Lineker. Podobnie jest z polskim samochodowym segmentem premium. Aut jest wiele, ale jeździmy niemieckimi. To znaczy ja nie. Zamożniejsi z was.

Liniowiec made in spa

Gdybym się zaliczał do tej „zamożniejszej części”, pewnie też jeździłbym niemieckim. Oni proponują dosłownie ocean samochodów. I nagle na te wzburzone wody, na fale Mercedesów, BMW, Audi i Porsche, dumnie i z niesamowitą gracją wkracza okręt nietuzinkowy. Nowy Lexus LS. Z zamiarem pogrążenia BMW serii 7, wymanewrowania Mercedesa klasy S, zatopienia Audi A8 i olśnienia klientów Porsche Panamery. Ma szanse w tych regatach?

Warto się nad tym chwilę zastanowić. Zacznijmy od tego, że LS to flagowa (czytaj: największa i najdroższa) limuzyna Lexusa. Jest też dla tej marki wyjątkowa. To od niej (w 1990 r.) wszytko się zaczęło. To nią Lexus zaczął budować swoją pozycję, tworzyć wizerunek premium. Dziś historia zatacza koło. Koncern chce znowu pokazać, że luksus można postrzegać inaczej niż robią to Niemcy. Czyli jak? Delikatniej. To najbardziej filigranowa limuzyna, jaką jeździłem. Przy czym owa filigranowość tyczy się charakteru, nie konstrukcji. Jest jak dotyk miękkiej dłoni masażystki w luksusowym spa. To pierwsze wrażenie.

Potęguje je cisza (to najlepiej wyciszone auto świata, nie licząc Rolls Royce’a Phantoma), zapach i wykończenie wnętrza. Rzecz nie w jakości, tylko w podejściu. Nowy LS jest — to lexusowy sposób na wygranie regat — materializacją japońskiej tradycji i kultury. Wpływ tamtejszej sztuki i kunszt rzemieślników Takumi (mityczna wioska rzemieślników) widać w detalach. Oświetlenie wnętrza jest inspirowane japońskimi latarniami, a wygodny podłokietnik zdaje się płynąć wzdłuż paneli drzwi. Drewniane jest wykończenie (naturalne drewno cięte laserowo w plastry), ręcznie wykonane boczki drzwi w stylu origami i wykończone ozdobnym szkłem kiriko. Dbałość o szczegóły i japońską duszę robi wrażenie. Ogromne.

Baletnica na ringu

Od kilkunastu minut dotykam misternie ułożonej skóry i głaszczę precyzyjnie cięte szkło. Patrzenie, dotykanie sprawiają przyjemność. Poznając organoleptycznie „elesa”, dochodzę do wniosku, że żaden niemiecki konkurent nie osiągnął pod tym względem takiej perfekcji. No, ale dochodzę również do innego wniosku. To nie mebel ani dzieło sztuki. Poza aparycją, zapachem czy komfortem powinien co najmniej równie perfekcyjnie jeździć. Lexus LS będzie w Polsce dostępny z dwoma wersjami silnika. LS 500 z nową 3,5-litrową, podwójnie doładowaną V-szóstką o mocy 421 KM, będzie miał napęd 4x4 i nowy 10-biegowy automat. A w LS 500h z 3,5-litrowym V6 współpracuje mocny elektryk. Razem dają 360 KM i 600 Nm. Bez znaczenia, w którą wersję wsiądziesz. Poczujesz się dopieszczony.

Po pierwsze, jakością. Wiele nadgodzin włożono w to, by LS oddawał japońskiego ducha luksusu, o którym była mowa wyżej. Po wtóre, prowadzenie. Nowa płyta podłogowa, nowe aluminiowe pneumatyczne zawieszenie doskonale współpracują. Sprawiają, że LS prowadzi się lekko. Jakby tańczył „Jezioro łabędzie” mimo dwuipółtonowej wagi, klasyfikującej go raczej na ring sumo. Trudno doprawdy uwierzyć, że prowadzisz ogromną limuzynę. A to w tej klasie aut ogromna zaleta. Wobec „niemieckiego oceanu” LS plasuje się pod względem prowadzenia pomiędzy BMW 7 (w którym czuć gabaryty) a Porsche Panamerą (który w prowadzeniu jest niemal bolidem). LS nie jest bardziej komfortowy od tych konkurentów. Jest komfortowy inaczej. Nietuzinkowo. To jego ogromna zaleta, ale i słabość zarazem.

Rozrzutnik gnoju

Brutalna siła konkurentów, bezkompromisowe podejście zamożnych Polaków do luksusu mogą sprawić, że delikatna jak origami lub smak surowej ryby natura „LS” nie znajdzie poklasku u zwolenników elegancko podanego wursta. U nas liczy się brutalna siła, a nie subtelny taniec i docenianie szczegółów. To jak w internecie: z większym zainteresowaniem spotka się filmik o pracy rozrzutnika gnoju niż dopracowany materiał o próbie baletu. Co oczywiście nie oznacza, że którykolwiek konkurent powinien rozwozić gnój. Tyle jedynie, że rzadko doceniamy wkład pracy. Na przykład Porsche Panamera prowadzi się dużo lepiej, ale nie jest tak dopieszczony wewnątrz. Mercedes S jest wygodniejszy, a Audi A8 bije Lexusa na głowę pod względem łatwości obsługi licznych systemów pokładowych. Lexus ze swoim wysublimowanym podejściem do motoryzacji może być zaś za delikatny na niemieckie wody. Tego się obawiam.

A szkoda by było, bo to jeden z piękniejszych jachtów, jakie widziałem. Jako połączenie ważnych dla luksusowego pojazdu cech pozostaje moim faworytem. Wszelkie niedociągnięcia nadrabia niepowtarzalnym charakterem. Wspaniały samochód, choć z pewnością nie dla każdego, kogo stać na luksusowe auto. Jest zbyt charakterny, awangardowy, za mało przemawia do ludzi o prostych gustach. Mnóstwo w nim elementów, które wymagają umiejętności kontemplacji sztuki.

Pean

Żeby w boksie pokonać mistrza, to trzeba go albo znokautować, albo w ringu kompletnie zdominować. Dopiero wtedy sędziowie ogłoszą zwycięstwo pretendenta. Nowy Lexus LS w starciu z Niemcami nie ma nokautującegociosu, a na kartach sędziowskich noty są raczej remisowe. Dlatego nie spodziewajmy się, że LS w Europie zdetronizuje dotychczasowych liderów. Nowa generacja z miejsca jednak wskakuje do czołówki segmentu F i będzie stanowiła ciekawą alternatywę dla BMW serii 7 czy Mercedesa klasy S. Zachwyci odważną stylistyką wszystkich, którym znudziły się zachowawcze limuzyny głównych graczy. To auto dla niepokornych, ale doceniających harmonię. Dla tych, którzy w galerii sztuki podziwiają kunszt artysty, a nie tych, którzy ganią krzywo powieszoną ramę. Pragmatyk raczej LS-a nie wybierze. A takich jest więcej. Szkoda. Tak czy inaczej — trzymam za niego kciuki. Z szacunku. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kwestia szacunku