Kwestia zaufania

Jacek Zalewski
opublikowano: 12-10-2007, 00:00

Dwudniowa konferencja w Wilnie, poświęcona szeroko rozumianemu bezpieczeństwu energetycznemu, w warstwie programowej nie różniła się od wielu jej podobnych. Praktycznie nie ma dzisiaj spotkania politycznego czy gospodarczego, gdzie ta tematyka nie jest przeważająca. Zestaw uczestników przypominał za to najlepsze czasy Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju — do pięciu prezydentów z powyższego zdjęcia dojechały drugiego dnia głowy państw z Rumunii i Łotwy, był premier Estonii i, rzecz jasna, Litwy, uczestniczył także komisarz UE ds. energii Andris Piebalgs (Łotysz) oraz amerykański zastępca sekretarza ds. energii Clay Sell. Szczyt standardowo zlekceważyła Rosja, którą reprezentował ambasador.

Z ciekawej debaty teoretyków i praktyków wynika jeden generalny wniosek — dzisiaj głównym problemem w zapewnieniu światu bezpieczeństwa energetycznego nie jest wysychanie źródeł czy technologiczne bariery dostępu, lecz brak zaufania. W szczególności byłe państwa Układu Warszawskiego oraz republiki poradzieckie za grosz, czy raczej za kopiejkę, nie ufają Rosji, od której są surowcowo uzależnione. Z wzajemnością zresztą, bo również brak zaufania — tym razem tranzytowego — oficjalnie stał się głównym powodem budowania gazociągu z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku.

Niewątpliwym sukcesem wileńskiego szczytu było skonkretyzowanie mitycznej idei transportu kaspijskiej ropy do Polski, a obecnie także do Litwy i może innych państw UE. O decyzji dobudowania brakującego odcinka ropociągu z ukraińskich Brodów do Płocka pierwszy raz słyszałem wiele lat temu z ust premierów Anatolija Kinacha i Leszka Millera. Przez cały czas wielką niewiadomą było źródło surowca — wreszcie zadeklarował się Azerbejdżan, Kazachstan zaś czujnie siedzi okrakiem na barykadzie, między kuszeniem przez naszą stronę a obawami przed reakcją Kremla. W Wilnie politycy wykonali zadanie, pozostał jeszcze drobiazg — mianowicie studium wykonalności całego przedsięwzięcia. Azerska ropa docierałaby do nas trzema nośnikami: ropociągiem, tankowcem przez Morze Czarne i znowu ropociągiem. Gdyby kiedyś dołączył Kazachstan, to na początku łańcuszka doszedłby jeszcze tankowiec przez Morze Kaspijskie. Konsorcjum pięciu państw Nowa Sarmatia (z siedzibą w Warszawie) będzie musiało naprawdę bardzo dokładnie policzyć, czy cały ten plan ma sens ekonomiczny.

Jeszcze mocniejsze zderzenie interesów politycznych i biznesowych występuje w projekcie tzw. mostu energetycznego między Polską a Litwą. Niepodpisanie porozumienia w Wilnie było dla prezydentów Lecha Kaczyńskiego i Valdasa Adamkusa gorzką pigułką, a niewygodne pytania niezwykle denerwowały zwłaszcza naszą głowę państwa. Kaczyński zapowiedział, że bez względu na przeciwności elektryczna Rzeczpospolita Obojga Narodów stanie się faktem, i to nie za ileś miesięcy, lecz za kilka dni. Kością niezgody pozostaje rozbieżność interesów Korony i Litwy w sprawie mocy, jaka z nowej atomowej Ignaliny trafiłaby do nas. Z zainteresowaniem będziemy się przyglądać, jak ta kwadratura koła zostanie rozwiązana. Przez szacunek dla historii jako miejsce ewentualnego podpisania umowy polecalibyśmy Lublin.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu