O tym, że analitycy Deutsche Banku nie są romantykami, było wiadomo już od dawna. Instytucja co roku porównuje koszty życia w największych miastach świata, obliczając dla 32 metropolii koszt pójścia na niezbyt wyszukaną randkę. W tegorocznej edycji badania specjaliści przebili jednak samych siebie. Ze składu koszyka „taniej randki” zniknęły… kwiaty. Po cięciach został w niej przejazd taksówką, kanapka i napój gazowany w McDonaldzie, dwa bilety do kina oraz kilka piw w pubie.
- Kwiaty wyrzuciliśmy, bo wypaczały porównanie – tłumaczą analitycy Deutsche Banku.
Kto skorzysta, a kto straci na braku kwiatów na randce? Z pewnością do tej drugiej kategorii należeć będą pary z Londynu. Ona nie dostanie kwiatów, a dla niego koszt randki będzie najwyższy na świecie. W ubiegłorocznym zestawieniu, uwzględniającym zakup kwiatów, Londyn był dopiero czwarty, po Sydney, Melbourne i Tokio. Koszt randki był tam tylko o 7 proc. wyższy niż w Nowym Jorku. Bez kwiatów Londyn jest już zdecydowanie najdroższy i aż o 30 proc. bardziej kosztowny od Nowego Jorku.
Tymczasem na najtańszą randkę, czy to z kwiatami, czy bez, liczyć mogą amanci z Indii. Dwa ostatnie miejsca w zestawieniu drugi rok z rzędu zajęły New Delhi oraz Bombaj. A oto całe zestawienie najdroższych i najtańszych miast na randkę (w przedostatniej kolumnie podano koszt randki, a w ostatniej odniesienie do kosztu randki w Nowym Jorku):
Źródło: FTAlphaville.ft.com.
