Czy warto więc podejmować ryzyko nie wiedząc, gdzie znajduje się ostateczne
dno dla spadków?
„Łapanie spadających noży” jest działaniem niebezpiecznym,
ale jednocześnie ekscytującym. Dla „łapacza” może się skończyć w dwojaki sposób:
albo uda mu się złapać nóż za rękojeść, albo próba ta okaże się nieudana i
ostrze spowoduje dotkliwe rany. Wprawdzie spadające notowania giełdowe nie
spowodują krwawienia i ran na naszym ciele, mogą za to równie boleśnie
uszczuplić nasz majątek.
Kupować – nie kupować?
Gospodarka amerykańska znalazła
się na krawędzi recesji. W podobnej sytuacji – chociaż może nie aż tak złej –
znajdzie się wkrótce Euroland. Niektóre banki stają się niewypłacalne, wszystkie
zacieśniają procedury kredytowe, przedsiębiorstwa wolniej będą się rozwijały.
Giełdy, uznawane za wskaźnik wyprzedzający koniunktury, tracą na wartości już od
ponad roku. Ogromna przecena nie ominęła również warszawskiego parkietu. WIG 20
jest na poziomie 50 proc. spadku w stosunku do maksimum osiągniętego w lipcu
2007 r., a sWIG80 i mWIG40 już wcześniej spadły do tego poziomu. Nawet
najbardziej optymistyczne komunikaty ze spółek nie wpływają na poprawę notowań,
rynek pierwotny zupełnie nie istnieje, a zapowiadane prywatyzacje spółek Skarbu
Państwa z pewnością nie odbędą się już w tym roku. Jak w tej sytuacji postępować
na rynku akcji – kupować? wyczekiwać? obserwować?
W tak burzliwym okresie zbyt duże zakupy dokonane pod wpływem impulsu
mogą nas wiele kosztować. Z drugiej strony kusi premia dla tych, którzy trafią
na choćby kilkuprocentowy ruch korygujący w górę, bo nawet w okresie bessy, a
szczególnie tak dotkliwej, występują wyraźne odbicia. Inwestorzy mają z reguły
mniejsze doświadczenie w inwestowaniu na rynku niedźwiedzia niż byka, dlatego
propozycje sposobów inwestowania w okresie bessy są tym cenniejsze.
Punktem wyjścia do podjęcia decyzji dotyczącej słuszności inwestowania w okresie bessy jest określenie naszego horyzontu inwestycyjnego. Jeżeli inwestujemy długoterminowo, przecena, której jesteśmy świadkami na GPW zdecydowanie zachęca do dokonywania zakupów właśnie teraz. W przypadku takich inwestycji mniejsze znaczenie ma to, czy kupimy akcję osiem czy 10 proc. powyżej jej wartości minimalnej, dużo istotniejsze jest, abyśmy wybrali spółkę na tyle solidną i perspektywiczną fundamentalnie, aby w czasie, gdy giełdowa hossa powróci, osiągnąć ponadprzeciętne zyski. Przy tej strategii inwestujemy wbrew trendowi i utrzymujemy zakupione akcje aż do powrotu rynkowej koniunktury wzrostowej. Zakupu akcji można dokonywać jednorazowo, bądź metodą uśredniania, polegającą na dokupywaniu określonej liczby akcji co pewien czas, eliminując ryzyko zakupu po niekoniecznie najniższym kursie. Modelowo zakupy takie powinny trwać do momentu gdy planowany kolejny zakup miałby odbyć się po cenie wyższej aniżeli kurs ostatniego dokupienia.
Ten typ inwestowania to najbardziej agresywne łapanie spadających noży, wiążące się z bardzo dużym ryzykiem dalszego spadku notowań wybranych spółek. Z drugiej strony warto zaznaczyć, że w przeszłości występowały na giełdach i hossy, i bessy, a w ujęciu długoterminowym tendencja wskaźników giełdowych jest rosnąca (w czasie ostatnich 135 lat S&P 500 rósł przeciętnie o 2,2 proc. rocznie po uwzględnieniu inflacji) i straty, pochodzące nawet z najgłębszych dołków, zostały odrobione z nawiązką. Warto też wspomnieć, że jeden z największych inwestorów giełdowych w historii, – Waren Buffet, w ostatnich tygodniach dokonał zakupu (za około 5 mld dolarów) akcji jednego z dwóch ocalałych największych banków inwestycyjnych na Wall Street – Goldman Sachs. Wielu inwestorów i ekonomistów z dużym zaskoczeniem przyjęło tę informację, jednak jeśli do inwestycji podchodzimy tak jak Waren Buffet, dla którego horyzontem czasowym jest „wieczność”, wówczas strategia polegająca na zakupach w okresie bessy mocno przecenionych walorów powinna być dobrym sposobem na osiągnięcie zysku w długim terminie. Należy jednak pamiętać, iż prawdopodobnie polskimi odpowiednikami Warena Buffeta nie jesteśmy, tak więc warto rzetelnie monitorować posiadane w portfelu papiery tak, aby nie obudzić się z ręką w pustej sakiewce, co spotkało np. akcjonariuszy spółki Toora, którzy do końca wierzyli, że spółka obroni się przed upadłością.
Bessa dla spekulantów
Pewnego rodzaju zabezpieczeniem
przed niekorzystnymi wynikami walorów wybranych przez nas do długoterminowego
inwestowania może być wykorzystanie opcji na indeks WIG20. Dzięki temu nawet
jeśli poniesiemy krótkoterminowe straty, zostaną one zrównoważone poprzez
wypłatę premii z tego instrumentu. Dodatkową zaletą opcji jest to, że nie musimy
wnosić depozytu zabezpieczającego, jak w przypadku kontraktów terminowych.Błędna
jest powszechna opinia zakładająca, iż w okresie bessy na rynku akcji niemożliwe
jest krótkoterminowe inwestowanie z zyskiem. Bessa determinuje jednak nieco inne
podejście do inwestycji, bazujące przede wszystkim na wykorzystaniu niezwykle
wysokiej zmienności kursów akcji w tym okresie.
Biorąc pod uwagę ostatnie sesje września można wskazać, iż np. 25 września, tylko w ciągu jednej sesji na akcjach TP SA można było zarobić około 6 proc. (kurs wahał się między 21,11 a 22,30 zł), 30 września zaś dzienna zmienność akcji PKO BP wyniosła 10 proc. (wahanie od 40 do 44 zł za akcję), podobnie PGNIG – zyskiwał w trakcie sesji 10 proc. (z 3 do 3,30 zł za akcję). Jednak w tym okresie wystąpiły też sesje ze znacznymi spadkami notowań akcji tych firm. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż niektóre spółki, mimo trwającej kilkanaście miesięcy bessy, wytrwale poruszają się w wyraźnych kanałach cenowych: TP SA 20-24 zł, PGNIG między 3 a 4 zł. Oczywistą strategią wydaje się zakup tych spółek w momencie, gdy giełdowa wycena kursu akcji zbliża się do dolnej wartości kanału, licząc na krótkoterminowe odbicie i obronę poziomu wsparcia. W ostatnich miesiącach tego typu strategia, polegająca na czystej spekulacji, przynosiła wymierne rezultaty konsekwentnie ją stosującym inwestorom.Każda strategia jest opłacalna, dopóki nie przestanie się sprawdzać, może więc być sposobem na „przechytrzenie” beznadziejnego, wydaje się, rynku.
Czekając na zmianę trendu
Niestety, tylko niektóre
spółki mają tak jasne i widoczne kanały cenowe, zdecydowana większość w czasie
bessy charakteryzuje się zwiększoną zmiennością – szczególnie dotyczy to spółek
małych, o niskiej płynności. Jednak również w ich przypadku można próbować
wykorzystywać krótkoterminowe wahania kursu. Zakładając brak widocznego kanału
cenowego, warto zabezpieczyć się zleceniami typu stop loss – poduszką
bezpieczeństwa w przypadku, gdy kurs po krótkoterminowych spadkach, wbrew
przewidywaniom będzie dalej nurkował. Brak takich zabezpieczeń w strategii
krótkoterminowej może spowodować, że będziemy prezentowali się jak „maklerzy w
czerwonych szelkach, którzy skaczą z dachu New York Stock Exchange przy Wall
Street… bez spadochronu, licząc na miękkie lądowanie”.
Coraz większego znaczenia na trudnym obecnie rynku nabierają różnego rodzaju systemy transakcyjne, zyskujące na popularności nie tylko na rynku instrumentów pochodnych, ale również na rynku akcji. Jednak ich zastosowanie (np. strategii Krutsingera – typowej strategii nastawionej na przewidzenie momentu odwrócenia trendu) jest wysoce indywidualną kwestią, a ich skuteczność w dużej mierze zależy od trafności przyjętych założeń.
Nie mając ochoty na podejmowanie ryzyka możemy wstrzymać się od inwestycji w okresie dekoniunktury, ale należy mimo wszystko monitorować wydarzenia na rynkach giełdowych. Bessa, podobnie jak hossa, nie trwa wiecznie, dlatego warto wypatrywać sygnałów świadczących o odwróceniu trendu. Mogą to być przede wszystkim sygnały płynące z analizy technicznej, a więc wybicie z kanału spadkowego, przełamanie oporu czy znaczący wzrost obrotów.W najbliższych tygodniach czy miesiącach chyba raczej nie należy spodziewać się znacznego odreagowania. Ogólnoświatowa sytuacja gospodarcza nie napawa optymizmem. Bardziej prawdopodobny jest okres narastającej zmienności indeksów oraz testowania ustanowionych w ostatnim czasie minimów. Przy tak nieprzewidywalnym rynku wypatrywanie kolejnych możliwych oporów wydaje się bezcelowe.
Grunwald i „gwóźdź do trumny” WIG-u
Może pomocna
mogłaby się okazać analiza wydarzeń historycznych? Ujmując obecną sytuację i
prognozy punktowe WIG-u 20 w sposób trochę żartobliwy, a zarazem może
pesymistyczny, odwołując się do ważnych dat z historii stwierdzić można
następująco: poziom końca XX wieku, a więc 2000 pkt, , został przełamany 10
października br. W trakcie sesji osiągaliśmy kolejno czasy drugiej (1939-1945),
a następnie pierwszej wojny światowej (1919), by osiągnąć nawet poziom XIX wieku
(1874). Może przyszłościowo wsparciem będą poziomy rozbiorów (1772, 1793, 1795),
bo dalej na horyzoncie widać już tylko Grunwald (1410)...
Każdy scenariusz wydaje się prawdopodobny, a ewentualne problemy kolejnej dużej instytucji finansowej mogą być przysłowiowym „gwoździem do trumny”, który spowoduje totalną panikę. Z drugiej strony panika często bywa określana jako ostatni etap bessy, aczkolwiek długości oraz głębokości zarówno bessy, jak i paniki tak naprawdę nie sposób przewidzieć.
Pewne jest, iż mimo spowolnienia wzrostu PKB polska gospodarka, przy
spadającej inflacji oraz malejących stopach procentowych, ma dobre perspektywy
rozwoju. Z dużym prawdopodobieństwem można też stwierdzić, iż GPW będzie silnym
beneficjentem wzrostów, które pojawią się po zakończeniu kryzysu
ogólnoświatowego. Myślę, że wyraźne odreagowanie może pojawić się w drugim
kwartale 2009 r. W tym czasie minie rok od wyraźnego spowolnienia gospodarczego
w Stanach Zjednoczonych, w związku z czym zniknie efekt wysokiej bazy, wszystkie
wskaźniki gospodarcze będą wyglądały dużo lepiej niż obecnie. Giełdy niezwykle
trafnie dyskontują przyszłe wydarzenia gospodarcze, może to więc zostać
odczytane jako początek odzyskiwania wigoru przez gospodarki na całym
świecie.Biorąc pod uwagę taki scenariusz widać, że musimy być bardzo czujni.
Recesja w gospodarce, bessa na giełdzie – ta terminologia obowiązuje aktualnie,
ale nie należy rezygnować z inwestycji. Warto rozważyć różne scenariusze,
przeanalizować możliwe strategie, pamiętając o dwóch podstawowych kwestiach –
naszych celach długoterminowych oraz poziomie akceptowanego ryzyka. Inwestowanie
w czasie bessy, gdy permanentnie spada kurs 90 proc. Spółek, jest wielokrotnie
trudniejsze od zakupów w czasie hossy, kiedy taka sama liczba spółek rośnie. Ale
to pozwala nam doskonalić swoje umiejętności, co z pewnością zaowocuje nie tylko
w okresie kolejnej bessy, ale również w okresie nieuchronnie czekającej nas w
przyszłości hossy.
Więcej przeczytasz w listopadowym "Rynku Kapitałowym".