PAP: Były minister zdrowia Mariusz Łapiński chce powołania komisji śledczej do zbadania wpływu firm farmaceutycznych na rejestrację leków, ustalanie cen na leki z importu i wpisywanie na listy leków refundowanych. Na konferencji prasowej w poniedziałek Łapiński przedstawił wiele zarzutów całemu szeregowi osób.
Zarzucił Ministerstwu Zdrowia manipulację wynikami kontroli w Urzędzie Rejestracji Leków, a dziennikarzy "Rzeczpospolitej" oskarżył o manipulację faktami i nierzetelność dziennikarską. Sugerował też, że b. minister zdrowia Marek Balicki doprowadził do niekorzystnej zmiany ustawy w zakresie refundowania leków.
Według Łapińskiego, mogło też dojść do popełnienia przestępstwa przez pełniącego obecnie obowiązki wiceprezesa Urzędu Tomasza Krasuckiego. Obecnemu prezesowi Urzędu prof. Michałowi Pirożyńskiemu zarzucił m.in. nieprawne działania, a parlamentarzystom: Władysławowi Szkopowi, Elżbiecie Radziszewskiej i Markowi Balickiemu - spotykanie się z dyrektorem jednej z firm farmaceutycznych, któremu - według "Rzeczpospolitej" - szef gabinetu politycznego Waldemar Deszczyński złożył korupcyjną ofertę.
Łapiński domaga się, by obrady ewentualnej komisji śledczej były transmitowane przez środki masowego przekazu.
"Nie ma innej metody na pokazanie, że działania moje i ministra Naumana rozbijały struktury korupcyjne w sferze leków i były korzystne dla ludzi chorych w Polsce" - oświadczył.
Łapiński powiedział, że o "istnieniu grupy interesu prowadzącej działania na rzecz niektórych firm farmaceutycznych, mogącej mieć charakter grupy przestępczej" poinformował szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zaznaczył, że szefowi ABW podał też "skład personalny grupy", a znajdują się w niej – według Łapińskiego - parlamentarzyści, dyrektorzy firm farmaceutycznych, urzędnicy państwowi i niektórzy dziennikarze.
Łapiński odniósł się do zleconej przez ministra zdrowia Leszka Sikorskiego na wniosek Pirożyńskiego kontroli w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Wyrobów Biobójczych.
"Z informacji, jakie posiadam, wnioski pokontrolne powstały w gabinecie politycznym obecnego ministra zdrowia, skąd następnie dokonano celowej manipulacji z przeciekiem do mediów. Zarzucenie mnie i ministrowi Naumanowi (Aleksandrowi, b. podsekretarzowi stanu w MZ - PAP) braku nadzoru miało charakter odwrócenia uwagi od rzeczywistych sprawców nieprawidłowości w urzędzie, blisko związanych z panem Wiesławem Sikorskim - szefem gabinetu. Miało także na celu ukrycie obecnych nieprawidłowości w Urzędzie Rejestracji" - oświadczył Łapiński.
Sikorski zwrócił się niedawno do prokuratury o zbadanie, czy w Urzędzie w czasie, gdy za politykę lekową odpowiadali Łapiński i Nauman, nie doszło do popełnienia przestępstwa. Wniosek taki złożył także do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Dużą część konferencji Łapiński poświęcił dziennikarce "Rzeczpospolitej", Małgorzacie Soleckiej, która m.in. opisała budzącą podejrzenia procedurę rejestracyjną rumuńskiego leku Sindaxel. Zastrzeżenia do rejestracji tego leku mieli też kontrolerzy z Ministerstwa Zdrowia.
"Prosta analiza faktów wskazuje, że w przypadku leku Sindaxel gazeta +Rzeczpospolita+ i pani redaktor Solecka sprawnie wykonali zadanie dla firmy farmaceutycznej pragnącej nie dopuścić na rynek konkurenta" - oświadczył Łapiński.
Solecka napisała, że firma farmaceutyczna Sindan Polska w zaledwie kilka miesięcy uzyskała rejestrację dla swego preparatu onkologicznego, a biuro w Warszawie wynajął tej firmie we wrześniu Waldemar Deszczyński. Tymczasem rejestracja leku zajmuje zwykle co najmniej kilkanaście miesięcy. Według dziennika, pod dokumentami rejestracyjnymi leku podpisali się Piotr Mierzejewski (dyrektor departamentu polityki lekowej w MZ, a później kierownik Urzędu Rejestracji - PAP) i Nauman.
Łapiński twierdzi z kolei, że rejestracja Sindaxelu i dopuszczenie go do obrotu trwały 16 miesięcy.
Solecka powiedziała dziennikarzom, że podtrzymuje wszystko, co napisała w artykułach w "Rzeczpospolitej". "Pan minister Łapiński mnie nie zaskoczył. Nadal działa poprzez ataki personalne" - oceniła.
Według niej, oświadczenie Łapińskiego jest "obroną przed atakiem poprzez atak", być może ze względu na to, że szykowane są kolejne publikacje. Dodała, że wspólnie z redakcją zastanowi się, czy nie podejmie kroków prawnych.
Były minister przypuszcza, że obecny prezes Urzędu Michał Pirożyński łamie prawo, bowiem w dalszym ciągu jest zatrudniony w Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii w szpitalu klinicznym im. W. Orłowskiego. Pirożyński powiedział PAP, że szpital udzielił mu urlopu, a ustawa zabrania mu jedynie podpisania umowy o pracę w trakcie pełnienia funkcji prezesa. Takiej umowy nie podpisał, odkąd został prezesem Urzędu, a umowa o pracę w szpitalu wygasa 31 grudnia tego roku.
Łapiński zarzucił mu też, że doprowadził do niezgodnej z prawem rejestracji jednego z leków.
"Ten lek jest na rynku polskim od lat i zmiana dotyczyła jedynie wielkości opakowania" - powiedział Pirożyński.
Były minister zarzucił także Pirożyńskiemu wyjazdy na konferencje sponsorowane przez firmy farmaceutyczne. "Jako prezes nigdy" - zapewnił Pirożyński.
Przyznał, że brał udział w zjazdach i konferencjach naukowych, kiedy był członkiem Komisji Rejestracji, zaznaczył jednak, że działo się to za zgodą przewodniczącego Komisji i wiedziało o tym Ministerstwo Zdrowia. Prezesa zastanawia to, że Łapiński nie stawia tego zarzutu m.in., powołanym przez siebie konsultantom krajowym.
Do czasu nadania tej depeszy PAP nie udało się skontaktować z Ministerstwem Zdrowia.