Niemal stu pracowników Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach (woj. podlaskie), największego pracodawcy w mieście, manifestowało dzisiaj przed Podlaskim Urzędem Wojewódzkim w Białymstoku. Protestujący przekazali wojewodzie petycję, w której proszą o obronę miejsc pracy oraz domagają się koordynacji „różnych działań” na rzecz ich zakładu, który cierpi z braku zamówień.
- Dużo się mówi o eutanazji. Tu następuje eutanazja przemysłu - grzmiał Marek Sobociński, przewodniczący zakładowej "Solidarności.
W tym tygodniu ma dojść do spotkania wojewody Macieja Żywno z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem. W środę ma się także odbyć ponownie posiedzenie sejmowej Komisji Infrastruktury na temat sytuacji na kolei, a ZNTK liczy, że usłyszy tam konkrety dotyczące swojej przyszłości. Tymczasem związkowcy zdecydowali w poniedziałek, że jeżeli nie będzie konkretnych postanowień dotyczących zamówień, protesty będą kontynuowane - do blokady torów w Łapach i strajku głodowego włącznie.
Na początku marca zarząd ZNTK formalnie zgłosił zamiar zwolnienia w kwietniu 400 pracowników spośród 750-osobowej załogi. Powodem jest zła sytuacja PKP Cargo, które do tej pory było głównym zleceniodawcą ZNTK. Na razie łapski zakład nie ma żadnego zlecenia od państwowego przewoźnika towarowego.
Dziś kurs Łap trzyma się poziomu 14 zł. W ciągu roku stracił 80 proc., w
ciągu miesiąca 30 proc.