Lato zarobi na zimę

Agnieszka Chromik
opublikowano: 2005-08-04 00:00

Ogrodnicy mają dobrą koniunkturę. Przybywa domów z ogrodami, a coraz więcej firm stara się uatrakcyjnić swoją siedzibę.

Mariusz Thamm, właściciel firmy Blue Garden, opiekuje się kilkunastoma ogrodami w Katowicach i Chorzowie. Zaczął osiem lat temu od koszenia trawników sąsiadom. Brał 10 groszy od metra kwadratowego, chętnych było dużo. Pomyślał, że może to być sposób na życie.

Blue Garden prowadzi pięć lat.

— Kiedy zaczynaliśmy, jeździliśmy niebieskim tico. I tak mówili o nas klienci, gdy polecali nas znajomym — ogrodnik w niebieskim autku — śmieje się Mariusz Thamm.

Na początku równolegle pracował w dziale ogrodniczym marketu Obi.

— Bałem się, jak przeżyję zimę, gdy nie ma roboty — tłumaczy.

Usługi ogrodnicze to typowa działalność sezonowa. W tym roku długo było zimno, więc sezon zaczął się dopiero w kwietniu. Jeszcze w listopadzie można wykonywać prace ziemne. Ale i tak jest kilka pustych miesięcy.

Skok na głęboką wodę

— W miarę jak przybywało klientów i zleceń, żal mi było godzin spędzonych w supermarkecie. Wydawało mi się, że w ogrodach zarobię więcej. Rok temu skoczyłem na głęboką wodę. Zrezygnowałem z Obi — wspomina Mariusz Thamm.

Jak przeżył pierwszą zimę? Co prawda odłożone pieniądze musiał wydać na remont mieszkania, bo szykowała się na świat córka Milena, ale udało mu się bez zaciskania pasa.

W sezonie zaczyna o 7.00 rano i pracuje 12 godzin. Firma zatrudnia jedną osobę na stałe oraz 4 dorywczo.

W kilku ogrodach są co piątek. W innych co dwa tygodnie. Jeśli miejsca między drzewami wyłożone są agrowłókniną i wysypane korą, to pielenie zajmuje niewiele czasu, ale na klomb z kwiatami trzeba go poświęcić już znacznie więcej.

Ile na ogród

Oprócz pielęgnacji, pielenia, przycinania gałęzi czy strzyżenia trawników, ostatnio firma ma coraz więcej zamówień na rozmaite systemy nawadniające, fontanny czy oczka wodne. Thamm z dumą opowiada, że korzystali już z systemów nawodnienia wszystkich firm obecnych na polskim rynku.

— Jesteśmy w tym naprawdę dobrzy — podkreśla ogrodnik.

Na początku lat 90., gdy usługi ogrodnicze w Polsce raczkowały, sporo firm notowało duże zyski. Wystarczyło kupić w szkółce drzewko za 100 zł, a posadzić je za 200 zł. Dzisiaj zarobki znacznie spadły, a zyski to 10-15 proc. W mniejszych firmach (mających mniej kosztów stałych) dochodzą do 30 proc.

Na urządzenie ogrodu (np. 500 mkw.) można wydać 5 tys. zł, a można i dziesięć razy więcej. Wszystko zależy od wielkości drzew — małe są znacznie tańsze od tych mających 20-30 cm średnicy. Ale ostatnio powstało sporo nowych szkółek i konkurencja sprawiła, że spadły ceny krzewów i drzew.

Thamm mówi jednak, że najczęściej klient określa, ile może wydać na urządzenie ogrodu. I w zależności od tego uzgadnia się zakres prac, elementy małej architektury i nasadzenia.

— Niedawno w Jaworznie przygotowaliśmy oczko wodne z wodospadem o wysokości 1,5 metra. Do tego pompy, system filtrujący, kamienie. Zmieściliśmy się w 10 tys. zł, jak chciał właściciel — opowiada Mariusz Thamm.

Brukarz i wywrotka

Przy urządzaniu ogrodu potrzebny jest brukarz, który ułoży ścieżki, taras czy podjazd. Na razie korzystają z podwykonawców, ale w przyszłości chcą zainwestować w sprzęt i ludzi.

— Nasza oferta będzie wówczas bardziej kompleksowa. Teraz musimy nieraz czekać, aż brukarz znajdzie dla nas czas. To wydłuża prace — dodaje Mariusz Thamm.

Planuje także kupić samochód wywrotkę — taki do 3,5 t. Największy problem jest właśnie z transportem. Za wapień triasowy, który kupuje w Miasteczku Śląskim, płaci mniej niż za jego przywóz do oddalonych o prawie 50 km Katowic.

— Za kilometr żądają 3 zł — narzeka ogrodnik.

Wywrotka pozwoliłaby mu również świadczyć usługi transportowe w martwe zimowe miesiące.

Ważne rekomendacje

— Najczęściej pracujemy w ogrodach do 500 mkw. Takich jest najwięcej. W ubiegłym roku zamówiliśmy 1000 ulotek, co kosztowało 500 zł. Roznieśliśmy je wszystkie. Okazało się, że zdobyliśmy w ten sposób jedynie trzy nowe zlecenia. Klienci są zasypywani ulotkami, więc zrezygnowaliśmy z tej formy reklamy — opowiada właściciel Blue Garden.

Została strona internetowa (www.bluegarden.glt.pl), napis na samochodzie (zainwestował w renaulta kangoo) oraz rekomendacje klientów oraz innych firm. I właśnie rekomendacje — dzięki nim ma najwięcej zamówień.