Łatwe sprawy od ręki, na trudne trzeba czasu

Jacek Zalewski
12-12-2007, 00:00

Umieszczenie Berlina na szlaku premiera Donalda Tuska, który w przyspieszonym tempie objeżdża najważniejsze stolice przed czwartkowym podpisaniem traktatu reformującego Unię Europejską, było tzw. oczywistą oczywistością. Formalna nowość wizyty szefa polskiego rządu u Angeli Merkel polegała głównie na tym, że Platforma Obywatelska z Polskim Stronnictwem Ludowym oraz niemiecka Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna znajdują się w Parlamencie Europejskim w tej samej, silnej grupie EPP-ED (Europejska Partia Ludowa /Chrześcijańscy Demokraci i Europejscy Demokraci). Natomiast Prawo i Sprawiedliwość poprzedniego gościa pani kanclerz, Jarosława Kaczyńskiego, współtworzy w Brukseli i Strasburgu marginalną UEN (Unię na Rzecz Narodów).

Polityczna bliskość obojga szefów rządów nie przyniosła jednak żadnego przełomu w relacjach polsko-niemieckich, bo po prostu nie mogła. Uśmiechy na pewno były o kilka centymetrów szersze niż poprzednio, ale gdyby efekty rozmowy przepuścić przez wyżymaczkę, to suchego zostaje niewiele. Na przykład — wzniosła deklaracja Angeli Merkel, że demokratyczne Niemcy odrzucają negowanie holocaustu, była wyważaniem dawno otwartych drzwi, jako że kilkaset metrów od jej urzędu stoi wspaniały, poruszający pomnik Żydów zgładzonych w całej Europie. Podobnie powtarzalną jedynie wartość miało oświadczenie, iż odszkodowawcze roszczenia obywateli niemieckich wobec Polski są prawnie niemożliwe — dokładnie to samo powiedział kanclerz Gerhard Schröder na obchodach 60-lecia Powstania Warszawskiego. Żaden z kanclerzy nie wypowiedział i zapewne nie wypowie przełomowych słów, które radykalnie uporządkowałyby stan prawny — że to rząd federalny przejmuje wszelkie niemieckie roszczenia.

Protokół rozbieżności po wczorajszych rozmowach dotyczy nie tylko miejsca upamiętniającego — całościowo, a nie selektywnie — drugą wojnę światową. Donald Tusk podtrzymał propozycję Gdańska, gdzie wszystko się zaczęło, Angela Merkel zaś obstaje przy „Widocznym znaku” w Berlinie, gdzie się skończyło (na europejskim teatrze działań wojennych). Wątek współczesnej nie wojny, ale na pewno też nie przyjaźni energetycznej, również utrwalił różnicę zdań. Dla Polski gazociąg po dnie Bałtyku pozostaje absurdem ekonomicznym i ekologicznym, Niemcy dostrzegają ten problem, ale wyżej stawiają jednak polityczne relacje z Rosją.

W sumie największym konkretem wczorajszej wizyty była zgodna deklaracja, że rządy Polski i Niemiec postarają się neutralizować wpływ na stosunki obu państw osób, wobec których druga strona nie ma zaufania — cokolwiek to znaczy. Tytuł komentarza, doskonale charakteryzujący stan relacji polsko-niemieckich, zapożyczyliśmy od obojga szefów rządów. Problem w tym, że na owe sprawy trudne potrzeba naprawdę bardzo dużo czasu.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Łatwe sprawy od ręki, na trudne trzeba czasu