Łazienki gościły komputerowych tuzów
W Teatrze Stanisławowskim, w warszawskich Łazienkach, podczas uroczystej gali przyznano tytuły „Lidera Informatyki 1998”. Jerzy Buzek, patron konkursu, ku rozpaczy organizatorów nie dojechał. Przybyli goście musieli się zadowolić listem Leszka Balcerowicza, a przy okazji... marzli przez godzinę w zabytkowych murach.
Premier, mimo że nie mógł przybyć osobiście na galę, przekazał finalistom wyrazy uznania i gratulacje. Podobnie wicepremier, minister finansów Leszek Balcerowicz — wyraził pisemne uznanie dla osiągnięć zwycięzców. W kuluarach spekulowano, że nieobecność premiera i wicepremiera spowodowana jest tym, że BOR nie był w stanie zapewnić im bezpieczeństwa w zabytkowym Teatrze Stanisławowskim i przylegającej do niego Starej Pomarańczarni. Inna sprawa, że finaliści i goście, których przybyło znacznie więcej niż spodziewali się organizatorzy, marzli niemiłosiernie w nie ogrzewanych zabytkowych murach. Organizatorzy nie przewidywali aż tak niskiej temperatury. Dlatego po części oficjalnej największym wzięciem cieszył się gorący bufet, a w nim staropolski bigos.
Weryfikacja rzeczywistości
Założeniem konkursu była ocena osiągnięć, uzyskanych przez różne instytucje dzięki zastosowaniu technologii informatycznych. Jego pierwszym etapem była bardzo szczegółowa ankieta. Później zgłaszający musiał przeżyć nalot jury, które na miejscu weryfikowało, jak „informatyczna sytuacja” wygląda w rzeczywistości. Tytuł przyznawano w pięciu kategoriach: przemysł, finanse i bankowość, handel i usługi, organizacje użyteczności publicznej i administracja państwowa. Tegoroczni liderzy statuetki i dyplomy otrzymali z rąk przedstawicieli ubiegłorocznych zwycięskich firm i instytucji: ABB Zamech, Banku Rozwoju Eksportu, Totalizatora Sportowego, Centrum Onkologii-Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie oraz Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.
Zwycięzcy finału
Ostatecznie spośród 19 finalistów, którzy otrzymali dyplomy, pięciu firmom wręczono statuetki liderów. W kategorii przemysł wygrał ABB Dolmel. W finansach i bankowości uhonorowano Kredyt Bank PBI, zaś w handlu i usługach Macro Cash and Carry w Warszawie. Z organizacji użyteczności publicznej wyróżniono Bibliotekę Śląską z Katowic. Wśród instytucji administracji państwowej wygrał wyróżniony w zeszłym roku Urząd Miejski w Szczecinie.
WYMAGANIA KLIENTA: Inwestując liczymy na osiągnięcie dodatkowych efektów — zysku, którego większą część oddajemy klientom w postaci niższych cen. Zdajemy sobie sprawę, że wkrótce rynek będzie tego wymagał — mówi Janusz Hadryś, dyrektor ds. informatyki Makro Cash and Carry.
SZEROKIE SPOJRZENIE: Onegdaj założyliśmy, że użytkownikom nie jest potrzebna wiedza o sprzęcie. Ich interesuje szybki i łatwy dostęp do danych. Nie w narzędziach jest siła, tylko w gromadzeniu informacji — wyjaśnia Grzegorz Fiuk, dyrektor Wydziału Informatyki Urzędu Miejskiego w Szczecinie.
SKAZANI NA SUKCES: Na departament informatyki rokrocznie przeznaczamy ogromne środki. Nie mamy jednak innego wyjścia: rynek jest bezlitosny. Musimy wydać dużo, by później zarobić jeszcze więcej. Nie inwestujemy bez oceny opłacalności projektu. Aby być pewnym, że dobrze wydatkujemy nasze pieniądze, zbieramy opinie zewnętrznych specjalistów. W ten właśnie sposób, inwestując w informatykę, wygrywa się walkę z konkurencją na tym rynku. Trzeba jednak być zawsze, choćby o pół kroku, przed innymi we wdrażaniu nowych technologii — uważa Stanisław Pacuk, prezes Kredyt Bank PBI.
NIE BOJĘ SIĘ INFORMATYKI: Obecnie wśród bibliotekarzy ścierają się dwie tendencje: pierwsza preferuje wolny dostęp do półek z książkami, druga gwarantuje szybkość uzyskania informacji. Opowiadam się za drugą tendencją — mówi prof. dr hab. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej w Katowicach.
OFICJELE PRZYJADĄ: Animator przedsięwzięcia, Kazimierz Szot, prezes IDG, uważa, że przyszłoroczną edycję konkursu odwiedzą już oficjele. Na zdjęciu K. Szot (z lewej), podczas rozmowy z Wojciechem Rybką z Wrigley Poland.
UWAGA NA INFORMATYKÓW: Spraw informatyzacji nie można zostawić w rękach informatyków, ponieważ istnieje zagrożenie, że będą uprawiać sztukę dla sztuki — twierdzi Roman Buliński, prezes i dyrektor generalny ABB Dolmel.