Le Mans juz czeka na polskich kibiców

Łukasz OstruszkaŁukasz Ostruszka
opublikowano: 2017-02-05 22:00

Fani Roberta Kubicy mogą już rezerwować noclegi w Le Mans na połowę czerwca. Polak wraca na tor, i to od razu na najwyższym poziomie

24 Heures du Mans lub po prostu Le Mans to najstarszy wyścig długodystansowy na świecie. Już od 1923 r. śmiałkowie podejmują wyzwanie jeżdżenia w kółko przez całą dobę. Wyścig jest morderczym zadaniem nie tylko dla ludzi, ale przede wszystkim dla maszyn. W tym roku w stronę francuskiego miasta będą spoglądały oczy milionów Polaków.

Robert Kubica wraca na tor — taka informacja obiegła polskie i światowe media pod koniec ostatniego tygodnia. Nie chodzi o wyścigowy epizod czy start w mało popularnej serii zawodów, ale o ściganie się na najwyższym poziomie. Polak weźmie udział w cyklu FIA World Endurance Championship (WEC), czyli serii trudnych wyścigów długodystansowych, ze słynnym Le Mans jako klejnotem w koronie.

Warszawę i Le Mans dzieli 1795 km, które samochodem można przejechać w nieco ponad 16 godzin. Organizatorzy przygotowali bilety z różnymi pakietami — pełny na sobotę, czyli dzień rozpoczęcia wyścigu, kosztuje ponad 3 tys. EUR, ale wejściówkę można kupić już za 82 EUR.

Dodatkowa zachęta: w czasie rozgrywania zawodów 17-18 czerwca w Polsce mamy długi weekend. Le Mans będzie w tym roku polskie dzięki Austriakom. Roberta Kubicę zatrudnił prywatny zespół ByKolles Racing, który wystawi bolid o nazwie CLM P1/01 Nismo w najwyższej klasie LMP1.

Do boju w tej kategorii wyruszą także fabryczne ekipy Porsche i Toyoty. W wyścigach długodystansowych jeden bolid prowadzi na zmianę trójka kierowców. Pierwszym partnerem Kubicy będzie Brytyjczyk Oliver Webb, a kolejnego pozna później. Gwiazdą ByKolles będzie jednak bezsprzecznie Polak.

— Po startach w rajdach szukałem czegoś tak zbliżonego do Formuły 1, jak to tylko możliwe. Dokładnie to znalazłem w LMP1 — mówi Robert Kubica. Rzeczywiście znajdzie w WEC wszystko, za czym tęsknił od czasu przymusowego, bo spowodowanego przez kontuzję, pożegnania z F1. Kierowcy jeżdżą zamkniętymi bolidami o mrożących krew w żyłach osiągach.

Przykładowo: porsche 919 hybrid, które zdobywało w ostatnich dwóch latach mistrzowskie tytuły, napędzane jest dwoma silnikami, które razem zapewniają 900 KM mocy i pozwalają rozpędzić się do 340 km/h. Auto ma ponad 4,6 m długości, nieco ponad 1 m wysokości, prawie 2 m szerokości i dużą płetwę aerodynamiczną łączącą kabinę z tylnym spojlerem. Konstrukcja bez kierowcy waży zaledwie 875 kg, więc moc w przełożeniu na wagę gwarantuje przyspieszenie w 2,2 sekundy „do setki”.

W tego typu maszynie Robert Kubica poczuje się jak ryba w wodzie. Wyczerpujący sezon rozpocznie się już w kwietniu wyścigiem 6 godzin Silverstone. To dla Kubicy doskonale znane miejsce, choćby z czasów ścigania w F1. Później będą jeszcze imprezy w Spa, Nurburgringu, Mexico City, Austin, Fuji, Szanghaju, a w listopadzie w Bahrajnie. Najważniejszy i najbardziej prestiżowy jest oczywiście czerwcowy wyścig 24 godziny Le Mans. Te zawody przyćmiewają swoim blaskiem nawet królewską Formułę 1.