Decyzję o sprzedaży przynoszącego straty szpitala Katowice podjęły jeszcze jesienią. Jednak, nieremontowana od dawna, placówka nie spełniała technicznych i sanitarnych wymogów Unii Europejskiej i kolejne przetargi kończyły się fiaskiem. Pod koniec ubiegłego roku na zakup szpitala zdecydowali się lekarze pracujący w nim dotychczas. O złotówkę przebili cenę wywoławczą.
Lekarze nie chcą mówić, ile pożyczyli z banku, a ile zainwestowali z własnych pieniędzy na zakup szpitala. Miasto rownież nie ujawnia tej informacji, twierdząc, że to tajemnica handlowa. Medycy wierzą jednak, że im się uda.
"Będzie to pierwsza sytuacja, kiedy ktoś w Polsce kupuje wielki szpital z całym majątkiem i kontraktem na leczenie" - cieszy się ordynator urologii dr Wiesław Duda.
Ale nie wszystko przebiegało gładko. Z powodu braku unijnych standardów urząd wojewódzki nie chciał wpisać placówki do rejestru (wymagane to jest przy zmianie właściciela), a bez tego wpisu banki odmawiały kredytu kupcom.
Pośrednio z pomocą przedsięwzięciu przyszła jednak minister zdrowia Ewa Kopacz, która przesunęła wejście w życie rozporządzenia mówiącego, że do rejestru wojewody mogą być wpisywane jedynie placówki spełniające zaostrzone normy. Dzięki temu katowicki szpital będzie zarejestrowany, a 27 marca jego właścicielami staną się lekarze. Czy nie porywają się z motyką na słońce?
"Dotychczas szpital nie przynosił zysków, bo jako placówka publiczna nie mógł prowadzić działalności komercyjnej. Po prywatyzacji to ograniczenie zniknie" - ocenia rzecznik Urzędu Miasta Katowice Waldemar Bojarun. "Prywatyzacja pomoże też pacjentom. Szpital został bowiem sprzedany z założeniem, że będzie realizował tyle samo usług dla mieszkańców i takiej samej jakości co wcześniej. Dodatkowo jednak poza pacjentami kontraktowymi, za których leczenie płaci NFZ, placówka będzie mogła zarabiać na płatnych zabiegach" - dodaje.
Likwidator szpitala Krzysztof Zaczek poinformował "Dz", że wraz ze sprzedażą
nowym właścicielom NFZ zgodziło się także na cesję wynegocjowanego ze szpitalem
kontraktu. "Na razie obowiązuje on do kwietnia i opiewa na ponad 5 mln zł" -
wyjaśnia Zaczek. "Później będzie renegocjowany" - dodaje. (PAP)