Lektury

Marek Matusiak
opublikowano: 1999-04-19 00:00

Rejestrowanie rejestrowego

Polski zastaw rejestrowy wzbudza zachwyty w gronie europejskich legislatorów. Nad potrzebą naśladowania jego rozwiązań dyskutuje się w Niemczech, na których wzorowaliśmy się konstruując większość naszych instytucji prawnych.

Jednak w Polsce, po szesnastu miesiącach od jego wprowadzenia, notowania ma marne. Większość pożyczkobiorców wyobrażała sobie, że wypełni wniosek o zarejestrowanie zastawu, urzędniczka w rejestrze wstuka go do komputera i po chwili z drukarki wypełznie zaświadczenie, które można będzie zanieść do banku, jako dowód na zabezpieczenie pobieranego kredytu.

Próżne nadzieje. Tak nie jest i, co więcej, chyba nigdy nie będzie. Nawet gdy sześć zajmujących się tym obecnie sądów upora się z nawałą 250 tys. starych zastawów podrzuconych im przez banki do przerejestrowania w ciągu dwóch czerwcowych tygodni 1998 roku.

A to dlatego, że prawo nakazuje poddać szczegółowej kontroli nie tylko wniosek o zarejestrowanie zastawu, ale i wiarygodność samej umowy zastawniczej. W tym celu sędziowie sądu rejonowego sprawdzają na przykład, czy rzecz obciążył jej prawdziwy właściciel (zastawca).

„Businessman Magazine“

IV/1999

Buble pod kontrolą

Wybuchające butelki z napojami gazowanymi, żywność z dodatkiem szkodliwych środków konserwujących, tekstylia powodujące uczulenie bądź zabawki z tworzyw zawierających toksyczne substancje, to najczęściej ujawniane przypadki towarów zagrażających zdrowiu i życiu ludzi.

W obecnym stanie prawnym eliminowanie takich produktów z rynku jest utrudnione. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zapewnia jednak, że projekt ustawy o bezpieczeństwie towaru spełnia standardy światowe i dostosowuje nasze ustawodawstwo do rozwiązań przyjętych w krajach Unii.

Projekt ustawy zobowiązuje producenta do udzielenia konsumentowi pełnej informacji o zakupionym przez niego towarze. Pozwoli to każdemu klientowi prawidłowo użytkować bądź wykorzystywać zakupiony towar. Jeśli produkt stwarza zagrożenie dla życia, to zarówno producent, jak i sprzedawca muszą wycofać go z rynku.

Fachowcy są zdania, że producent ponosi pełną odpowiedzialność za wytworzony przez siebie towar. Urzędnik z kolei nie powinien kwestionować, a czasem tak się zdarza, norm powszechnie obowiązujących w świecie, a nie pasujących do przestarzałych krajowych standardów.

Taki konflikt to realny, stwarzający istotne zagrożenie, problem. Przy braku dostosowania norm, a zgodnie z projektem, w przypadku ujawnienia przez inspekcję handlową szkodliwości danego produktu, prezes urzędu konkurencji będzie mógł zakazać przedsiębiorcy wytwarzania takiego towaru.

„Gazeta Bankowa“