LEKTURY
Innowacyjny impas
Wzrost deficytu w handlu zagranicznym jest jednym z największych zagrożeń dla stabilności polskiej gospodarki. Przyczyną jest przede wszystkim mała konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Wzrost eksportu produktów o niskiej jakości i niskim stopniu przetworzenia nie jest w stanie odwrócić niekorzystnej tendencji w handlu zagranicznym.
Dla usprawnienia funkcjonowania polskich firm, unowocześnienia i udoskonalenia ich produktów niezbędne jest zwiększenie nakładów na badania i rozwój, wdrażanie nowych technologii i organizacji, szkolenie pracowników i przyspieszenie działań. Tymczasem udział nakładów na prace badawczo-rozwojowe wynosi około 0,7 proc. PKB i w ostatnich latach maleje. Jest on zresztą najniższy w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W krajach Unii Europejskiej nakłady na badania i rozwój stanowią średnio 2 proc. PKB.
Zwiększenie środków przeznaczanych bezpośrednio na badania z budżetu państwa, czego domaga się znaczna część środowiska naukowego, byłoby jednak nieuzasadnione. W gospodarce rynkowej to głównie przedsiębiorstwa, a nie budżet państwa, muszą zwiększyć nakłady na prace badawcze i rozwojowe, wdrażanie nowych technologii, szkolenie pracowników.
„Gazeta BCC”
Jakie sklepy lubią Polacy
Jeszcze nigdy w historii polskiego handlu selekcja tych, którzy przetrwają, nie była tak ostra. Wysokie podatki i konkurencja zagranicznych sieci sprawiają, że tylko najbardziej aktywni, z pomysłem i rozeznaniem klienckich gustów mogą liczyć na przetrwanie. Inni — prędzej czy później będą musieli zmienić zawód. Naukowcy twierdzą, że szansę mają duzi i mali, najcięższe czasy przyszły na średniaków.
Poznańska Akademia Ekonomiczna przeprowadziła badania na temat preferencji kupujących. Z 907 pytanych o opinie wielkopolskich gospodyń domowych 43 proc. popiera rozwój zagranicznych sieci handlowych, 63,5 proc. uważa, że sklepy (zwłaszcza hipermarkety) powinny być otwarte w weekendy, a 25 proc. z tą opinią się nie zgadza. 75 proc. gospodyń dokonuje zakupów w super- i hipermarketach, 82 proc. — w małych sklepach osiedlowych, a 58 proc. — na targowiskach.
Z badań poznańskich ekonomistów wyraźnie wynika, że najmniej popularnymi sklepami są markety średniej wielkości. Statystyki wykazują, że właśnie placówki tej kategorii mają najwięcej problemów z utrzymaniem się na rynku.
Oczywiście z badań populacji wynoszącej niespełna 1000 osób i w dodatku pochodzącej z jednego regionu, trudno wysnuwać wnioski dotyczące całego kraju. Wydaje się jednak, że ujawnione tu preferencje można odnieść także do innych części Polski. Duzi będą w ofensywie, mali — jakoś sobie poradzą, średni — będą mieli kłopoty.
„Supermarket”