Lektury

Marek Matusiak
opublikowano: 21-06-2000, 00:00

LEKTURY

Eksportowa zapaść

Eksportowa niemoc — mimo optymistycznych prognoz Banku Światowego — najwyraźniej nadal się pogłębia. W pierwszym kwartale dorobiliśmy się deficytu handlowego nawet z Ukrainą, jednym z nielicznych państw, z którymi mieliśmy dotychczas nadwyżkę w obrotach. Przewidziana w tegorocznym budżecie dynamika eksportu na poziomie 14 proc. jest sennym marzeniem. W kwietniu Ministerstwo Gospodarki oficjalnie obniżyło prognozę trzyipółkrotnie, do 4 proc. (import wzrosnąć ma o 6 proc.). Nie licząc ubiegłorocznej zapaści, byłby to najgorszy wynik od 1994 r. W najsłabszym jak dotąd pod tym względem 1996 r. eksport wzrósł o prawie 10 proc.

Nasza siermiężna oferta eksportowa stanowi wierne odbicie gałęziowej struktury polskiej gospodarki. W odróżnieniu od czeskiej, a zwłaszcza węgierskiej, pozostaje ona po staremu zdominowana przez gałęzie surowcowe oraz produkujące nisko przetworzoną masówkę. Dlatego wyroby przemysłowe stanowią 46 proc. naszego wywozu, a na Węgrzech 74 proc. Wyroby zaliczone do ekskluzywnej grupy high technology to ledwie 5 proc. naszego wywozu. Handlując surowcami i niewykwalifikowaną pracą nie możemy oczekiwać eksportowego cudu.

„Polityka”

Kręte ścieżki e-commerce

Podstawowymi kryteriami w polskich realizacjach e-biznesowych nie są wcale jak najniższa cena dotarcia czy rozległość grupy klienckiej, czy wreszcie szerokość oferty. Są nimi bezawaryjność i jak najwyższy stopień bezpieczeństwa serwisu. Konstatacja ta wynika z przeglądu wszystkich ważniejszych — udanych zresztą — projektów e-commerce, jakie udało się zrealizować w Polsce w 1999 r. i na początku roku obecnego.

Takie ustawienie priorytetów oznacza jednak, że próżno szukać w polskim e-biznesie miejsca dla klienta masowego. Zarówno bowiem bezpieczeństwo, jak i bezawaryjność kosztują, a przyjęte przez właścicieli portali wskaźniki oznaczają konieczność instalacji najdroższego sprzętu i najdroższych na rynku aplikacji oraz wykorzystania wysoce wyspecjalizowanych narzędzi. W sumie — wydatek przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy USD, a w przypadku nieuniknionej rozbudowy serwisu — już ponad 200 tys. USD.

Z drugiej strony, rozwój e-commerce napotyka bariery instytucjonalne. Główną jest brak regulacji prawnych w zakresie dokumentu elektronicznego, a także brak standardu podpisu elektronicznego, co ogranicza formy płatności do zaliczenia pocztowego oraz karty. Ta druga, szybsza opcja, jest obciążona ryzykiem wykradzenia numeru karty i użycia go do bezprawnych zakupów przez złodzieja. W Polsce jest to ryzyko tak duże, że przedstawicielka Visa International zwróciła się do właścicieli kart o nieużywanie ich w Internecie!

„Raport Teleinfo”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Matusiak

Polecane