Lektury

Jacek Zalewski
opublikowano: 2000-08-07 00:00

LEKTURY

Sprawa „Rzepy”

Dzień po odwołaniu przez zarząd Presspubliki redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Piotra Aleksandrowicza w stopce gazety widniało jeszcze jego nazwisko. Zarząd udzielił za to nagany jednemu z zastępców naczelnego — ten tłumaczył, iż przy sporze między wspólnikami takiej decyzji się nie podejmuje, a zarząd nie decyduje o stronie redakcyjnej. Prezes zarządu, powołując się na prawo prasowe, twierdził, że stopka jest własnością wydawcy (brak tam takiego zapisu). Dopiero p.o. naczelnego Maciej Łukasiewicz wydał pisemną dyspozycję usunięcia nazwiska byłego przełożonego ze stopki.

Spór bierze się z fatalnie — dla strony polskiej — skonstruowanej umowy spółki, która daje dużą przewagę większemu udziałowcowi. Orkla dysponuje większością głosów na zgromadzeniu wspólników, tylko niektóre uchwały muszą przechodzić większością 80 proc., umowa wyszczególnia te przypadki. Orkla ma także możliwość przeforsowania uchwał w zarządzie. Zgodnie z umową spółki, zarząd podejmuje uchwały większością głosów, lecz w razie równowagi głos decydujący ma prezes. Ta moźliwość została stworzona za czasów Francuzów na wypadek drobnych spraw, o których prezes zarządu mógłby decydować sam. Ponieważ nie zapisano tego zastrzeżenia, wspólnik norweski stosuje ją bez względu na ważkość decyzji. Prezesa zarządu mianuje rada nadzorcza, lecz kandydata wskazuje Orkla. Radę wybiera większością 80 proc. zgromadzenie wspólników. Przewodniczącego rady wskazuje strona polska, lecz większość w niej (4:3) mają Norwegowie.

„Press”

Ideologiczne uwłaszczenie

Ustawa z 14 lipca, a zwłaszcza wspierająca ją kampania w mediach premiuje i utwierdza w poczuciu polskości osoby niezdolne zapewnić własną pracą mieszkania rodzinie, stawia natomiast pod znakiem zapytania uczciwość i patriotyzm tych, którzy się mieszkań dorobili, potrafią o nie dbać, wnoszą w terminie konieczne opłaty. Jak przystało na ten sposób myślenia, „sprawiedliwość społeczną” (ma ona z normalną sprawiedliwością tyle wspólnego, co „demokracja socjalistyczna” ze zwykłą demokracją) pragnie się tu wprowadzić na skróty, dekretem. Majątek spółdzielni, gmin i majątek przedsiębiorstw sprywatyzowanych z większym niż 50 proc. kapitałem Skarbu Państwa może zostać arbitralnie uszczuplony, by mieszkania pracownicze dostali ci, co je akurat zajmują. Prawa prywatnych udziałowców przedsiębiorstwa, choćby mieli 49 proc. akcji, pozostają w ten sposób pogwałcone — ustawodawcy to jednak nie interesuje. Ideologowie nie patrzą na takie drobiazgi.

Cokolwiek się stanie z tą ustawą — czy ją Trybunał Konstytucyjny zdyskwalifikuje, czy ją prezydent zawetuje, czy nie — pojawienie się jej i przyjęcie przez parlament wolnego kraju stanowi wyjątkowo jaskrawy dowód, że w odbudowie państwa prawa po jego dewastacji przez komunizm posunęliśmy się niewiele.

„Polityka”

Możesz zainteresować się również: