Lewica zaprezentowała "Zielony Pakt dla Polski"

PAP, DI
opublikowano: 21-09-2019, 16:42

"Zielony Pakt dla Polski" to nowy rozdział w walce ze zmianami klimatu; myśląc globalnie musimy działać lokalnie - mówił podczas regionalnej konwencji lewicy lider Wiosny Robert Biedroń.

Robert Biedroń
Zobacz więcej

Robert Biedroń fot: Adam Chelstowski / Forum

Biedroń był jednym z gości regionalnej pomorskiej konwencji lewicowego bloku - SLD, Wiosny, Lewica Razem - która odbyła się w sobotę w jednym z prywatnych studiów filmowych w Gdyni. Poza liderem Wiosny w konwencji wzięli udział m.in. liderzy Lewicy Razem - Adrian Zandberg oraz SLD - Włodzimierz Czarzasty.

Biedroń na początku swojego wystąpienia podziękował młodym ludziom, którzy wzięli udział w piątkowym strajku klimatycznym. "Dzisiaj Lewica przedstawiła swój pomysł na to jak walczyć z katastrofą klimatyczną. To "Zielony Pakt dla Polski", w tym 10 punktów - zielona energia w każdym domu, zakaz importu węgla, Polska wolna od smogu, ogólnopolski program retencji, więcej parków narodowych, fundusz dzikiej przyrody, koniec ferm futrzarskich, chowu klatkowego i zwierząt w cyrkach, powołanie rzecznika praw zwierząt" - wymieniał Biedroń.

Dodał, że "Zielony Pakt dla Polski" to nowy rozdział w walce ze zmianami klimatu. "Let's make Poland great again. Tak wygląda Polska dla dzisiejszego pokolenia. To nowoczesne państwo dobrobytu, które Lewica dzisiaj zaproponowała, tutaj na Pomorzu" - mówił Biedroń.

Podkreślił, że "w Polsce każdego roku aż 45 tys. ludzi umiera przez smog". "To tak jakby każdego roku odchodziło miasto, mniej więcej wielkości Chojnic. Tak być nie musi i Lewica to zmieni" - zapewnił. "Myśląc globalnie musimy działać lokalnie" - dodał.

Lider Wiosny wspominał także swoją prezydenturę w Słupsku. "Kiedy startowałem na prezydenta Słupska wszyscy mówili, że to niemożliwe, że się nie da. Mówili, że niemożliwe jest uratowanie od długu piątego najbardziej zadłużonego miasta w Polsce. (...) Mówili, że niemożliwe jest przeciwstawienie się cyrkom ze zwierzętami, mówili, że niemożliwe jest zbudować miasto nowoczesne, zielone, nowej generacji. A jednak zrobiliśmy to w Słupsku, a dzisiaj zrobimy to w całej Polsce" - powiedział.

Dodał, że "średniej i małej wielkości miasta nie muszą być skazane na zapomnienie, lewica będzie o nich pamiętała". "Sprawimy, że zasada zrównoważonego rozwoju będzie funkcjonowała nie tylko w dużych metropoliach, ale także w tego typu miastach. W tym lewica jest wiarygodna" - zaznaczył.

"Lewica startuje w wyborach, że powstrzymać PiS, żeby ochronić środowisko, żeby "Zielony Pakt dla Polski" był rzeczywistością.(...) Zmienimy oblicze tej ziemi, zmienimy politykę, pokażemy, że inna polityka jest możliwa. Zrobiliśmy to w Słupsku, zrobimy w całej Polsce" – podkreślił.

Z kolei Zandberg w swoim wystąpieniu przypomniał, że kilkadziesiąt lat temu na Pomorzu Gdańskim "młodzi stoczniowcy odważyli się upomnieć o wolność i o godność pracy". "Była garstka odważnych ludzi i ta garstka odważnych ludzi zmieniła historię. Wolnej Polski nie byłoby bez tej historii, bez ich odwagi, ale też bez współpracy, współpracy pomiędzy robotnikami i inteligentami, bez porozumienia i gotowości do kompromisu, wreszcie bez nadziei. Nam, Polsce ciągle jest jeszcze daleko do tego marzenia sprzed lat, ale solidarne, demokratyczne państwo to nie jest utopia" - mówił.

Podkreślił, że choćby w krajach skandynawskich "żyje się o wiele łatwiej niż w Polsce". Dodał, że w krajach tych "nie wyrzuca się ludzi z pracy za to, że założyli związek zawodowy", a "zwykły pracownik ma pensję, która wystarcza na wygodne życie, na zapłacenie za wynajem mieszkania, na wakacje z dzieciakami". "Naprawdę wierzę, że Polska też może być takim krajem. Wierzę, że Polska może być krajem, w którym prawo broni słabszych przed silnymi. Wierzę, że Polska może być krajem, który szanuje pracowników budżetówki i godnie im płaci. Wierzę wreszcie, że Polska może być krajem, w którym konfliktów społecznych nie rozwiązuje się przy pomocy szczucia i przy pomocy pogardy lejącej się z telewizora, ale na drodze normalnych, ludzkich negocjacji" - powiedział Zandberg.

Dodał, że zadaniem lewicy jest dotrzeć do ludzi, którzy stracili nadzieję na zmiany, żeby przekonać ich, by poszli na wybory. Podkreślił, że historia "Solidarności" pokazuje, że nie można się poddawać i nie można oddać żadnych wyborów walkowerem. "Lewica będzie walczyć, bo wiemy, że zmiana, której niewielu się spodziewa, może być tuż za rogiem i że żadna władza, panie Kaczyński, nie trwa wiecznie" - stwierdził lider Lewicy Razem.

"Prawica lubi powtarzać, że Polska to jest kraj "Solidarności", ale czy tak jest naprawdę? Szczerze mówiąc - wątpię, bo wystarczy spojrzeć na tamte 21 postulatów, żeby zobaczyć jak wielu z nich nadal nie zrealizowano. Ale ja wierzę, że Polska może stać się krajem solidarności, tylko solidarności pisanej z małej litery, krajem troski o drugiego człowieka, krajem wrażliwości, krajem otwartości i dialogu, krajem pomocy wzajemnej" - podkreślał.

Zandberg mówił też, że przed Polską stoją wielkie wyzwania, a największym z nich - jego zdaniem - jest zagrożenie zmian klimatycznych. Przypomniał w tym kontekście susze, które od lat występują w Polsce, a także podwyżki cen żywności, które są z tym związane oraz problemy z wodą w kolejnych miastach w Polsce. "Jeżeli chcemy, żeby nasze dzieci żyły w bezpiecznym świecie, to nie możemy czekać, musimy działać. Musimy unowocześnić naszą gospodarkę tak, żeby nie niszczyła środowiska i w Polsce chyba tylko lewica to rozumie, dlatego proponujemy wielkie, publiczne inwestycje w czystą energetykę i nowe technologie" - mówił.

"Ta nowa, zielona gospodarka, te innowacyjne technologie nie powstaną same" – podkreślił Zandberg dodając, że istotną rolę musi w tym odegrać państwo. "Dlatego lewica podniesie nakłady na badania i rozwój do 2 proc. Produktu Krajowego Brutto i dlatego uruchomimy narodowy program wspierania innowacyjności - program Kopernik. Co roku 3,5 mld zł będą trafiały do przedsiębiorstw po to, żeby pozwolić im odważnie ruszyć w przyszłość. Tak, żeby w końcu symbolem polskiej gospodarki były nowe technologie, bezpieczne dla środowiska, a nie wielcy truciciele i nie emisje dwutlenku węgla" - powiedział.

Z kolei Czarzasty w swoim przemówieniu skupił się m.in. na podejściu polskich partii politycznych do historii. Jak mówił historia jest jedna i nie można pisać jej od początku. "Żadna władza, żadna partia, żaden rząd nie napisze historii od początku" - mówił Czarzasty. Dodał, że historii trzeba się uczyć, a nie dodawać "swoje szczególiki". "Historia Polski nie zaczęła się cztery lata temu" - powiedział szef SLD. Zaznaczył też, że np. Westerplatte to "miejsce zadumy, a nie politycznej zadymy". "Westerplatte jest polskie i nie można tańczyć na tym miejscu i mówić: +jest bardziej moje, jest bardziej twoje+" - podkreślił.

Wspomniał też o zamordowanym prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu i deklaracjach polityków po tym tragicznym wydarzeniu, że nigdy więcej hejtu. "Każda przyrzekał, każda partia, wszyscy mówili: będziemy wrażliwi, będziemy delikatni, będziemy się uśmiechali do siebie, nie będziemy się obrażali" - mówił szef SLD. "A okazało się, że w Ministerstwie Sprawiedliwości powstała po prostu farma hejterów. Przecież żeście na grobie Pawła Adamowicza obiecywali, że nigdy się do tego nie będziecie odnosili, że nie będziecie pluli" - powiedział Czarzasty.

Przypomniał, że lider PO Grzegorz Schetyna w piątek powiedział do lewicy "nie atakujmy się". "Traktujemy to jako dobrą monetę. Wiemy, co to partie demokratyczne, szanujemy Platformę, szanujemy PSL, szanujemy wszystkich tych, którzy demokratycznie podchodzą do życia" – powiedział. Dodał, że ze słów Schetyny wnioskuje, iż "przyszła refleksja nad tym, żeby nie wyjmować ludzi i nie zapraszać ludzi z innych obozów na swoje listy wyborcze, że o tym zapominamy, wybaczamy". "Rozumiemy, że nie będziemy oglądali filmów robionych przez posłów PO o tym, że opłaca się tylko głosować na Koalicję Obywatelską, a nie na PSL i SLD, bo to głos stracony" - mówił Czarzasty.

W trakcie spotkania głos zabrały także dwie lewicowe działaczki startujące w nadchodzących wyborach: szefowa gabinetu Roberta Biedronia w Urzędzie Miejskim w Słupsku z czasów gdy był prezydentem tego miasta - Beata Maciejewska z Wiosny, które otwiera gdańską listę oraz była posłanka SLD Joanna Senyszyn, która jest "jedynką" w okręgu obejmującym Gdynię i Słupsk.

Senyszyn w swoim wystąpieniu mówiła głównie o konieczności oddzielenia Kościoła od państwa. "Tym, co nas różni od wszystkich innych partii i od wszystkich innych kandydatów jest to, że tylko lista numer 3 gwarantuje świeckie państwo. Świeckie państwo, to to, na co czeka 64 procent Polaków. Nawet jedna trzecia wyborców PiS-u chce świeckiego państwa" – podkreśliła b. posłanka.

"Musimy zlikwidować przywileje finansowe Kościoła. To będą środki finansowe na nasz program w dużej mierze. Na przykład program "lekarstwa za 5 zł" kosztuje 6 miliardów złotych. Tyle wynosi zwolnienie podatkowe kościelnych osób prawnych z podatku dochodowego" – powiedziała pytając, dlaczego wszyscy płacą podatki, a tylko Kościół ma ich nie płacić. "Nie chcę tego. Wszyscy obywatele muszą być równi tak stanowi konstytucja" – zaznaczyła.

Z kolei Maciejewska podkreśliła, że kwestie związane z działaniami na rzecz środowiska, to rzecz, która łączy wszystkie ugrupowania lewicowe. "Gdańsk dzisiaj mógłby być zagłębiem słońca, zagłębiem wiatru: mamy do tego znakomite warunki naturalne" – mówiła podkreślając, że zamiast pozyskiwać energię ze słońca i wiatru, Gdańsk jest dziś "zagłębiem węgla". "Bo to do gdańskich portów dzisiaj przypływają statki (z węglem) z Mozambiku, ze Stanów Zjednoczonych" – mówiła.

Dodała, że "nie ma nic przeciwko rozwojowi polskich portów". "Ale chciałabym, żeby - zamiast zagłębiem węglowym, stali z zagłębiem energetyki odnawialnej" – podkreśliła zaznaczając też, że lewica chciałaby "przemysł węglowy zastąpić nowym zielonym przemysłem".

"Chcemy, żeby Polska była wolna od smogu: nasze miasta są jednymi z najbardziej zatrutych miast w Europie i to koniecznie musimy zmienić" – zaznaczyła dodając, że jednym z punktów "Zielonego paktu" lewicy jest likwidacja w ciągu 15 lat dwóch milionów pieców węglowych. "Koniec z kopciuchami. Po prostu dosyć tego, bo chcemy, żeby w Polsce było najczystsze powietrze w Europie" – dodała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, DI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu