Licytuj dzieła w samych skarpetkach

opublikowano: 25-07-2019, 22:00

Czy biorąc udział w wieczornej aukcji, wypada mieć na grzbiecie marynarkę? Niekoniecznie — 9 proc. dzieł na świecie kupuje się kliknięciem

Na każde pięć obrazów wystawionych na aukcje młodej sztuki, aż dwa kupowane są online — wynika z danych platformy OneBid, pozwalającej kolekcjonerom na licytację z kanapy i podczas rozgrywek ekstraklasy. Czy inwestycje na rynku dzieł lub numizmatów rzeczywiście przenoszą się z aukcyjnych sal do internetu? Jak wskazuje raport Hiscox, światowy trend jest wyrazisty: roczny obrót sztuką w sieci wyniósł w ubiegłym roku 4,64 mln USD (17,7 mld zł), wykazując słuszny wzrost o niecałe 10 proc.

Lizak o smaku kurzu

Plakietka z numerem, którą w domach aukcyjnych potocznie nazywa się lizakiem, być może sama uznana zostanie przez następne pokolenia za kolekcjonerską rzadkość, skoro rynkowi sztuki online wróży się wyłącznie wykresy z rozmachem. Jak wynika z raportu ubezpieczyciela notowanego na londyńskim parkiecie, przewidywany roczny wzrost segmentu to średnio nawet 15 proc., co doprowadzić ma do pułapu 9,32 mld USD (35,6 mld zł) sprzedaży w 2024 r. Trudno nie zwrócić uwagi, że dane tego kalibru muszą być stosownie uogólnione, jednak oprócz prognozy na dni, których nie znamy, analitycy Hiscox nakreślili również trendy wynikające z obserwacji — najważniejsze dotyczą hojnych wydatków i wąskich ekranów. „Big spenders”, czyli kolekcjonerzy skłonni wydać rocznie ponad 100 tys. USD na dzieła, okazują się stanowić najliczniejszą grupę wizytującą internetoweplatformy z obiektami, a połowa z nich przyznała, że odwiedza je nawet kilka razy tygodniowo. Jeśli cyfrowa tendencja rzuca się w oczy również w Polsce, warto się zastanowić, czy i lokalni kolekcjonerzy za paroma kliknięciami wydają setki tysięcy złotych.

— Zdarza się i tak, a grono licytujących najdroższe dzieła online będzie się, moim zdaniem, poszerzać. Obecnie największe zainteresowanie tą metodą wykazują kolekcjonerzy numizmatów, bo sprzedaż przez internet sięga 90 proc. całego obrotu aukcji, natomiast miłośnicy malarstwa są nieco bardziej konserwatywni — aukcje młodej sztuki notują sprzedaż online na poziomie 40 proc. Starsza i droższa sztuka licytowana jest w sieci rzadziej, choć ostatnio ten trend także ulega zmianie — niedawno klienci biorący udział w aukcji przez internet wygrali obrazy za 660 tys. zł i 200 tys. zł, niemal kupując jeszcze obiekt za 1 mln zł — komentuje Jarogniew Muszyński, właściciel OneBid, wskazując, że nawet sezon na prosecco nad wodą przestał stanowić na tym rynku przeszkodę.

251dc9e0-90f6-11e9-bc42-526af7764f64
To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Galeria w smartfonie

Mimo że na ekranie telefonu olejne dzieło prezentuje się zwykle mniej okazale niż na ścianie, Jarogniew Muszyński zauważa, że licytujących przez telefon przybywa — podobnie zresztą jak w ujęciu globalnym, w którym za przodowników w tej kategorii uchodzą milenialsi. Pokolenie kolekcjonerów bez zmarszczek w niemal jednej trzeciej preferuje aukcję przez smartfon, podaje Hiscox, zaznaczając, że jeszcze rok wcześniej taką skłonność wykazywało wśród nich tylko 8 proc.

Czy to bezpiecznie tak kupować dzieło, nie widząc dokładnie,czy pastelem malował je Witkacy czy fałszerz flamastrem? Pytanie, które mogłoby zagrzmieć z konserwatywnej sekcji z lizakami, jest przy tym bardzo zasadne, dlatego że nie każda oferta nęcąca internautów zamieszczona jest przecież przez podmiot wystawiający certyfikat autentyczności. Analizując internetową sprzedaż dzieł, eksperci mają na myśli wyłącznie aplikacje samych domów aukcyjnych i galerii oraz platformy do licytowania, takie jak rodzimy OneBid — czyli skupiające na jednej stronie różne katalogi. W takich przypadkach mowa właściwie tylko o zmianie metody samego uczestnictwa w rywalizacji, podczas gdy oferentem i gwarantem autentyczności pozostaje ten sam dom aukcyjny, do którego można się udać i pooglądać obiekt nie na ekranie, tylko w ramie. Rozszerzając perspektywę o całe morze popularnych licytacji, w którym wątpliwego pochodzenia obrazy dryfować mogą wśród najróżniejszych sprzętów AGD, rzeczywiście wypada uważać — prawdopodobieństwo, że wystawione okazyjnie arcydzieło okaże się zaginioną twórczością Jana Matejki, jest jak ułamek o mianowniku większym niż czarny kosmos.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu