Liczba długów do odzyskania stale rośnie

Marta Walczak
opublikowano: 15-11-2010, 00:00

Przedstawiciele firm windykacyjnych zgodnie twierdzą, że spowolnienie gospodarcze przyczyniło się do wzrostu liczby długów do odzyskania.

Branża zarządzania należnościami to z pewnością jeden z niewielu sektorów, dla których kryzys gospodarczy był i nadal jest szansą rozwoju. Windykatorzy twierdzą, że słaba kondycja gospodarki bardzo im pomogła.

— Banki i firmy chętniej i szybciej zlecały firmom windykacyjnym należności do obsługi. Jednak spadek sprzedaży nowych produktów finansowych i utrudniony dostęp do finansowania zakupu wierzytelności sprawiły, że na kryzysie skorzystali głównie najwięksi gracze na rynku — twierdzi Sławomir Szarek, członek zarządu Casus Finanse.

Lepsza jakość

Jedną z przyczyn wzrostu zainteresowania firmami windykacyjnymi jest poprawa jakości świadczonych przez nie usług.

— Rynek usług windykacyjnych w ciągu ostatnich dziesięciu lat bardzo się zmienił. Obecna, uporządkowana sytuacja znacznie różni się od tej z początku dekady, kiedy na rynku działało wiele firm windykacyjnych o bardzo wątpliwej reputacji. Ponadto kiedyś sama instytucja windykatora budziła negatywne skojarzenia. Z czasem firmy odzyskujące należności stały się równoprawnymi uczestnikami obrotu gospodarczego. Na ich dobrą kondycję wpływają ciągle niespłacone do końca długi firm, narosłe w czasie kryzysowego 2009 r., a odzyskiwane w roku 2010 — uważa Łukasz Motyka-Radłowski, kierownik ds. rozwoju biznesu windykacyjnego w Coface Poland.

Mimo że sytuacja gospodarcza się poprawia, windykatorzy są spokojni o swoją najbliższą przyszłość. Według nich, w 2010 r. przedsiębiorcy również nie ustabilizowali całkowicie płynności finansowej, a to oznacza kolejne długi do odzyskania.

— Po czwartym kwartale 2008 r. firmy mają trudności z otrzymaniem taniego kredytu, co zwłaszcza tym przedsiębiorstwom, które przeinwestowały, przysparza dużych trudności w bieżącym działaniu. Nawet mały zator płatniczy potrafi doprowadzić firmę do bankructwa. Mimo że dno kryzysu jest już za nami, trudno mówić o zasadniczej poprawie. Można jedynie zaobserwować, że firmy nie tłumaczą się już kryzysem gospodarczym. Ponadto na przełomie 2009 i 2010 r. wzrósł popyt na usługi biur informacji gospodarczych. To zabezpieczenie przed zawieraniem umów z nierzetelnymi kontrahentami. Wszystkie te zjawiska wpływają na bieżącą sytuację na rynku usług windykacyjnych — tłumaczy Sławomir Szarek.

Długi Kowalskiego

Powodów do narzekania nie mają również ci windykatorzy, którzy specjalizują się w odzyskiwaniu długów od osób prywatnych. Z danych Grupy Kruk wynika, że w pierwszym półroczu 2010 obsługiwali oni 790 tys. spraw o wartości prawie 2 mld zł.

— W czasie prosperity Polacy chętnie zaciągali kredyty na różne zakupy. Kryzys spowodował, że niektórym z tych osób zabrakło pieniędzy na spłatę zobowiązań. Spora część powstałych w ten sposób długów trafiła do obsługi firm windykacyjnych. Z naszych danych wynika, że statystyczny Kowalski zalega z płatnościami na kwotę 2,9 tys. zł. Większość tych długów to niespłacone raty pożyczek i kredytów gotówkowych, zadłużenia na kartach kredytowych, zaległości w spłacie rat za sprzęt RTV i AGD, nieuregulowane rachunki za telefon lub kablówkę — wskazuje Piotr Krupa, prezes Grupy Kruk.

Jego zdaniem, w ciągu ostatnich kilku lat zmienił się również profil dłużnika. Tę przemianę trudno jednak powiązać z kryzysem. Raczej ze wzrostem wiedzy Polaków na temat długów i windykacji.

— Dziesięć lat temu wśród zadłużonych często trafiały się osoby nieuczciwe, które zaciągały zobowiązania, nie mając zamiaru ich spłacać. Byli to ludzie, którzy brali kredyt, wiedząc, że nie zapłacą ani jednej raty, kupowali telefon komórkowy na abonament i natychmiast go sprzedawali. Obecnie tacy dłużnicy to niewielki margines. Zdecydowana większość osób, z którymi się kontaktujemy, to dłużnicy, którzy nie spłacają zaległości, bo po prostu nie mają pieniędzy. Jednak źle się z tym czują i chcą wyjść z zadłużenia. Powodów niepłacenia jest wiele, jednak do najczęstszych na pewno można zaliczyć niekorzystne zdarzenia losowe, np. utratę pracy lub nagłą chorobę. Coraz częściej spotykamy się z przypadkami osób, które popadły w nadmierne zadłużenie, ponieważ zaciągały nowe kredyty na spłatę starych. Zdarza się też nierzadko, że ludzie zaciągają kilka kredytów czy innych zobowiązań, a wysokość wszystkich rat i miesięcznych rachunków znacznie przekracza ich dochody. Są to osoby, które przeceniły swoje możliwości kredytowe lub po prostu nie potrafiły właściwie oszacować, jak duże raty są w stanie spłacać. Naszą rolą jest również pomoc takim dłużnikom w uporaniu się z problemem — opowiada Piotr Krupa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Walczak

Polecane