Lider w potrzasku własnych przekonań

Elżbieta Szpak
opublikowano: 2026-02-25 17:36

Im wyżej w hierarchii, tym więcej złożoności i sprzeczności – awans nie ułatwia życia, lecz sprawdza, czy lider potrafi unieść niejednoznaczność bez paniki. Zmiana zaczyna się od refleksji: jakie ukryte modele i założenia naprawdę kierują moim stylem zarządzania?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Gdy menedżer nie spełnia oczekiwań, pierwszym odruchem przedsiębiorstwa jest wysłanie go na szkolenie, studia MBA albo kolejny program rozwojowy. To wydaje się rozsądne, ale często nie dotyka sedna. Bo największą barierą w przywództwie rzadko jest brak kompetencji. Częściej – niezweryfikowane przekonania, które po cichu sterują decyzjami. Badania psychologiczne i organizacyjne pokazują, że to, w co lider wierzy o sobie i świecie, wprost przekłada się na styl zarządzania, poziom napięcia w firmie i wyniki.

Jeśli więc naprawdę chcemy pomóc szefowi, sama inwestycja w jego umiejętności i wiedzę może nie wystarczyć. Często potrzebna jest praca głębsza – nad sposobem myślenia, nad wewnętrzną narracją, nad tym, jakie założenia rządzą jego działaniem.

Dysonans, którego nie widać w Excelu

Wielu liderów potrafi bez zająknięcia mówić o delegowaniu. Na warsztatach tłumaczą, że odpowiedzialność trzeba przesuwać w dół, że priorytety są ważniejsze niż lista zadań, że zaufanie buduje się poprzez autonomię. Teoretycznie wszystko się zgadza.

A potem wracają do swojego gabinetu i chcą zatwierdzać każdy, nawet kilkuzłotowy wydatek. Dopytują o szczegóły, które nie zmieniają wyniku. Skracają terminy, bo da się szybciej. Siadają z zespołem do prezentacji i poprawiają ją slajd po slajdzie, przecinek po przecinku. Nie dlatego, że nikt inny się nie zna. Dlatego, że czują, że powinni nad wszystkim mieć pieczę.

W rzeczywistości sprawa jest bardziej złożona. To dysonans – rozdźwięk między deklarowaną wizją przywództwa a faktycznym stylem działania. Lider zapewnia, że ufa, lecz zachowuje się tak, jakby to zaufanie było warunkowe i kruche. Apeluje o koncentrację na priorytetach, a jednocześnie pozwala, by bieżące impulsy i przypadkowe zdarzenia dyktowały rytm pracy. W efekcie to, co nagłe, zaczyna wypierać to, co naprawdę istotne.

Problem braku kompetencji? Raczej problem nieuświadomionych przekonań, które w chwili presji okazują się silniejsze niż najlepsza teoria.

Psychologia mówi o tym prosto: sukces zależy od tego, czy wierzymy, że damy sobie radę. Już w latach 70. Albert Bandura wykazał, że ludzie częściej podejmują działanie, wkładają w nie więcej energii i dłużej wytrzymują trudności, jeśli są pewni, że poradzą sobie z sytuacją.

Innymi słowy: nie wystarczy umieć delegować. Trzeba jeszcze być przekonanym, że oddanie kontroli nie zakończy się katastrofą. Jeśli pod skórą siedzi lęk, że bez naszej ręki wszystko się rozpadnie, będziemy ingerować w każdy szczegół. Delegowanie zaczyna się więc nie od podziału zadań, ale od gotowości, by odpuścić – i uwierzyć, że inni naprawdę potrafią.

Dwie pułapki: wszechobecność i pilność

W praktyce przywództwa najczęściej spotykamy dwa silne, lecz rzadko kwestionowane założenia. Pierwsze: Muszę być zaangażowany we wszystko. Drugie: Muszę to zrobić teraz. Oba zdają się potwierdzać dojrzałość i odpowiedzialność lidera, ale często więcej wynika z nich szkód niż pożytku.

Magazyn „Harvard Business Review” pisze o zjawisko fałszywej pilności – sytuacji, w której wszystko jest na już, zaraz, natychmiast, a nic nie jest naprawdę strategiczne. Firma reaguje, ale nie wybiera. Lider działa, ale nie nadaje kierunku. Czyn jest ważniejszy od myśli, a tempo zastępuje sens. Wszyscy kojarzą ruch z postępem, ale tak naprawdę narasta tylko chaos. Zespół jest zajęty, lecz niekoniecznie skuteczny. To, co nagłe, systematycznie wypiera to, co ważne.

Z kolei potrzeba bycia wszędzie często kończy się mikrozarządzaniem. A to – jak pokazują badania w nurcie teorii autodeterminacji – podkopuje autonomię pracowników, która jest jednym z najsilniejszych predyktorów motywacji i dobrostanu w pracy. Im mniej autonomii, tym słabsze zaangażowanie. Kontrola uspokaja lidera, ale osłabia zespół.

Niewidzialne modele w głowie lidera

Dlaczego tak trudno zrezygnować z tych nawyków? Bo to nie są tylko pojedyncze zachowania. To element większej całości – naszego wewnętrznego obrazu tego, kim rzekomo powinien być lider.

Każdy z nas nosi w głowie taki wzorzec. Czasem powstał z obserwacji dawnych szefów, czasem z kultury organizacyjnej, czasem z rodzinnych przekonań o odpowiedzialności. Ten wzorzec podpowiada nam, jak lider ma reagować, co kontrolować, jak szybko odpowiadać, czy może okazywać wątpliwość.

Jeśli w tym obrazie lider to ktoś nieomylny, zawsze dostępny i trzymający rękę na wszystkim, to każda chwila zawahania będzie odczuwana jak porażka. A delegowanie zacznie wyglądać jak oddawanie władzy, a nie budowanie zespołu.

Wyobraźmy sobie dyrektora działu, który awansował z roli eksperta. Przez lata był najlepszy technicznie. To on wiedział najwięcej, to on poprawiał błędy innych. Teraz powinien zarządzać, ale w jego głowie lider to wciąż tylko najlepszy specjalista w pokoju. Gdy młodszy pracownik przygotowuje raport, dyrektor czuje przymus, by go poprawić. Nie dlatego, że raport jest zły. Dlatego, że jego wewnętrzny model podpowiada mu, że prawdziwy lider wie więcej i kontroluje szczegóły.

Te ukryte modele działają jak filtr. Przepuszczają tylko to, co pasuje do naszego wyobrażenia roli. Rzadko zatrzymujemy się, by zapytać: Czy ten obraz lidera jest dziś adekwatny? W rezultacie próbujemy dopasować siebie do wzorca – nawet jeśli kosztuje to nas i zespół więcej, niż chcemy przyznać.

Narracja, która wzmacnia albo osłabia

W firmie rzadko wszystko jest czarno-białe. Czasem decyzja jest odkładana nie dlatego, że ktoś się nie zna, ale dlatego, że brakuje danych. Konflikt nie zawsze wynika ze złej woli – często to po prostu zderzenie różnych interesów.

Najważniejsze jest to, jak lider to sobie wytłumaczy. Jeśli pomyśli: Nie radzę sobie, zaczyna wątpić w siebie i działać ostrożniej, czasem zbyt ostrożnie. Jeśli powie: To trudna sytuacja, potrzebuje czasu i spokoju, zachowuje poczucie kontroli.

Albert Bandura wykazał to bardzo wyraźnie: poczucie własnej skuteczności nie jest miłym dodatkiem do osobowości – to jeden z głównych regulatorów ludzkiego wysiłku i wytrwałości. To, co mówimy do siebie w najtrudniejszych momentach, nie jest tylko wewnętrznym monologiem bez konsekwencji dla naszej sprawczości. Często jest to cichy, ale decydujący głos, który przesądza, czy podejmiemy walkę – i czy ją przetrwamy do końca.

Im wyżej, tym trudniej – i to normalne

Wielu liderów zakłada, że z każdym awansem będzie łatwiej. Więcej władzy, więcej uprawnień, więcej zasobów. Rosnąca kontrola nad rzeczywistością, prawda? Nic bardziej mylnego. Im wyżej w hierarchii, tym bardziej złożona rzeczywistość i mniej oczywistych odpowiedzi.

Wyobraźmy sobie prezesa, który musi wybrać między cięciem kosztów a inwestycją w rozwój. Obie decyzje są rozsądne. Obie niosą ryzyko. Napięcie nie jest błędem systemu – jest jego istotą. Jeśli lider uzna to napięcie za dowód własnej słabości, zacznie działać nerwowo: przyspieszać, kontrolować, zmieniać zdanie. Jeśli przyjmie, że niejednoznaczność to naturalna cena przywództwa, zyska spokój potrzebny do wyboru.

Ludzie nie dostają awansu po to, by było im wygodniej. Dostają go dlatego, że uchodzą za tych, którzy potrafią unieść trudność bez paniki.

Zmiana zaczyna się od jednego pytania

Firmy rzadko zmieniają się szybciej niż ich liderzy. A liderzy rzadko zmieniają firmę, jeśli nie są gotowi zakwestionować własnych założeń. Najprostsze – i zarazem najtrudniejsze – pytania brzmią: Co zakładam na swój temat? Czy to założenie prowadzi mnie do rezultatów, które deklaruję jako cel? A może kieruje mnie na manowce?

Przywództwo nie jest blokowane głównie przez brak kompetencji. Częściej przez brak refleksji nad przekonaniami, które te kompetencje ograniczają. Kiedy lider zaczyna badać własne założenia, nie tylko zmienia styl zarządzania. Zmienia pole możliwych decyzji. A to w praktyce bywa bardziej rewolucyjne niż kolejny program rozwojowy.

Syndrom oszusta w liczbach
  • Z badań platformy rekrutacyjnej ExecuNet (2022-25) wynika, że od 55 do 70 proc. menedżerów średniego szczebla doświadcza syndromu oszusta, czyli nie wierzy w swoje kompetencje. Na najwyższych stanowiskach skala zjawiska wcale nie maleje. Według danych Korn Ferry za 2024 r. aż 71 proc. dyrektorów generalnych oraz 65 proc. członków najwyższej kadry zarządzającej nie ma zaufania do siebie.
  • Różnice widać także między płciami. Z analiz KPMG wynika, że w takich branżach jak finanse i nowe technologie z niskim poczuciem własnej wartości częściej zmagają się kobiety na stanowiskach kierowniczych (70-82 proc.) niż mężczyźni.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót

Możesz zainteresować się również: