Zabytki. Doborowe towarzystwo. Heban i polski orzech. Marmur i żywy beton. Wdzięk, wyborna kuchnia i święty spokój. Tylko dla gości.
Głęboką nocą krakowską. Ostatnie piętro hotelu Pod Różą przy Floriańskiej 14. W jej głowie Liszt, może Chopin… Wrażliwa, genialna pianistka. Argentynka w dobrych 200 mkw. Po prostu bała się coraz bardziej. Z boku na bok... Wreszcie zadzwoniła: „Nie zmrużę oka!”. Martę Argerich poraził ogrom apartamentu. Na krótko:
— O północy przenosiliśmy panią Martę. Do innego pokoju: mniejszego, przytulnego. W kilka minut wyciszyła się i usnęła.
Uroda z ascezą
Kiedyś ktoś do niej powiedział: „pani prezes”. W dobrej wierze. Udała, że nie słyszy. Tutaj nie przywiązuje się wielkiej wagi do tytułów. Niech tylko każdy robi, co do niego należy. Właściwie od zawsze dojrzewał w niej taki pomysł: przeniknąć włoskie nurty. To była potrzeba.
— Miałam ideę, by wszystko, co robię, łączyć z wykształceniem. Jestem italianistką — przedstawia się Katarzyna Likus.
Końcówka lat 90. Mnóstwo pomysłów, inspiracji. Przywiezionych z podróży — głównie z Włoch.
Pomysł na projekt: restauracja — przestronna. Namiastka ogrodu… I hotel z wnętrzem jasnym, eleganckim, rytmicznym, symetrycznym. Uporządkowany. Delikatny uśmiech pani Katarzyny:
— Oczywiście poruszaliśmy się w ramach określonego budżetu. Ale nie pamiętam sytuacji, że musiałam z jakiegoś szalonego pomysłu zrezygnować.
Realizacja miała charakter autorski od początku do końca. Co się dało, robiono i projektowano w Polsce. Małe huty produkowały szkło. Drobni producenci lnu — obrusy. Stolarze — meble. Resztę sprowadzano z zagranicy. Monstrualnych rozmiarów porcelanę — z Włoch. Albo nietypowy mebel z nietypową funkcją. Żeby się wyróżniało. Wszystko w granicach dobrego smaku. Bez stylizacji rur klimatyzacyjnych w renesansowych murach. Nowoczesne lampy w zderzeniu z zabytkowymi freskami.
Pomysł na stół Katarzyny Likus: połączenie urody z ascezą. Stara się podążać za porami roku. Mimo trójki małych dzieci, stara się być wszędzie, zwracać uwagę na wszystko — czy jest świeża woda we flakonie z kwiatami?
— Mieliśmy tremę. Kraków jest subtelny. A my uprawiamy dyskretny marketing. Początkowo to były takie nieśmiałe podchody. Do restauracji zaczęli przychodzić ludzie. Na tym zyskał hotel. Miły odbiór. Nasze miejsca się przyjęły — pani Katarzyna nie kryje satysfakcji.
Smak arystokratyczny
Latem 2002 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski wraz z małżonką podejmowali jego cesarską wysokość Akihito wraz z cesarzową Michiko. W salach krakowskiego Muzeum Narodowego w Sukiennicach wzięli udział w uroczystym śniadaniu dla 40 osób (w tym m.in. Andrzej Wajda, Krystyna Zachwatowicz, prof. Jan Ostrowski, architekt Krzysztof Ingarden). Cesarskiej parze zasmakowała zupa z kurek z jajkiem przepiórczym od Likusów. Kilka tygodni później — na specjalne życzenie cesarzowej Michiko — z ambasady Japonii zadzwoniono z prośbą o podanie przepisu na tę niezwykłą potrawę. Do dziś w restauracji Pod Różą pojawiają się Japończycy z przewodnikami w rękach i żądają kurkowej z jajeczkiem — chcąc rozkoszować się smakiem, jak ich cesarz.
— Nasi goście to rodzaj kapitału. Nie wykorzystujemy tego do działań reklamowych. To rzecz wiadoma. Mieszkali u nas książę Karol, Roman Polański, Jessica Norman… Przygotowywaliśmy przyjęcie z okazji prapremiery „Credo” Krzysztofa Pendereckiego. Gotowaliśmy dla Jana Pawła II obiad w kurii diecezjalnej. Gościliśmy orszak papieski podczas dwóch ostatnich wizyt — wspomina Katarzyna Likus.
Przy hotelu Pod Różą działają dwie restauracje — mniejsza, ortodoksyjnie włoska Amarone i przykryta szklanym dachem Pod Różą, z kuchnią międzynarodową, lecz o wyraźnych północnowłoskich wpływach. Jedzenie Pod Różą należy do najlepszych w Polsce (nagroda Galicyjskiej Akademii Smaku — Złota Kawka za rok 1999). Obie restauracje korzystają z obfitej i świetnie zaopatrzonej winoteki. Ponad 220 pozycji — głównie wina włoskie z bezpośredniego eksportu. Karta wielokrotnie nagradzana przez „Wine Spectactor”. Pozycje doskonałe. Wśród nich rarytas: Fontalloro. Autorskie wino producenta Fattoria di Felsina z regionu Chianti (szczep Sangiovese). A dla spragnionych kulinarnych wrażeń propozycja obiadowa kuchni Likusów spod Róży: na przystawkę — eskalopki z foie gras na jabłkowym carpaccio z sosem miodowym. Pierwsze danie — pierogi z dynią w maśle szałwiowym. Główne — roladka z dzika z gołąbkiem z czerwonej kapusty. A na deser? Ciepły suflet z marakui na sosie z dwóch czekolad.
Butik hotelowy
Rodzinę stawia na pierwszym miejscu. Daje mu poczucie bezpieczeństwa, stabilizuje życie. Wiele zawdzięcza żonie. Nie tylko na płaszczyźnie rodzinnej.
— Moja żona niewątpliwie jest bardzo czuła na detal. Razem z przyjaciółką — Anną Litworą — dbają o wyjątkową estetykę naszych obiektów.
Leszek Likus wspomina, że rozpoczynając biznes hotelarsko–restauratorski, nie dysponował badaniami i analizami rynku. Bardziej było to kwestią wyczucia i intuicji. Musiał znaleźć rodzaj niszy. Wielkie znaczenie miał dla niego indywidualny kontakt z klientem. Chciał tworzyć miejsca, w których — prócz doskonałego serwisu — będzie mógł gościom przekazać coś z miasta:
— Historię, która „idzie za budynkiem”. Co widać w kamieniach, na ścianach w postaci fresków, na sklepieniach — polichromie. To też łączyło się z tym, czego sami oczekujemy, gdy wyjeżdżamy — a często podróżujemy. Mniej interesują mnie sieciowe luksusy. Wybieram miejsca, w których jestem w stanie czegoś więcej się dowiedzieć. Relacje właściciela z gościem wiele mówią o kraju. Łatwiej się wchodzi w tę sferę...
W końcu postanowił nadawać hotelom charakter butikowy. Natura butikowa — tej brakowało Krakowowi.
— Wszystko ciągle się rozwija i trzeba mieć świadomość, że zawsze będzie coś do zrobienia. Czy miałem dość? Nigdy. Co najwyżej poczucie wielkiego zmęczenia — na moment. Mam świadomość, że gdyby ten świat był do końca poukładany, to nie byłoby motywacji, by cokolwiek robić.
Według Leszka Likusa, biznes łatwo się buduje, a początek zawsze daje szybką satysfakcję. Najtrudniej zadbać o wysoki, stały poziom i utrzymywać się na powierzchni. A najlepiej iść dalej:
— Działamy dopiero 10 lat. Przed nami długa droga. Ideą jest stabilność. Mamy wszystkie przesłanki ku temu, by przetrwać. I najważniejsze: robimy rzeczy pożyteczne.
Ostra selekcja
Przy Kanoniczej 16. W apartamencie 103 ewakuacja. George Bush otoczony szczelnym kordonem ochrony — taka procedura. Zgasło światło. Padło zasilanie. Na całym krakowskim rynku. Amerykanie przywieźli ze sobą trzy ciężarówki sprzętu, by zapewnić bezpieczeństwo prezydentowi. Jak to wszystko podłączyli i odpalili… Nie wytrzymały podwawelskie transformatory.
— Błyskawiczne połączenie z magistratem i po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Przez moment był strach, ale hotel był doskonale zabezpieczony — wspomina Katarzyna Likus.
Prezydent USA odwiedził Kraków w maju 2003 r. Mieszkał w hotelu Copernicus. Miejsce wytypował konsulat. Amerykańskie służby skrupulatnie wszystko sprawdzały. Przygotowania trwały trzy miesiące.
Rok później ktoś wypełnił aplikację i zgłosił Copernicusa do francuskiej sieci ekskluzywnych hoteli Relais & Chateaux. W listopadzie 2004 r. został przyjęty do grona wybrańców. Oficjalnie figuruje w luksusowym przewodniku od 2005 r. (5 mln egz. nakładu). Obiekt musi działać co najmniej pięć lat, by się starać o wejście do sieci. Liczba pokoi nie może przekraczać setki. Roczna opłata członkowska wynosi 15 tys. euro. Kwalifikacja odbywa się według francuskiego systemu oceny 5C, czyli: charme (wdzięk), cuisine (kuchnia), courtoisie (uprzejmość), calme (spokój) i caractere (charakter). Oficjalną wizytę inspektora poprzedzają kontrole tajne. Nikt nie wie, ile razy i kto ich dokonuje. Francuski inspektor — przyjeżdżając po raz pierwszy — wręcza właścicielom hotelu listę wytycznych. Potem wraca i sprawdza realizację. Copernicus to pierwszy i jedyny hotel w Polsce firmowany przez renomowaną markę Relais & Chateaux. W tej części Europy najbliżej można sobie w takim pomieszkać na Litwie. Był i w Pradze hotel — ale został usunięty z sieci zeszłego lata.
— W roku, w którym nas przyjęto, zakwalifikowano pięć innych obiektów (restauracji i hoteli). Wykluczono — dziewiętnaście. Ostra selekcja... Francuzi dbają o jakość. Oficjalne audyty odbywają się według jakiegoś wewnętrznego kalendarza. Podobno ciągle nas weryfikują nieformalnie — opowiada żona najmłodszego z braci Likusów.
Respekt braci
Bracia Wiesław, Tadeusz i Leszek Likusowie. Hermetyczni. Starsi — Wiesław i Tadeusz — unikają rozgłosu. Obaj mają po czwórce dzieci. Żony — z wiadomych przyczyn — w interesy nie były się w stanie angażować. Dlatego to najmłodszy — Leszek z żoną Katarzyną — stał się wizytówką rodzinnego interesu. Ale i oni starają się nie pojawiać zbyt często publicznie.
Bracia Likusowie zdecydowali się na inwestowanie w ekskluzywne nieruchomości w połowie lat 90. Gdy zaczynali, Kraków wyglądał trochę inaczej. Decydujący stał się wielki potencjał miasta — w sensie materii historycznej. Męska decyzja — zwykł mawiać najmłodszy.
— Trzeba było sobie tylko zadać pytanie: jaki jest kierunek rozwoju Krakowa? Odpowiedź była chyba oczywista. Dlatego postanowiliśmy rozwijać bazę hotelową przez najbliższe dziesiątki lat. Zawsze kupujemy nieruchomość bezpośrednio od właściciela. Za każdym razem wspieramy się tradycją nabywanego miejsca, respektujemy, co cenne w budynku, i eksponujemy to. Taka nasza strategia... Daje nam przewagę nad innymi — tłumaczy Leszek Likus.
Jak by państwo Likusowie określili swój biznes, używając przymiotników? Subtelny? Pasuje?
— Tak. Ja bym dodała: autorski i przyjemny — zauważa urocza Katarzyna Likus.
Ekskluzywny?
Leszek Likus — z pasją:
— Takie było założenie. Samo pozycjonowanie się — w zamyśle. Chcemy dać podróżującym, zamożnym ludziom pewien komfort, by jak wyjadą, mieli świadomość dobrze spędzonego czasu. Mówimy: to miejsce dla was. W tym wszystkim jest też pomysł na miasto. Kraków ma swoje pięć minut. Nic nie jest dane na zawsze. Ta moda — jak każda — kiedyś minie. Trzeba ten czas jak najlepiej wykorzystać, nauczyć ludzi Krakowa. Wtedy wrócą, żeby te zmiany były trwałe.
Kreowanie stylu serwisu, miejsca i ludzi… Leszek Likus po prostu to lubi:
— Sprawia nam przyjemność — niezaprzeczalnie. To mógł być na początku pewien rodzaj hobby i zabawy. Teraz jest w tym głębszy zamysł. Budujemy powoli ogromną wartość. W jakimś bardzo długim okresie zakładamy zwrot nakładów. W naszej ocenie takie miejsca zawsze się obronią.
Na rybkę
Tuż przy Starym Teatrze. Przy Szczepańskiej 5. Nowa myśl, świeża idea, odważna tendencja. Surowy beton łączy się tu z drewnianymi, zabytkowymi stropami. W apartamencie nowoczesna wanna towarzyszy stylowemu łożu. W każdym pokoju — biblia: to standard we wszystkich „Likusowych” obiektach.
W restauracji Hotelu Starego przy Szczepańskiej. Najnowsza inwestycja braci Likusów. Leszek wciąż degustuje dania:
— Polecam wątróbkę z sarny na przystawkę. Z pierwszych dań myślę, że łazanka z turbotem. Albo pierogi szpinakowe z grasicą. Z drugich — rodzaj rarytasu: policzek jelenia. Bardzo delikatny.
Niedawno, podczas wizyty Benedykta XIV, zatrzymał się tu orszak papieski. Nie obyło się bez posiłku z kuchni Likusów. Hierarchom Kościoła podawano potrawę z kaczki lub — dla odmiany — rybkę...
