WSA wręcz zmiażdżył wczorajszym wyrokiem sposób działania ubezpieczyciela Link4.
Zdaniem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie, Link4, ubezpieczyciel z izraelskim kapitałem, żąda zbyt wielu danych osobowych klientów już na etapie tworzenia oferty, wbrew prawu tworzy bazy danych osób, z którymi nie zawarł umowy, i również wbrew prawu nie ma w swoich systemach informatycznych identyfikatorów pracowników mających dostęp do danych.
Link4 sprzedaje polisy komunikacyjne przez telefon: klient podaje dane, pracownik towarzystwa kalkuluje składkę, klient dostaje pocztą wniosek i po odesłaniu go i zapłaceniu składki jest ubezpieczony. Zdaniem Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO), danych jest za dużo. Klient już na wstępie ujawnia imię, nazwisko, adres zamieszkania, datę urodzenia i numer telefonu. Jeśli tego nie zrobi, rozmowa jest przerywana. Przy likwidacji zaś szkody pracownik Link4 fotografuje dowody osobiste i prawa jazdy uczestników wypadku, uzyskując informację o nazwisku rodowym, imionach rodziców, poprzednich adresach, wizerunek, rysopis. Według GIODO, zakres danych, jak i przechowywanie danych osób, z którymi nie zawarto umowy, jest nieadekwatne do celów spółki. To samo stwierdził wczoraj WSA. Sąd uchylił jedynie decyzję GIODO w części dotyczącej fotografowania dokumentów, i to z przyczyn proceduralnych — GIODO nie sprecyzował, na jakim etapie działań ubezpieczyciela nie wolno robić zdjęć.
— Wyrok świadczy o tym, że sąd nie rozumie specyfiki działalności ubezpieczeniowej. W ubezpieczeniach na życie trzeba podawać jeszcze więcej danych i nikt tego nie kwestionuje — skomentowała wyrok Zofia Dzik, prezes Link4.
— Sąd nie zwrócił też uwagi, że nasza działalność spotyka się z pełną akceptacją nadzoru — dodała Zdzisława Cwalińska-Weychert, wiceprezes spółki.
Wyrok nie jest prawomocny. Spółka zapowiada kasację.