Lista wstydu Platformy Obywatelskiej

opublikowano: 05-11-2012, 00:00

Donald Tusk zapewniał, że w spółkach i agencjach wreszcie będzie apolitycznie i kompetentnie. A jest TKM a la PO

Zakończenie „politycznego procederu zawłaszczania spółek z udziałem skarbu państwa” to obietnica premiera z pierwszego exposé, wygłoszonego w 2007 r. Zapytaliśmy go, czy uważa, że dotrzymał obietnicy. Nie odpowiedział. Trudno się dziwić. Publikowana dziś na stronach internetowych „PB” lista ponad 400 działaczy PO, członków ich rodzin i znajomych, którzy przez ostatnich pięć lat zarobili na państwowych posadach 200 mln zł, najlepiej ilustruje, co zostało z tamtych deklaracji.

Premier ma problem z dotrzymaniem także niedawnych obietnic. Po ujawnieniu przez „PB” tzw. taśm PSL zapowiadał rozpoczęcie publicznej debaty nad projektem ustawy o nadzorze właścicielskim, która miała znacząco ograniczyć skalę upartyjnienia władz firm i agencji utrzymywanych z pieniędzy podatników. Od złożenia tej deklaracji minęły ponad trzy miesiące — nie ma ani debaty, ani projektu ustawy. Z naszych informacji wynika, że pomysł zmiany prawa trafił do szuflady.

Jedyny sprawiedliwy

Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP), twierdzi, że praca nad ustawą, choć ważna, nie zastąpi tego, co można zrobić bez zmiany przepisów.

— W styczniu w wyłanianiu władz kluczowych spółek wprowadziliśmy dobre praktyki z zaangażowaniem w proces firmy head hunterskiej. W sierpniu tym samym spółkom minister Mikołaj Budzanowski zalecił audyt, który ma doprowadzić do redukcji liczby spółek zależnych, a tym samym miejsc w radach nadzorczych. W mniejszych spółkach rady zostaną zastąpione jednoosobowym pełnomocnikiem, co ograniczy liczbę nominatów skarbu o około 40 osób — wylicza Magdalena Kobos.

Jej zdaniem, dzięki konsekwentnej prywatyzacji od początku roku liczba stanowisk obsadzanych przez skarb w radach nadzorczych spadła o 125, a do końca roku ma zmniejszyć się o 20.

Mikołaj Budzanowski to jedna z niewielu, a być może jedyna osoba w rządzie PO — PSL, która ma na koncie jakiekolwiek sukcesy w odpolitycznianiu państwowych firm. Z informacji „PB” wynika, że taki właśnie był jeden z trzech głównych celów, jakie przed ministrem Budzanowskim postawił Donald Tusk.

Publicznie premier tym się nie chwalił — niezręcznie byłoby przyznać, że Aleksander Grad, poprzedni minister skarbu, stosował nominacje z politycznego klucza. A przecież były prominentny poseł PO, a dziś szef spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1, wielokrotnie zapewniał, że za jego kadencji władze firm wyłaniane były w „przejrzystej procedurze konkursowej”, w której nikt nie pytał kandydatów o poglądy. Takie pytania rzeczywiście nie były potrzebne. Nasza lista pokazuje, że odpowiedź musiała być znana z góry. Skala upartyjnienia firm za jego kadencji była tak wielka, że jego następca, mimo chęci ograniczenia procederu, nie może załatwić sprawy kompleksowo. Dowód? W wakacje media podawały, że w ramach czystek minister Budzanowski usunął z zarządów i rad nadzorczych spółek około 40 partyjnych nominatów. Na liście znaleźli się m.in. Jan Wójtowicz (stracił posadę członka rady nadzorczej w KSC), Franciszek Adamczyk (rada KGHM), Krzysztof Żuk (rada PGE), Marzena Piszczek (rady Azotów Tarnów i PZU) czy Marcin Kulicki (prezes KSC). Wszyscy… wciąż zarabiają na posadach opłacanych z publicznych pieniędzy.

Jan Wójtowicz, radny powiatowy PO z Tomaszowa Lubelskiego, jest dyrektorem generalnym zamojskiego oddziału PGE Dystrybucja. Franciszek Adamczyk, były senator PO i członek gabinetu politycznego Aleksandra Grada, szefuje radzie nadzorczej Bumaru. Krzysztof Żuk, były wiceminister skarbu, a dziś prezydent Lublina z ramienia PO, zachował posadę wiceszefa rady nadzorczej Polskiego LNG. Marzena Piszczek, dobra znajoma Aleksandra Grada, spotyka się z nim na posiedzeniach zarządów spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1. A Marcin Kulicki, były wiceprezydent Siedlec z PO, jest członkiem rady nadzorczej Warszawskiego Holdingu Nieruchomości i wiceprezesem Agencji Rozwoju Mazowsza.

Nic się nie zmienia

Agencja jest kontrolowana przez samorząd województwa mazowieckiego. Firm zależnych od sejmików z roku na rok przybywa. Najczęściej znajdują w nich pracę radni miejscy PO, którym prawo zabrania zasiadania w firmach miejskich. Dla równowagi — radni PO z sejmików dostają fuchy w… spółkach zależnych od ratuszów. Posad w spółkach samorządów miejskich i powiatowych (podobnie jak wszelkich stanowisk urzędniczych) nasza lista nie obejmuje. Mimo to są na niej działacze PO — rekordziści, którzy w ciągu pięciu lat zaliczyli po sześć, siedem rad nadzorczych czy trzy, cztery posady prezesa lub dyrektora. Jednym z nich (pięć rad) jest Zbigniew Banaszkiewicz, szef powiatowych struktur PO w Radomiu. Kolekcjonowanie państwowych posad najwyraźniej nie przeszkadza premierowi. 20 września 2012 r. Donald Tusk powierzył Banaszkiewiczowi pełnienie obowiązków prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Było to już po ujawnieniu przez „PB” tzw. taśm PSL.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy