Litwini wierzą w polski prąd

Lietuvos Energija, litewski odpowiednik PGE, chce sprzedawać w Polsce prąd i inwestować w zielone źródła. Z zainteresowaniem patrzy też na morze

Zamieszanie z cenami energii? Nowelizacja, rozporządzenie? Litwinów takie rzeczy nie zniechęcają. — Śledzimy, oczywiście, sprawy związane z cenami energii i wierzymy, że w końcu znalezione zostanie optymalne rozwiązanie. Obecna sytuacja niewątpliwie przyczyniła się do powstania szeregu wątpliwości i niejasności. Wierzymy w rynek i obserwujemy dalszy rozwój sytuacji — mówi Diana Kazakevic, szefowa polskich operacji Lietuvos Energija. Wiara w rynek ma wymiar praktyczny — Litwini chcą uruchomić sprzedaż prądu odbiorcom końcowym w Polsce.

Diana Kazakevic
Zobacz więcej

Diana Kazakevic fot Zaneta Pau

Poczekali, i dobrze

Lietuvos Energiję można nazwać odpowiednikiem PGE — to grupa energetyczna kontrolowana przez litewskie Ministerstwo Finansów i realizująca państwową politykę energetyczną. Różni je jednak strategia — o ile PGE koncentruje się na kraju, o tyle Lietuvos Energija stawia na mocne wyjście poza państwa bałtyckie. Na pierwszy ogień poszła Polska, gdzie w 2017 r. Lietuvos Energija założyła spółkę Geton Energy. Na razie Geton zajmuje się wyłącznie hurtowym handlem prądem — w 2018 r. przez ręce jego traderów przeszło 5 TWh energii. To więcej, niż przewidywał plan.

— Postanowiliśmy na początek oswoić się z rynkiem hurtowym, a potem dopiero pomyśleć o odbiorcach końcowych. Dziś możemy potwierdzić, że był to niewątpliwie dobry pomysł. Nie mając odbiorców końcowych, nie zostaliśmy np. objęci zakresem tzw. ustawy prądowej — mówi Diana Kazakevic.

Prognozuje, że sprzedaż prądu odbiorcom końcowym, najpewniej biznesowym, mogłaby ruszyć na początku 2020 r.

Morze to mus

Strategia grupy Lietuvos Energija obejmuje też zielone inwestycje. Na razie ma w portfelu źródła o łącznej mocy 76 MW (w całej Litwie moc OZE można szacować na 539 MW), ale już w 2020 r. ma to być 400 MW. Firma chce budować i przejmować na Litwie i zagranicą, w tym w Polsce.

— Interesuje nas zarówno budowa, jak i nabywanie istniejących już instalacji wiatrowych i fotowoltaicznych. Prowadzimy już rozmowy w sprawie przejęć, m.in. z podmiotami działającymi w Polsce — mówi Diana Kazakevic.

Plan grupy do 2030 r. mówi aż o 3000 MW zielonych mocy. By to osiągnąć, Lietuvos Energija nie obejdzie się bez wiatru na morzu.

— Nasza grupa jest zainteresowana inwestycjami na morzu i szuka partnerów do takiego przedsięwzięcia. Obecnie rozważamy rozmaite scenariusze: może to być budowa farm wiatrowych na wodach zagranicznych, gdzieś w Europie, ale może to też być projekt na wodach litewskich. Partnerzy z Polski lub projekt realizowany w Polsce? Dlaczego nie — stwierdza Diana Kazakevic.

Kłopotliwe ceny prądu

Zamieszanie związane z cenami prądu zaczęło się w połowie zeszłego roku. Drożejący węgiel i uprawnienia do emisji CO 2 sprawiały, że hurtowe ceny rosły. Politycy obiecywali, że zrobią „coś”, by odbiorcy tych wzrostów w 2019 r. nie odczuli. 28 grudnia w pośpiechu uchwalono tzw. ustawę prądową, obowiązującą od 1 stycznia 2019 r. Ustawa zamroziła rachunki za prąd dla odbiorców końcowych i zapewniła sprzedawców, że państwo da im za to rekompensaty. Wzory do wyliczenia rekompensat, precyzujące m.in. sposób określania średniej ceny zakupu energii, znalazły się w projekcie rozporządzenia.

Zarówno na ustawę, jak i na rozporządzenie spadł już deszcz krytyki. W konsultacjach publicznych sprzedawcy prądu straszyli sądem, wytykali sprzeczność z prawem i przewidywali falę upadłości.

Ostatnio minister energii zapowiedział drugą nowelizację ustawy. Uzasadnił to kwestiami związanymi z pomocą publiczną i zadeklarował, że wyłączy z niej odbiorców energochłonnych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu