LiveChat znów rozczarował rynek

Mateusz Wojtala
opublikowano: 27-02-2019, 22:00
aktualizacja: 28-02-2019, 11:50

Mimo dwucyfrowego wzrostu zysku netto spółka nie sprostała oczekiwaniom analityków. Zmartwieniem mogą być wysokie koszty

Kwartalne wyniki są zauważalnie słabsze od konsensu oczekiwań rynkowych. Przychody wzrosły zgodnie z założeniami, ale zyski już za nimi nie podążyły. Przyczyną tego są wyższe od przewidywań koszty operacyjne. Były one większe o ponad połowę niż w ubiegłym roku w dwóch kategoriach: usługi obce i świadczenia pracownicze, czyli dotyczyły zasobów ludzkich — mówi Sobiesław Pająk, analityk w Domu Maklerskim BOŚ.

W samym trzecim kwartale (rok obrotowy spółki rozpoczyna się w kwietniu) przychody osiągnęły wartość 27,8 mln zł, co oznacza wzrost o niemal 22 proc. r/r, czyli tyle, ile oczekiwał rynek. Negatywną niespodziankę sprawił jednak osiągnięty zysk netto w wysokości 13,7 mln zł, tylko 10,8 proc. większy niż przed rokiem i o 1 mln zł mniejszy niż zakładał konsens. Natomiast koszty świadczeń pracowniczych i usług obcych były większe o 51 proc.

— Wiadomo było od dawna, że LiveChat zwiększa zatrudnienie, ale taki przyrost kosztów w tych dwóch kategoriach zaskoczył rynek. Spodziewałem się, że będą one większe rok do roku o 26 proc., a nie 51 proc. Trzeba tez pamiętać, że koszty te najprawdopodobniej nie są jednorazowe, będą ponoszone również w kolejnych kwartałach — uważa Sobiesław Pająk.

Cytowany w wydanym przez spółkę komunikacie prasowym prezes Mariusz Ciepły mówił, że w zespole pracuje około 140 osób wobec niespełna 80 przed rokiem. Powiększony zespół pracuje nad nową wersją flagowego rozwiązania LiveChat, ale rozwija również inne produkty, jak ChatBot, KnowledgeBase czy HelpDesk, którego komercjalizacjazaplanowana jest na drugi kwartał 2019 r.

— W kwestii nowych produktów niewiele mogą powiedzieć, bo nie ma liczbowych danych na ich temat. Prace cały czas są prowadzone, powiększanie zespołu wskazuje, że są raczej intensywne. Pojawia się jednak pytanie, czy technologie okażą się produktem, czyli czy po prostu będą się sprzedawać — dodaje Sobiesław Pająk.

Dużym znakiem zapytania wciąż są wolumeny przyrostu nowych subskrybentów, które załamały się mniej więcej rok temu. W styczniu liczba klientów wzrosła o 204, co zdaniem Sobiesława Pająka można uznać za satysfakcjonujący poziom. Jeśli jednak wartość ta spada poniżej 200, jak było w grudniu 2018 r., kiedy to przybyło raptem 114 nowych klientów,to jest to powód do niepokoju.

— W połowie roku spółka ma wypuścić nową wersję swojego flagowego produktu, nazwijmy ją LiveChat 2.0. Będzie to istotny moment dla inwestorów, ponieważ okaże się, czy ulepszenie produktu zwiększy wolumeny przyrostów nowych klientów i ARPU [czyli średni przychód na użytkownika — red], czy też nie. Obecna wycena rynkowa uwzględnia moim zdaniem obawy rynku dotyczące przede wszystkim właśnie tych wolumenów, więc ich ewentualny wzrost może dać impuls notowaniom — tłumaczy Sobiesław Pająk.

Na zamknięciu środowej sesji notowania LiveChatu traciły 5,5 proc., a za jedna akcję trzeba było zapłacić 26 zł. Spółka planuje przeznaczyć cały zysk netto za rok obrotowy 2018/2019 na dywidendę. Na początku roku kalendarzowego wypłaciła zaliczkę w wysokości 0,54 zł na akcję, czyli w sumie 13,905 mln zł.

Chcemy rosnąć szybciej

Rozmowa z Mariuszem Ciepłym, prezesem LiveChat Software

Czy jest Pan usatysfakcjonowany wynikami LiveChat za trzy kwartały obecnego roku finansowego? Rynek zdaje się być rozczarowany.

Oczywiście chcemy rosnąć szybciej, dlatego inwestujemy, mocno zwiększamy zespół i wyniki to odzwierciedlają.  Koncentrujemy się na sobie. Pracujemy nad nową wersją LiveChata, który już jest w fazie soft launchu i procesie migracji klientów. To jest kluczowa sprawa.

Czy dużą wagę przywiązuje Pan do liczby nowych klientów, na którą co miesiąc wyczekuje rynek? Widzi Pan w tym problem?

To ważny KPI, ale nie chcielibyśmy być rozliczani tylko z niego. Zwłaszcza, że okres miesiąca, albo nawet kwartału czasem może być mylący, a sama liczba klientów nie daje pełnego obrazu sytuacji. Tym bardziej, że przestajemy być spółką jednego produktu. Na pewno będziemy myśleć jak dostosować nasz sposób raportowania do tej sytuacji.

Kiedy można spodziewać się pełnej komercjalizacji rozwiązania HelpDesk?

Chcemy go udostępnić klientom w przyszłym kwartale. Bardzo ważne jednak, żeby mieć świadomość tego, że rozwiązania w segmencie SaaS mają swoją specyfikę. Przede wszystkim są one cały czas rozwijane, nie ma tu czegoś takiego jak wersja ostateczna. Za rok HelpDesk może wyglądać inaczej, niż za trzy miesiące. Ponadto cały czas zostawiamy sobie możliwość eksperymentowania ze sposobem wprowadzenia tego produktu na rynek. Osiągnięcie pierwszego tysiąca klientów zajęło LiveChat sporo czasu, ale potem znacznie przyśpieszyliśmy. Podobnej sytuacji spodziewamy się w przypadku naszych nowych produktów.

Jak wyglądają plany spółki dotyczące debiutu na giełdzie w Stanach Zjednoczonych?

Jesteśmy w procesie analizy opcji strategicznych i ten temat oczywiście się przewija w rozmowach, które prowadzimy. Jednak na dzień dzisiejszy nie mamy nic do zakomunikowania w tej sprawie.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu