W zeszłą sobotę odbyła się w Stuttgarcie aukcja, na którą przyjechały same mercedesy. Chodzi nie tylko o pojazdy osób licytujących, ale także o ofertę — w katalogu nie znalazło się nic, co nie miałoby trójramiennej gwiazdy w logo. Wyniki licytacji potwierdziły po raz kolejny, że kondycja zagranicznego sektora kolekcjonerskichsamochodów jest bardzo dobra. Sytuacji na takim rynku w Polsce nie da się raczej komentować, bo jest to jeden z tych segmentów, który nie zdążył się jeszcze wykształcić.

Rodzime kolekcje częściej mają charakter muzealny niż inwestycyjny, brakuje też całego zaplecza instytucji, które mogłyby obrót regulować. Zlicytowane ostatnio mercedesy pokazały, że poza samą datą produkcji istotnych jest też wiele innych czynników, które decydują o tym, że najbardziej poszukiwane modele osiągają ceny kilku milionów dolarów.
Ważne są nie tylko jakość i rzadkość, ale również stan zachowania oraz ranga kolekcji, z której auto pochodzi. W sobotę najwyższe ceny osiągnęły kabriolety z lat 30. XX w., bo każdy z nich sprzedano za równowartość około 10 mln zł. Chociaż dzisiaj Mercedes- Benz 540 K nie sprawia wrażenia zdolnego do wyścigów, w 1938 r. rozwinął prędkość niecałych 170 km/h, co uczyniło go najszybszym na świecie.Zupełnie inne wizualne walory ma wylicytowany powyżej 200 tys. EUR (871 tys. zł) Benz Ideal z 1900 r., który jest tak wczesny, że mniej obeznanym przypominać może powóz.
Równowartość średniej klasy nowego auta zapłacił też nabywca słynnego Streamlinera W196 — tyle że zmniejszonego do skali 1 do 8. Pochodzący z limitowanej edycji model odtwarza w najdrobniejszych detalach zarówno zewnętrze auta, jak i mechanizmy w środku. Nie można już tego powiedzieć o wartym ponad 13 tys. zł mercedesie-zabawce, bo stanowiący dzisiaj lokatę czerwony kabriolet z lat 50. przeznaczony był przecież dla dzieci.
Dbając o zdrowie, warto też wiedzieć, że na rynku kolekcjonerskich dóbr znaleźć można również wartościowy rower. Po kapitulacji Niemiec po I wojnie światowej BMW zastąpiło produkcję militarną sprzętem kuchennym, a Mercedes zaczął sprzedawać właśnie rowery. Pochodzący z 1925 r. model przekroczył na aukcji cenę 10 tys. EUR, jest więc niezłą inwestycją, a żeby go przechowywać, nie trzeba mieć dodatkowego garażu.