Lojalni politycy tylko chwalą lub milczą

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-07-06 00:00

Premier ma kłopot ze swoimi współpracownikami w parlamencie. Najpierw niewdzięcznością wykazał się jeden z wiceprzewodniczących partii Marek Jurek i opuścił fotel marszałka Sejmu oraz partię. Teraz drugi wiceprzewodniczący Paweł Zalewski wykazał się — zdaniem premiera — nielojalnością i stanie przed sądem partyjnym. Na razie jest zawieszony w prawach członka partii. Na czym polegała nielojalność Zalewskiego? Ano na tym, że w wywiadzie radiowym wyraził niezadowolenie z tego, że szefowa polskiej dyplomacji nazbyt skąpo poinformowała sejmową Komisją Spraw Zagranicznych o wynikach szczytu w Brukseli. Nielojalnością było więc to, że Zalewski jako szef owej komisji takich informacji się domagał, zamiast jak wierny członek partii zaufać w ciemno, że polska dyplomacja odniosła tam oszałamiający sukces, jak i to, że poinformował opinię publiczną, iż takiej informacji nie uzyskał.

Nerwowa reakcja szefa rządu na te wypowiedzi sporo mówi o premierze, bo w tym przypadku (choć co prawda nie tylko w tym) wykazał się rewolucyjną czujnością. Być może z sekwencji zdarzeń — cierpkie wypowiedzi Zalewskiego, a następnego dnia wniosek Platformy Obywatelskiej o odwołanie Anny Fotygi — wyciągnął wniosek, że Zalewski ostrzy sobie zęby na stanowisko szefa MSZ (był wszak wymieniany jako jeden z kandydatów). Być może premiera zaniepokoiło uznanie, jakim cieszy się Zalewski w niechętnych PiS mediach. Jeśli dodać do tego fakt, że w zamierzchłych czasach Zalewski był członkiem Unii Wolności, można sobie wyobrazić, że Jarosław Kaczyński mógł stracić do Zalewskiego zaufanie. Z jego punktu widzenia nieistotne jest to, że obowiązkiem komisji spraw zagranicznych (w tym jej przewodniczącego) jest przesłuchiwanie szefa MSZ i zadawanie kłopotliwych niekiedy pytań. Na tym polega parlamentarna kontrola władzy wykonawczej. Dla PiS wzorem parlamentaryzmu staje się powoli Komisja ds. „Solidarnego państwa”, gdzie nie zasiada opozycja i nikt nie mnoży żadnych wątpliwości.

Przyszłość Pawła Zalewskiego w Prawie i Sprawiedliwości rysuje się w ciemnych barwach. Jego ewentualne odejście nie osłabi zanadto parlamentarnej siły tej partii, ale jest dość charakterystycznym zjawiskiem. Gdy dwa lata temu PiS szło po władzę, kusiło wyborców wizją IV RP. Po zwycięstwie w wyborach przestało kusić. Zamiast pozyskiwać do tej idei jak najszersze kręgi społeczne, rozpoczęło wykluczanie z IV RP kolejnych środowisk. Teraz okazuje się, że w tej wizji nie ma miejsca dla zbyt liberalnego jak na PiS Pawła Zalewskiego. Premier Jarosław Kaczyński z każdym kolejnym tygodniem zamyka się w kręgu najbliższych współpracowników sprzed lat. Z jednej strony marzy o szerokiej formacji ludowo-narodowej, najlepiej czuje się jednak w gronie Pierwszej Kadrowej — współpracowników i przyjaciół, z którymi zaczynał działalność polityczną w 1989 r. I powoli pozostaje mu już tylko ta Pierwsza Kadrowa.