Lokalizację atomówki mamy poznać w połowie 2015 r.

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2013-01-08 19:49

PGE szykuje się do badań sejsmicznych terenów pod elektrownię atomową. Kręci zaś nosem wobec ofert na budowę nowego bloku w Turowie.

We wtorek zarząd Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) zatwierdził wybór Worley-Parson na wykonawcę badań środowiskowych i lokalizacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Umożliwia to podpisanie umowy przez spółkę PGE EJ 1. Miejsce ma być znane w połowie 2015 r. Same badania sejsmiczne mają trwać dwa lata.

- O tym, że jakaś lokalizacja się nie nadaje możemy wiedzieć wcześniej. By być pewnym, że się nadaje musimy przejść cały proces badań – zastrzega Bogusława Matuszewska, wiceprezes PGE ds. strategii i rozwoju.

Worley-Parson może skasować do 252 mln zł, z czego w miarę pewne ma 127-167 mln zł. Tyle przewidziano na badania Choczewa i Żarnowca, które są uważane, za najpoważniejszych kandydatów do inwestycji.

- W 252 mln zł jest przewidziane badanie dwóch podstawowych lokalizacji i ewentualnie dwóch rezerwowych, gdyby się okazało, że pierwsze dwie nie spełniają wymogów – informuje Bogusława Matuszewska.

Szefostwo PGE nie chce na razie zdradzić dalszych kolei budowy nowego bloku energetycznego w Turowie. Nie ukrywa jednak, że oferty złożone przez Alstom oraz konsorcjum Hitachi i Budimeksu znacznie przewyższyły założenia przyjęte przez PGE. Spółka przewidywała na ten projekt 2,5 mld zł. Alstom oczekuje 4,7 mld zł, a Hitachi z Budimeksem – 5,0 mld zł.

- Te ceny pokazują tylko, że firmy świadczące usługi budownictwa przemysłowego mają się dobrze, lepiej niż ci co chcieliby coś wybudować – komentuje Krzysztof  Kilian, prezes PGE.

Zastrzega jednak, ze firma potrzebuje czasu na dokładne przeanalizowanie ofert i wywnioskowanie z czego wynikają tak wysokie ceny.

- Nie jesteśmy świadomi żadnych podwyżek cen krytycznych materiałów czy płac, które uzasadniałyby tak wysokie ceny – podkreśla Paweł Smoleń, wiceprezes PGE ds. operacyjnych.

- Niepokojące jest to, że ofert jest tak mało – dodaje Bogusława Matuszewska.

Zaznacza przy tym, ze prawo zamówień publicznych nie daje spółce możliwości negocjowania z oferentami. PGE może tylko przyjąć najtańsza ofertę lub unieważnić przetarg.

- Nie widzę powodów by firmy budowlane uzyskały tak duże dyskonto z tytułu tego, że potrzebujemy nowego bloku i mamy tani sposób wytwarzania energii. Na razie mamy nadmiar mocy i wedle naszych szacunków w latach 2016-2017 energii w systemie nie zabraknie, choć mogą się zdarzyć dni, że trzeba będzie ściągnąć pewne ilości od sąsiadów by poczuć się bezpiecznie jeśli chodzi o zarządzanie całym systemem – mówi Krzysztof Kilian.