Części wytwarzane w Polsce są tańsze od zachodnich o 20-30 proc. Mimo to producenci niechętnie przenoszą tu fabryki.
Na naszym rynku, oprócz przedstawicieli międzynarodowych koncernów, działa wiele małych i średnich firm zajmujących się produkcją części na tzw. aftermarket.
— Ocenia się, że w Polsce działa blisko 1,5 tys. średnich i małych firm, które wyspecjalizowały się w produkcji części na pierwszy montaż i na rynek części zamiennych. Produkowane są części szybko zużywające się (filtry, klocki) i części do napraw powypadkowych prawie wszystkich pojazdów jeżdżących po naszych drogach — mówi Antoni T. Dąbrowski, prezes Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (SPCM).
Rozwój technologii stosowanej przez producentów samochodów pociąga za sobą zmiany na rynku producentów części. Przykładem mogą być gaźniki, które znikają z rynku. Producenci starają się uruchamiać produkcję części, na które zapotrzebowanie jest największe.
— Wymaga to dodatkowych inwestycji w narzędzia i technologię produkcji. Osobną sprawą jest zdobycie homologacji, która uprawnia do handlu częściami w UE. Dla jednego typu części kosztuje do 2 tys. EUR. Zakłady starają się więc wspólnie finansować zakup homologacji dla podobnego rodzaju elementów — przyznaje szef SPCM.
Producenci części próbują też uzyskać pieniądze na rozwój technologii produkcji ze środków SAPARD. Jednak ich uzyskanie wymaga przedstawienia jasnej strategii. A z tym firmy mają kłopoty.
Znalezienie partnera strategicznego też nie jest proste. Firmy z Niemiec czy Włoch nie decydują się na przeniesienie nawet części swojej produkcji.
— Przeszkodą jest nie tylko polskie prawo, ale także opór z drugiej strony, np. niemieckich związków zawodowych, które, wsparte przepisami, nie chcą do tego dopuścić — mówi Krzysztof Frelek, dyrektor Delphi Product & Service Solutions w Europie Wschodniej.
Dlatego firmy konsolidujące się na lokalnym rynku, wyspecjalizowane w wąskich segmentach rynku, same starają się dotrzeć do zachodnich producentów i „podczepić” pod ich profil produkcyjny.