Czytasz dzięki

Lokalność zdefiniowana na nowo

opublikowano: 09-09-2020, 22:00

Obecność małych biznesów w internecie daje im szansę wyjścia z usługami poza własną dzielnicę. W programie „Puls cyfrowej transformacji” praktycy tematyki podpowiadają, jak zrobić to najskuteczniej.

„PB”: Jak pandemia zmieniła sposób komunikacji małych i średnich firm z rynkiem? Tomasz Sąsiadek, dyrektor zarządzający Bluerank:

Wyróżniłbym tu dwie kategorie firm: te, które dotychczas nie były w ogóle obecne w internecie, oraz te, które już w jakiś sposób w internecie istnieją, realizując tam działania reklamowe czy sprzedażowe. Jeśli chodzi o pierwszą grupę, to czas lockdownu pokazał jej, jak duży jest potencjał związany z zagospodarowaniem internetu. Umożliwia on nie tylko sprzedaż swoich produktów i usług w czasie lockdownu, ale może się również przyczynić do wzrostu skali biznesu. Natomiast firmy, które były już obecne w internecie, skoncentrowały się na cyfrowej transformacji, optymalizacji procesów biznesowych i zwiększaniu efektywności dotarcia do swoich odbiorców.

Adam Ostapiński, współwłaściciel Takie Kwiatki: My jesteśmy gdzieś pośrodku. O ile w kwestii komunikacji opartej na internecie mieliśmy przetarty szlak, o tyle w kwestii rozwoju kanału e-commerce musieliśmy odkopać projekty, które dotychczas chowaliśmy do szafy. Kwiaciarnia ma trochę inną specyfikę pracy niż typowe firmy, które sprzedają coś, co można zapakować w pudełko. Kwiaty mają krótką trwałość, więc sposoby dostaw, pakowania są zupełnie inne. Te tematy musieliśmy więc na nowo przemyśleć. To, co zauważyliśmy, to zmiana komunikacyjnych zwyczajów naszych klientów. Dotychczas dużą rolę odgrywały e-maile lub telefony. Teraz punkt ciężkości przesunął się na komunikatory. Za pośrednictwem WhatsAppa i Messengera obsługujemy ok. 90 proc. zapytań.

Czy komunikatory skracają dystans? To jest kolejne stadium ewolucji w komunikacji elektronicznej?

T.S.: Kluczowe jest dostosowywanie przekazu za pośrednictwem medium internetowego do realiów tego medium. Obecnie konsumpcja treści w internecie mocno przyspieszyła, pojawia się oczekiwanie szybkiego dotarcia do informacji i to przekłada się na zwyczaje w zakupach online. Jeśli myślimy o wykorzystaniu komunikatora, to na pewno po drugiej stronie konsument będzie oczekiwał, że ktoś w miarę szybko odpowie mu na jego pytanie. Od strony przedsiębiorcy komunikator daje możliwość szybkiego skontaktowania się z odbiorcą, skrócenie dystansu i odpowiadanie na potrzeby klienta w bardziej elastyczny sposób.

A.O: Odpowiedź powinna padać może nie od razu, bo też nie na każde pytanie można od razu odpowiedzieć, ale to musi stać się szybko. Wydaje mi się, że optymalny, akceptowalny czas, który nie zirytuje klienta, to dwie godziny. To wystarczającodużo na sprawdzenie informacji, które mamy przekazać. Sporo zmieniło się w stylu komunikacji. O ile w e-mailach i komunikacji bezpośredniej (np. przez komunikator) cały czas funkcjonuje zwrot „dzień dobry”, o tyle w newsfeedzie na Facebooku pisze się już dużo krócej, bardziej bezpośrednio. Kluczowy jest krótki czas, jaki mamy, żeby złapać uwagę użytkownika i zaprezentować swoją ofertę.

Pandemia uśmierci lokalne, stacjonarne biznesy i sprawi, że każdy będzie musiał „umieć w internetach”?

T.S.: Lokalność nadal będzie bardzo ważnym aspektem. Natomiast firmy muszą się otworzyć na nowe możliwości, zachowując lokalny charakter. Już teraz można przecież korzystać np. z opcji geotargetowania, docierania do bardzo konkretnych grup odbiorców lokalnie, po sąsiedzku i w ten sposób tę sąsiedzkość pielęgnować, by mieć wyróżnik związanyz budowaniem społeczności lokalnej. Absolutnie nie wykluczałbym współistnienia tych dwóch kręgów – użytkowników z najbliższej okolicy, ale także możliwości wychodzenia szerzej ze swoimi produktami, usługami. W internecie jest masa możliwości poszerzenia swojej wiedzy w zakresie działań marketingowych, np. poprzez darmowe kursy organizowane zarówno przez Facebooka, jak i Google’a.

A.O.: Obecność w internecie na pewno poszerza obszar, na którym się działa, dlatego owa sąsiedzkość będzie trochę inaczej definiowana. Internet daje dużo więcej możliwości dotarcia, prezentacji swoich usług. Lokalność nie będzie się więc ograniczała do odległości, np. 200 m od siedziby firmy, lecz będzie obowiązywać do maksymalnego zasięgu, w jakim można daną usługę dostarczyć. Lokalny biznes da się lubić, nie będąc bezpośrednio przy nim. Jeżeli w drugiej części miasta jest ktoś, komu podoba się nasza usługa, to nasz komunikat można takiej osobie wysłać bez ulotek, plakatów czy citylightów, lecz bezpośrednio za pomocą internetu i w bardzo precyzyjny osób, targetując przekaz do grup użytkowników, na których nam najbardziej zależy.

O cyfryzacji w praktyce

„Puls cyfrowej transformacji” to program, w którym sprawdzamy, jak nowe technologie pomagają w rozwoju polskim firmom w czasach epidemii. Komu udaje się dostosować do nowej rzeczywistości, kto pioniersko przeciera szlaki, a kto może być stawiany za wzór cyfrowej transformacji? Nowe odcinki co czwartek na pb.pl/wideo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane