Lokata w cegle z Wawelu? Polak potrafi

opublikowano: 13-10-2016, 22:00

Niezaspokojony popyt na sztukę z szabelką, Kozakiem i wdową po wojaku mógłby niektórych zdumiewać. A to Polska właśnie

Pełne patosu, patriotyczne ujęcia i potencjał wzrostu wartości od lat łączy coś głębszego — korelacja powyżej zera. Kiedy cenę ponad 1 mln zł uzyskuje płótno, z którego samotnie przemawia do odbiorcy puste w środku koło, a obrazy z lekko przekrzywionym kwadratem kosztują po kilkadziesiąt tysięcy złotych, można odnieść wrażenie, że lakoniczna abstrakcja dawno zagoniła w kąt złote ramy, kwiaty w wazonie i ułanów.

Ceny pokazują, że to nie tak proste — geometryczne figury rzeczywiście zdrożały ostatnio w szybszym tempie, ale nie uderzając przy tym aż tak mocno w rynek stabilnych, długoterminowych lokat, za jakie uchodzą dzieła z XIX w. Problemem sztuki dawnej — który powoli zaczyna doskwierać też współczesnej konkurentce — nie jest więc niski popyt, tylko raczej niska podaż obiektów najwyższej wartości. Kiedy jednak płótno, które mogłoby wisieć w sali muzeum, trafia jakoś do obiegu, zwykle nie umyka uwadze inwestorów, a już nie umyka z pewnością, gdy wpasowuje się w którąś z ulubionych tematycznych kategorii: ułani w postoju lub pościgu, akt z blondynką, czterokonny zaprzęg czy silna melancholia na okoliczność któregoś z powstań.

Oferta najbliższych aukcji w stołecznej Agrze-Art pokazuje, że wątków społeczno-politycznych szukać można właściwie w każdym okresie i za każdą cenę — tyle tylko, że raz o potencjale inwestycyjnym decydowała będzie pozycja Gierymskiego, a raz Korwin- Mikkego.

Dobre, bo z Winkelrieda narodów

Cena wywoławcza „Powrotu bez pana”, który licytowany będzie 16 października, to 850 tys. zł, ale wystarczy sprawdzić, jak często nazwisko Gierymskiego gości w katalogach, żeby uznać, że to nie przesada. Rzadkość w obiegu zawsze korzystnie przekłada się na cenę, ale trzeba pamiętać, że reguła dotyczy wyłącznie obiektów wysoko ocenianych, bo niska podaż tych nieudanych nikogo zwykle nie interesuje. — Obraz Maksymiliana Gierymskiego to bez wątpienia jedna z lepszych inwestycji, bo jego dorobek rozpatruje się w kategorii skarbu narodowego — umownej cegły z Wawelu. Ilość takich prac na aukcjach z ostatnich lat można zliczyć na palcach jednej ręki, bo Gierymski żył krótko, a większość tego, co namalował, i tak wisi już na ścianach, z których na pewno szybko nie zniknie. Tak jak w latach 90. obrazy tej klasy były stosunkowo równomiernie rozłożone w społeczeństwie, tak od parunastu lat najlepsze dzieła zasilają przeważnie konkretne, duże kolekcje — komentuje Konrad Szukalski, wiceprezes Agry-Art. „Powrót bez pana” to dokładnie powrót sługi bez pana, czyli rozgrywająca się w przygaszonym świetle scena oddania szabli poległego szlachcica jego bliskim przez oddanego Kozaka. Bezpański kary koń stoi obok z opuszczonym łbem, a chowająca policzek w dłoni wdowa zaraz osunie się na porośnięty winoroślą ganek. Gdyby w celach inwestycyjnych potrzebne było coś typowo polskiego, ale może mniej intensywnego, od niedawna zupełnie swojski okazał się też pejzaż Władysława Ślewińskiego z ceną wywoławczą 240 tys. zł. Do tej pory brano go za jeden z licznych krajobrazów Francji, ale do domu aukcyjnego trafiła stara pocztówka, na której dokładnie ten sam widok ujawnił się jako kadr z Wisłą, która — jak żadna francuska rzeka — rozlewa się leniwie w okolicach Kazimierza.

Piękni panowie — sport to zdrowie

Tak jak dorobek Gierymskiego jest ilościowo mało okazały, tak Edward Dwurnik maluje dalej, a na rynku jest już tyle jego obrazów, że bywa nazywany Kossakiem naszych czasów. Słynący ze szkicowego przedstawiania miast z lotu ptaka Dwurnik z formułą malarską hołubionego rodu nie ma co prawda zbyt wiele wspólnego, ale w przypadku jego wczesnej twórczości da się znaleźć pewien istotny mianownik — aż nadmiar Polski. „Bardzo piękni panowie” z lat 70. to właśnie Kozacy minionego ustroju — pochodzą z cyklu „Sportowcy”, przedstawiającego nic innego, jak tylko siermiężną codzienność palaczy „Sportów”, trochę zrezygnowanych, trochę pijanych, z mętnymi spojrzeniami. Pójdą pod młotek w Agrze-Art 18 października, z progiem 25 tys. zł. Poza tym, że — w przeciwieństwie do grafik z miastami — w przypadku tej serii rzadkość podnosi wartość, inwestora może skłonić jeszcze dosyć osobliwy bonus. W latach 80. autor postanowił przemalować obraz, a nawet wkleić do niego kawałek olejnego portretu Ewy Kuryluk — przemycając go tym samym sprytnie do kategorii tematycznej „akty z szatynką”.

To nie Wilhelm Sasnal, to Wielki Krasnal

Dom aukcyjny Christie’s wycenił ich dzieło na kilkadziesiąt tysięcy funtów — i o to chodziło, bo anonimowi członkowie grupy The Krasnals namalowali obraz zupełnie tak, jakby to zrobił Sasnal, tyle że podpisali się „Whielki Krasnal”. Mimo że podstawowym celem prowokatorów ma być walka z establishmentem krajowego rynku sztuki, ich prace również można znaleźć w obiegu — czego dowodzi Janusz Korwin-Mikke, przepraszający z płótna, które licytowane będzie we wtorek od 5 tys. zł. Jak Kossak, Gierymski i Dwurnik w PRL, The Krasnals też portretują Polskę, przy czym ich zwierciadło jest tak dosadnie bieżące, że wartość inwestycyjna w długim terminie zależeć będzie też od tego, jak skutecznie zapisze się w pamięci wydarzenie, że Janusz Korwin-Mikke chciał zostać prezydentem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu