To, że mamy kryzys na kolei, dla nikogo chyba nie jest tajemnicą. Więcej, mamy kryzys permanentny: kolej świadczy usługi na coraz niższym poziomie, za to coraz drożej. Umiejący liczyć pasażerowie, kiedy tylko mogą, zastępują pociąg autobusem, co skutkuje... kolejnymi podwyżkami cen biletów kolejowych. Kolejne próby reformowania całego systemu przewozów kolejowych spełzają praktycznie na niczym i — co najwyżej — kończą się strajkiem zainteresowanych. Zarząd spó-łek grupy PKP uznał zapowiadany na dzisiaj strajk kolejarzy za nielegalny, zaapelował do związkowców o wstrzymanie się od protestu i uprzedził, że spółki będą na drodze sądowej dochodzić odszkodowań finansowych za poniesione straty.
Lokaut (ang. — lockout) — zamknięcie zakładu pracy przez właściciela, forma walki pracodawców z pracownikami, polegająca na masowym zwalnianiu pracowników w celu wywarcia presji i zmuszenia ich do ustępstw. Lokaut może być zastosowany w odpowiedzi na strajk lub w celu jego zapobieżenia — najczęściej stosowany jest w okresach kryzysu. Wyróżniane są dwa podstawowe rodzaje lokautu: ofensywny (prewencyjny) i defensywny. Celem pierwszego jest zapobieżenie zapowiedzianemu strajkowi, drugi stosowany jest przez pracodawcę w odpowiedzi na nielegalny strajk.
Najsłynniejszy lokaut ostatnich lat ogłosili w ubiegłym roku właściciele klubów NHL, północnoamerykańskiej zawodowej ligi hokeja na lodzie. Powodem były rozbieżności dotyczące przede wszystkim wysokości płac hokeistów. W efekcie liga nie gra, zawodnicy zarabiają po 120 tys. dolarów rocznie (miast średnio 1,8 mln), kibice emocjonują się innymi dyscyplinami. To już trzeci lokaut w historii NHL (chociaż najdłuższy), ale podobne zjawiska były obserwowane także w lidze baseballu (w sezonie 1994-95 przerwa w rozgrywkach trwała siedem i pół miesiąca) oraz koszykówki.
Co prawda, porównywanie konfliktu pomiędzy milionerami grającymi w hokeja a miliarderami, właścicielami hokejowych klubów, do sporu między związkowcami PKP a zarządem spółki i państwem polskim, w imieniu którego minister skarbu jest właścicielem kolei, jest nie do końca uprawnione, ale podobnie jak tam końca sporu nie widać. Co gorsza, nie widać również, by były wypracowywane jakiekolwiek metody zmierzające do systemowego, trwałego uzdrowienia sytuacji. Wszyscy narzekają: pasażerowie — na brud, drożyznę, brak poczucia bezpieczeństwa, pracownicy — na brud, niskie zarobki, brak poczucia bezpieczeństwa w zatrudnieniu, podatnicy — na konieczność nieustannego dofinansowywania deficytowych kolei.
Może więc właśnie lokaut czy kontrolowana upadłość PKP, nie wymierzona przecież przeciwko pracownikom, tylko zmierzająca do uzdrowienia sytuacji, poukładania tych puzzli niejako od nowa, byłyby jakimś rozwiązaniem. Bo tak, trudno oprzeć się wrażeniu, że z utrzymywania status quo nikt nie jest zadowolony, a przedłużanie pata będzie zmuszało do coraz bardziej radykalnych i bolesnych dla wszystkich interwencji.