Londyn nie wyssie z Polski resztek kadr

Mirosław Konkel
opublikowano: 19-06-2008, 00:00

Kto nam zbuduje stadiony i autostrady, skoro letnia olimpiada w Londynie odbędzie się w tym samym roku co EURO 2012?

W związku z przygotowaniami do igrzysk Wyspiarze chcą zatrudnić 20 tys. obcokrajowców. Jak szacuje „The Independent”, co najmniej połowa z nich będzie pochodziła z Polski. Nie jest to dobra wiadomość dla osób odpowiedzialnych za organizację EURO 2012 w Polsce. Jeśli brytyjskie firmy będą podkupywały fachowców znad Wisły, problemy kadrowe rodzimych przedsiębiorstw staną się jeszcze większe. Jak obliczają eksperci, już teraz na naszych placach budów brakuje 150 tys. osób.

Choć z Wielkiej Brytanii oraz Irlandii dochodzą też zupełnie inne sygnały. O kryzysie kredytowym i alarmistycznych prognozach z rynku nieruchomości — ceny domów do końca roku mogą tam spaść nawet o 7-15 proc. Ekonomiści przewidują, że pociągnie to za sobą likwidację tysięcy etatów w sektorze budowlanym. Bez wątpienia, na pierwszy ogień pójdą cudzoziemcy, w tym Polacy, mimo że uchodzą za świetnych fachowców.

Według Doroty Niewińskiej, szefowej HR w spółce Warbud, scenariusz ten jest bardzo realny. Ostatnio odwiedziła targi pracy w Dublinie, firmowane przez irlandzki oddział Work Service . Jej zdaniem targi zorganizowano w związku ze spodziewanym spowolnieniem inwestycyjnym na Wyspach.

— Pożądani do tej pory specjaliści z innych krajów mogą stać się wkrótce dużym ciężarem społecznym. Irlandzkie i brytyjskie służby zatrudnienia chcą się w tej sytuacji z nimi bezboleśnie rozstać — wyjaśnia Dorota Niewińska.

Zarobki w górę

Z kolei Jacek Karczewski, prezes firmy Karczewski Doradztwo Personalne, zauważa, że przygotowania do olimpiady w 2012 r. są już bardzo zaawansowane. Toteż jeśli będzie potrzebna dodatkowa siła robocza, to niemal wyłącznie do obsługi tej imprezy (np. w gastronomii, hotelarstwie, logistyce).

— Anglicy to nie Grecy, którzy jeszcze w dzień rozpoczęcia igrzysk w Atenach prowadzili prace wykończeniowe. Duża część olimpijskiej infrastruktury w Londynie już istnieje — podkreśla specjalista. I dodaje, że im bliżej sfinalizowania pozostałych projektów, tym szybciej zatrudnionych tam Polaków należy się spodziewać w kraju.

Podobnie uważa Przemysław Rey, konsultant ds. rekrutacji w Adecco Poland. Do powrotów według niego może skłaniać też dobra sytuacja gospodarcza nad Wisłą oraz mocny złoty — w ciągu czterech lat funt stracił do naszej waluty około 25 proc.

— Kiedy w 2004 r. brytyjski rynek otworzył się na pracowników z Polski, mieliśmy dużo wyższe bezrobocie, a jednocześnie o wiele niższe pensje — przypomina ekspert.

Zarobki najszybciej rosną właśnie w budowlance. Z danych GUS wynika, że w marcu przekroczyły one 3,1 tys. zł, co oznacza 17-procentowy wzrost w stosunku do 2007 r.

Optymizm firm budowlanych studzi jednak prof. Zofia Bolkowska, ekspert Krajowego Związku Pracodawców Budownictwa. Według niej, o masowym powrocie inżynierów i wykwalifikowanych robotników z Wysp na razie nie ma co marzyć.

Pieniądze to nie wszystko

— Wynagrodzenia w Polsce są coraz lepsze, jednak nie tak atrakcyjne jak na Zachodzie. Nawet jeśli uwzględnimy, że życie tam jest o wiele droższe — wskazuje Zofia Bolkowska.

Jedne firmy tylko narzekają na brak rąk do pracy, inne aktywnie szukają fachowców. Przykładem tych drugich jest Budimex, który zamierza wejść w kooperację z dwiema brytyjskimi agencjami head hunterskimi. Joanna Siwak-Makowiecka, członek zarządu spółki, przyznaje, że dysproporcje płacowe istnieją. Radzi jednak wziąć pod uwagę również to, ile kosztuje rozłąka z rodziną.

— Moje pokolenie zrobiłoby wszystko, aby osiągnąć sukces za granicą. Tymczasem mobilność dzisiejszych absolwentów ma swój limit — stwierdza Joanna Siwak-Makowiecka.

Chińczyk potrafi

No, to jak — zdążymy z tym EURO czy nie? Doktor Marek Suchar, prezes firmy rekrutacyjnej IPK, jest przekonany, że tak, ale pod warunkiem, że zdobędziemy wystarczającą liczbę robotników na Wschodzie. Tyle że — jak zaznacza — wcale nie będzie to łatwe.

— Rosjanie i Ukraińcy kręcą nosem na oferowane im warunki pracy i płacy. Mało wybredni, a jednocześnie zmotywowani są natomiast pracownicy z Państwa Środka — ocenia Marek Suchar.

Chińskich budowlańców zachwala również Jeremi Mordasewicz, ekspert gospodarczy PKPP Lewiatan.

— Przeszli chrzest bojowy przed tegorocznymi igrzyskami w Pekinie. Mają wyspecjalizowane przedsiębiorstwa i dobrze wyszkolonych ludzi, o których warto zabiegać — wykazuje ekonomista.

Dlatego to oni znaleźli się na celowniku polskich firm. Ale nie wszystkich. Na przykład spółka Warbud, choć dostaje wiele zgłoszeń od Chińczyków, a także Uzbeków, woli jednak zatrudniać naszych fachowców.

Podobną ostrożność widać w Budimeksie. Joanna Siwak-Makowiecka uwrażliwia na długofalowe konsekwencje takich decyzji, jak import taniej siły roboczej z Azji.

— W 2012 r. kontrakty się skończą. I co wówczas zrobimy z półmilionową armią Chińczyków? Lepiej się dogadać z sąsiadami zza miedzy — proponuje. l

Okiem eksperta

Biurokratyczne

Daria Kwiecień

specjalistka ds. sprzedaży i marketingu w Banku Danych o Inżynierach

Po przystąpieniu Polski do UE nasi budowlańcy masowo wyjeżdżali do Wielkiej Brytanii. Ten odpływ byłby jeszcze większy, gdyby kadra techniczna i kierownicza lepiej znała język angielski. Teraz inżynierowie i pracownicy fizyczni coraz częściej wybierają Holandię i Norwegię. Wyspiarze nadal potrzebują fachowców znad Wisły, jednak raczej do tworzenia autostrad niż do tzw. budownictwa kubaturowego, czyli stawiania domów, biurowców czy obiektów użyteczności publicznej.

Wielu polskich inżynierów chciałoby wrócić do kraju. Problem w tym, że nie mogliby objąć u nas stanowisk menedżerskich bez specjalnych uprawnień, których Brytyjczycy nie wymagają. Musieliby zadowolić się pracą wykonawczą lub co najwyżej zatrudnić się w charakterze brygadzistów. To zaś nie odpowiada ich aspiracjom finansowym i zawodowym.

Rodzimi fachowcy budowlani są bardzo cenieni przez pracodawców angielskich i irlandzkich. Być wykorzystując tych ludzi, tamtejsze firmy zaczną otwierać swoje przedstawicielstwa w Polsce. Zwłaszcza że koszty działania przedsiębiorstw są tu znacznie niższe niż na Wyspach.

Mirosław Konkel

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane